O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
wtorek, 28 listopada 2006

Po przeczytanie wpomnien Rudej z Prima aprylisa 1980 roku, przygalopowaly do mnie wspomnienia z tamtych mlodych lat kiedy zycie i swiat do nas nalezaly!!!!!

W koncach lat 70 nasze zycie towarzyskie skupialo sie na "prywatkach" po domach. Bylo nas troche ,roznej mlodziezy z roznych dzielnic stolicy, wszyscy licealisci lub studenci . Co sobote, po szkole kolo 14-16 wydzwanialismy do siebie. Zawsze ktos, gdzies mial jakas prywatke na ktora byl zaproszony i zwalalismy sie tam grupa paru osob. Jedna osoba naprawde zaproszona i z piatka ,szosta ktora przychodzila razem......

Ja zawsze zwalam sie z moja ukochana grupa , czyli co najmniej trojka (czasami duzo wiecej) studentow. Mlodych , zabawnych chlopakow, z ktorymi nadal utrzymuje bardzo luzne, ale, kontakty.

Jeden z nich, Mak czesto do mnie dzwonil, i ze swoim sposobem wymawiania R, pytal " Sawicka, nie masz jakiejs prrrrrywatki?", poczym czesto cos zesmy znajdywali i spedzalismy ciekawe wieczory;!!!!!!!

Kiedys w maju ukochani rodzice Sawickiej doszli do doskonalej mysli " Pojedziemy we dwojke , na romantyczny week-end. Dom zostawimy pod opieka malolaty = Sawickiej i pelnoletniego Brata Sawickiej". Odpowiedz dzieci " Jedzcie rodzice jedzcie. Dzieci domem sie zajma!!!".

Pelnoletni poszedl w tany (pewnie do Remontu = dyskoteka politechniki) i do dziewczyny a Sawicka zorganizowala, razem z przyjacoilkami z klasy "Rzymska prywatke".

Koncept byl prosty trzeba bylo byc ubranum po rzymsku czyli udrapowanym w stare pszescieradlo. Bardzo zmyslnie razem z M. mialysmy wlasciwy zapas starych przescieradel  dla tych "nie zaproszonych" a jednak obecnych osob. Po srodku salonu tronowala "rzymska sadzawka" czyli balia z woda i masa tulipanow (to bylo w maju).

Szcegolow juz nie pamietam. Ludzi bylo sporo. Pol klasy (nie zaproszonej) zwalilo sie natychmiastowo. A bylam w klasie o profilu matematyczno-fizycznym, czyli 17 panow i 7 pan. Panie byly zaproszone wszystkie i nie wiem jakim cudem , ale z M. myslalysmy ze uda nam sie "zapomniec" o panch. Oni o nas nie zapomnieli i zjawili sie (chyba) w komplecie.

Balanga =prywatka trwala dlugo. Pamietam M. zajadajaca tulipany i mowiaca o ich slodkim smaku, pamietam dlugie rozmowy, i tlumy w togach/przescieradlach, twarze nie znanych mi osob ktore mi tlumaczyla ze sa przyjaciolmi innych tak samo nie znanych mi osob.

Nie bylo ani zadnych orgii, ani zadnych rzygan po pokojach. O "rzymskiej balandze " mowilo sie potem dlugo.....

Nie wiem czy rodzice cos o tej balandze wiedzieli. Postaralam sie przeprosic na zapas wszystkich sasiadow, tlumaczac ze bede robila "maly wieczor z garstka przyjaciol, i ze z gory przepraszam za halas !"

Balam sie tylko potem zeby sympatyczna sasiadka, nie mowila rodzicom "Jak sie dzieci grzecznie bawily!?!"

Ja sie nie starzeje..... mam tylko coraz wiecej wspomnien!!!! 

 

Dzis rano wstalam jak zwykle o 6. Poszlam na spacerek z Panem Psem jak co rano. Nad glowa mialam piekne pelne gwiazd czarne niebo, w dali dodajacy rogalik ksiezyca.....

Potem powrot do domu i: mnie sie wcale ale to wcale nie chcialo isc do pracy!!!!!

Biorac gorycy poranny prysznic ( najlepsze miejce do dlugich rozmyslan) tak sie zastanawialam: Dlaczego i do czego daze???? I nie wiem.....

Taki dzien kiedy czlek nagle zaczyna zadawac sobie znowu to samo pytanie "na co i po co?" " W imie czego?" " Dla kogo?" Dzis nie umialam odpowiedziec ....

Wrzucilam sie w wir codziennosci, w wir pacjentow, w wir rozmow z kolegami tak bez sensu i bez celu. Byle dalej, byle szybciej, byle to pytanie nie wracalo dzis do mnie....

A wy ? Co powoduje ze rano wstajecie i wrzucacie sie w wir nowego dnia ????

piątek, 24 listopada 2006

Tlumaczenie „Porad seksologa” w dzisiejszej Tribune de Genève (http://www.tdg.ch/tghome.html).

Pytanie Aliny :„ Jak powiedziec mojemu facetowi ze on jest zero w lozku? Boje sie ze go troche tym uraze, a dosyc mam domyslania sie ze mogloby byc lepiej jak by sie choc troche staral.

Odpowiedz:

Przedewszystkim,Alino pozwol mi Ci powiedziec : Brawo. Nie uleglas pokusie powiedzenia mu ze jest zerem.

Znaczy to ze jestes kobieta delikatna. Dobrze zrozumialas ze tego rodzaju slowa moga Mezczyzne bardzo urazic i zostac wykute w jego pamieci na zawsze. Musialby wtedy nosic ciezar tych slow az na zawsze . Slowa te staly by sie trucina dla waszej pary.

Co robic ? Wiesz dlaczego uzywa sie tego samego slowa na nazywanie nauczycielki (maîtresse) i kochanki ( maîtresse)?.

Dlatego ze wiekszosc mezczyzn jest jak twoj chlopak. Potrzebuja nauczycielki/ kochanki by nauczyla ich dobrego, sensualnego i delikatnego seksu. Oni przynosza sile ich namietnosci a my kobiety reszte. Dlatego wszystko zalezy od Ciebie. Latwiej jest zmienic swoje zachowanie niz zmienic zachowanie innych. ........

Mezczyzna nie czuje tak jak kobieta. Mezczyzna zajmuje sie toba tak jak by chial bys ty sie nim zajela. Jego skora jest mniej wrazliwa na dotyk. Dotyka Cie duzo mocniej niz ty bys tego chciala. Mezczyzna ma czesto wrazenie ze twoj dotyk jest zbyl lekki na jego skorze.

Trzeba zawsze duzo dialogu i dlugich i szeptanych rozmow by kazdy partner znalazl satysfakcje „

Czego i Wam i sobie zycze na ten dlugi i jesienny week-end....

12:14, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (10) »

Dzis bedzie o tym co ja nazywam „ kultura codziennosci”.

Kiedy jako bardzo mloda dziewczyna wyjechalam z Ojczyzny w 1981 roku wydawalo mi sie ze posiadalam „dobra” czyli dosyc „szeroka kulture”. Naczytalam sie duzo ksiazek zagranicznych, mialam i moj okres Balzaka ( polknelam chyba polowe „ Ludzkiej komedi) i Zoli, i Borysa Viana i Camus, i Steinbecka i Dos Passosa i Hemingeweja etc, etc, etc.

Przyjechalam tutaj i okazalo sie ze brakuje mi tej malej codziennej kultury. Nie znalam ostatnio znanych i popularnych piosenkarzy, nie czytalam ostatnio opublikowanych i „glosnych” ksiazek francuskich, nie znalam prezentatorow najlepszych dziennikow telewizyjnych.

Na poczatku odczulam to bardzo zle. Mialam wrazenie ze glupia jestem i ze nie znam „ podstaw” codziennego zycia.

Z czasem zrozumialam ze pojecia kultury moga byc rozne i to ze nie znam calego repertuaru Johnny Holliday nie jest przestepstwem .

Kultura tak jak i reszta jest relatywna.

Byl to na poczatku szok. Z czasem okazalo sie ze powoli odchodze od codziennej polskiej kultury i wtapaiam sie calkowicie w ta tutejsza, francuska i genewska ( francuska i genewska to nie to samo. Nie trzeba tez myslec ze kultura genewska jest kultura szwajcarska, bo to sa tez zupelnie inne kultury, ale o tym inna raza).

Na poczatku tutaj, ludzie patrzyli na mnie z poblazaniem kiedy mowilam im ze nie znam tego lub tego... i mowil mi litosciwie „ Ah oui, tu es une étrangère...!!!” ( Ah, tak, jestes cudoziemka), a teraz kiedy odpowiadam to samo moim polskim znajomym lub rodzinie slysze wypowiedziane z (lekkim) politowaniem „ Ah, tak , ty juz tak dawno wyjechalas” ...

To prawda ze czasami zaluje ze nie moge ogladac tutaj niektorych dobrych filmow polskich , bo nie przekraczaja one francuskiej granicy, tak samo jak zaluje ze nie mozecie wy, w Ojczyznie ogladac niektorych dobrych filmow francuskich. Niestety jedyne filmy ktore mozemy ogladac w kazdym kraju sa najczesciej amerykanskie i nie koniecznie w moim stylu....

Tydzien temu bylam na doskonalym „Thrille’rze” „ Ne le dis à personne” w rezyseri Guillome Canet .

Wczoraj zmarl Phillipe Noiret. Jeden z moich ulubionych aktorow...

wtorek, 21 listopada 2006

S ma 17 lat i jest mlodsza corka mojej przyjaciolki i kolezanki z pracy MM.

S od paru miesiecy jest baardzo zakochana w C.  Slodcy sa bardzo oboje , jak wszystkie mlode i zakochane pary. Jest to dla obojga Ten Pierwszy Wazny Raz. 

Oto przytoczona przez MM niedawna rozmowa z S.

S. : Mama, ja moge isc spac do C. Jego rodzice sie zgadzaja?

MM: Moze to troche za wczesnie? Wiesz , nie mam zbyt ochoty bys spedzala z nim cala noc.

 S: A dlaczego sie nie zgadzasz?

MM: Mowie Ci, mysle ze to troche za wczesnie.

S: Ty nic nie rozumiesz. On mnie zaprasza do restauracji na romantyczna kolacje, a potem zostaniemy razem.

MM: A dlaczego chcecie spedzic cala noc razem?

S: No bo nigdy nie mamy wystarczajaco duzo czasu zeby sie widziec i pogadac.

MM: Ale ty wiesz co to znaczy spedzic cala noc razem?

S: No cos ty, ja zupelnie o „tym” nie mysle .

MM: Ale moze C. o seksie mysli?

S: No cos ty, Mamo!!!

MM: Ja mysle ze musicie najpierw o seksie porozmawiac.

S: No cos ty , mnie to zenuje!

MM: S zastanow sie, chcecie spedzic cala noc razem i zenujesz sie mowic z C. o seksie? A o prezerwatywach mowiliscie, a o pigulce mowiliscie?

S: No cos ty......

MM: Wiesz S jestes kobieta, i jesli przypadkiem nie uchronicie sie przed niepozadana ciaza to staniecie przed problemem. Czy juz zastanawialas sie ze oboje jestescie za to odpowiedzialni? I jakakolwiek bedzie wasza decyzja, to bedzie sie dzialo w twoim ciele i zawazy na twoim dalszym zyciu ?

S: No cos ty.... jaka ciaza, jakie dziecko?.... my nigdy o seksie zesmy nie rozmawiali. I ja jeszcze nie jestem gotowa! I w dodatku mam teraz okres.

MM: Ale C ? Pewna jestes ze on nie czeka na cos czego nie mozesz mu zaofiarowac? Pewna jestes ze masz ochote mu odmowic czegos na co on czeka? I jak on bedzie sie czul kiedy mu powiesz ze owszem spedzisz z nim noc, ale tylko na gadaniu? C. jest mezczyzna, ma potrzeby mezczyzny. Mysle ze koniecznie musicie o seksie razem rozmawiac.

S: No cos ty....

MM: Wiesz ja mysle ze najlepiej bedzie narazie jak pojdziecie sobie na ta romantyczna kolacje i potem on Cie odprowadzi do domu. Potem , jak juz bedziecie oboje gotowi, to bedzie co innego i bedziecie moze mogli spedzic cala noc razem. Teraz , mysle, jest troche za wczesnie....

 S: Moze masz racje?....

 No i mlodzi spedzili przepiekna, romantyczna kolacje.... i nadal o seksie nie rozmawiali....

Czy duzo z czterdziesto i piedziesicio latek tak moglo rozmawiac z ich Mamami ?!

Nie wiem. Mysle ze S. ma szczescie miec taka Mame. 

17:04, sawicka02 , Santé
Link Komentarze (9) »

Czy znacie "Alicje w Krainie czarow" ?

Znacie...

A Krolika ktory mowi " Jestem spozniony, jestem spozniony, jestem spozniony"?

Tak....

A jesli nie znacie sie znaczy ze mnie nie znacie.....

Od 15 listopada bylam wchlonieta calkowicie w teatr, najpierw proby, potem gralismy i w sobote i w niedziele ( za kazdym razem 5 godzin zajetych), potem w tygodniu praca ( jedna z kolezanek na wakacjach = dluzsza praca), i jak zwykle czytanie dla "nieczytajacej" mlodziezy, proby w teatrze ( gralismy znowu w sobote), kwitnace zycie towarzyskie, no i choc troche zycie rodzinne.... bo jak tak dalej pojdzie to sie Moj i Nastolatka ze mna rozwioda z powodu moje ciaglej nieobecnosci....

Z takim bardzo zajetym zyciem, niestety mialam mniej czasu na siedzenie przed komputerem.

 Oh i zapomnialam ze laptop Mojego jeszcze cos nazbroil i w ostatni week-end przez 4 godziny zesmy go "przywracali do internetowego zycia", bo byl sie kompletnie wylaczyl....

 A i jeszcze zapomnialam kolezanke ktora przyjechala z Jury szwajcarskiej nas odwiedzic na week-end...

To tak w telegraficznym skrocie dlaczego mnie nie bylo. No i czasami mam dosyc gonic bez przerwy... bo szybko trzeba skonczyc to, bo szybko trzeba zaczac to , bo..., bo... Nie mam nawet czasu latac po innych blogach.... ZGROZA!!!!!! Bedzie spokojniej za cztery tygodnie.... wakacje bozonarodzeniowe....to popisze wiecej.....

środa, 15 listopada 2006

„Lizcie sie dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny!!! „

 Sie znaczy naukowcy z Instytutu Pasteur’a www.pasteur.fr odkryli ze w naszej slinie istnieje OPIORPHINE ( opiorfin), srodek przeciwbolowy produkowyna zupelnie naturalnie przez nasz organizm.

Opiorphine jest tak samo mocna ( w porownaniu z ta sama dawka ) jak morfina, wedlug doswiadzen na szczurach. W najblizszym czasie Instytut Pasteur’a zajmie sie badaniami w celu szukania tego naturalnego srodka przeciwbolowego w calym naszym ludzkim cialku.....

Nie na darmo skaleczone zwierzeta liza sobie namietnie rany, nie tylko sa w slinie enzymy przeciw bakteryjne ( naturalne antybiotyki) ale tez srodki usmierzajace bol. I kto powie ze natura nie jest madra... i ze mozna sie od zwierzat duuzo nauczyc?!

11:25, sawicka02 , Santé
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 13 listopada 2006
WSZYSTKIEGO NAJ, NAJ, NAJLEPSZEGO DLA RUDEJ (http://22plusvat.blog.onet.pl/)!!! Ma dzis roczek wiecej!!!!!
08:40, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (3) »
piątek, 10 listopada 2006

Wczorajszy dzien byl straszny.

O 8 rano Moj Ukochany trzasnal drzwiami, co mnie oczywiscie obudzilo!

Wstalam wiec, wiedzac ze mam mase spraw do zalatwienia. Ukochana coreczka ktora wlasnie jadla sniadanie w kuchni razem z Niania, jak tylko mnie zobaczyla zaczela sie do mnie przyklejac, usmarowujac swoja buzka pelna czekolady nowa jedwabna pizame kupiona dopiero przedwczoraj. To dziecko jest rozkoszne.

Szybko wypilam kawe. Przed szafa spedzilam prawie ze pol godziny, zupelnie niewiedzac w co mam sie dzis ubrac. Zapowiadano sloneczna pogode, ale jednak dosyc zimno. Ja oczywiscie nie mam zadnych botkow ktore nadawaly by sie do zalozenia z kostiumem ktory na dzis wybralam. Zmuszona bylam znalezc jakas bluzke i odpowiednia spodnice. Koniecznie musze jeszcze dodatkowo (zupelnie nie wiem kiedy, bo jestem kompletnie overbook’e) latac po sklepach z botkami!

Bylam umowiona na 10 u kosmetyczki. Nie bede Wam opisywala w jakim stanie do niej przybylam, w pocie i zziajana. Korki na miescie byly straszne, nie moglam znalezc nigdzie blisko jej kabinetu miejsca na samochod, musialam isc cale 10 minut. Zreszta nie wiem co Solange dzisiaj miala, jakos nie skupiona byla i masaz byl jakis taki dziwny, nie jak zwykle. Dodatkowy problem bede miala na glowie jesli chcialabym ja zmienic. Chodze do niej juz od dwoch lat, dobrze mnie zna i chyba dlatego mam wrazenie ze juz sie nie stara i mnie „zbywa”.

O 12 bylam umowiona z Catherine i Marie-Helene na lekki lunch. Nie widzialysmy sie juz bardzo dawno, mialysmy sobie tysiace nowosci do opowiedzenia. Umowilysmy sie w nowej restauracji „Chez Marie”, taki bar na zupy, otwarty zostal niedawno ale juz tlumy tam leca. Oczywiscie stoliki sa poustawiane zbyt blisko, bylysmy scisniete jak sardynki, zupy byly takie sobie, w salatach nie bylo duzego wyboru no i zbyt duzo znanych twarzy tam bylo.

W koncu o 14 udalo mi sie wyrwac ze szpon moich przyjaciolek i polatac troche po sklepach. Umeczylam sie strasznie, nic mi sie nie podobalo, wszedzie sa te same modele, ciezko jest cos znalezc. Znalazlam w koncu maly kostiumik i spodnice u Max Mara i wreszcie odpowiednie botki u Kelian’a.

Trafilam do domu okolo 17. Bylam paadnietaaa i nawet nie moglam sobie odpoczac bo telefon nie przestawal dzwonic. Wreszcie o 19 udalo mi sie umknac do lazienki. Musialam sie przygotowac, o 20 mielismy RDV ze znajomymi w pobliskiej knajpce japonskiej.

Ha, ha.... Mam nadzieje ze przez pare zdan mysleliscie ze to naprawde ja, Sawicka.

To taka dygresja, prowokacja jak mozna wyobrazic sobie zycie „sredniej” francuski. Niestety srednia francuzka tak nie zyje. Przynajmniej zadna ktora ja znam.

Prosze bardzo: oto opis bardziej „realistyczny”.

Budzik dzwoni za 10 szosta. Zupelnie zaspana wleke sie do lazienki, szybki podglad na twarz, moze byc, zchodze do salonu. Ubieram sie . 20-30 minutowy spacer z Panem Psem.

Zimno wszedzie, ciemno wszedzie. Budze sie powoli, grzecznie macham znajomym ktorzy rozworza gazety poranne, potem mojemu garazyscie i pani w piekarni. Zabawne jak o 6 rano spotyka sie zawsze tych samych ludzi.

Po powrocie do domu, budzenie Nastolatki, picie kawy ewentualnie z croissante’em, przygotowanie sniadanka Nastolatki (jest sie SuperMama czy nie?).

 Krotki postoj przed szafa. „Co ja dzisiaj mam ? Zebranie, duzo pacjentow, obiad ze znajomymi w poludnie, nic???” Chwila zastanowienia, szybkie podjecie decyzji....

 Wreszcie cisza i SAMOTNOSC w lazience. Chwila dla mnie, goracy prysznic (moment glebokich i filozoficznych refleksji),pachnace mydelko, goracy recznik ( bo na kaloryferze) smarowanie kremami (przeciw-tluszczowe na dol, przeciw-zmarszczkowe na gore), ubieranie, malowanie, pachnienie etc....

Zbieg na dol, wyjecie z zamrazalnika czegos na dzis wieczor, zostawienie dla Nastolatki pieniedzy na cos w poludnie, wlaczenie maszyny do prania, przygotowanie salatki na poludnie dla mnie (odchudzanie....) i jogurtow 0%.

Uff..... wreszcie moment oddechu w samochodzie razem z Moim, ktory robi za kierowce. Sluchanie wiadomosci, sluchanie Mojego, myslenie o tym co moglabym na blogu napisac jak bede miala czas, dzelenie sie „glebokimi myslami” i konkretami zyciowymi z Moim, ogladanie przepieknych widokow na jeziora (Annecy i Genewy)....

Praca. W pracy czasami uda mi sie cos popisac na blogu, miedzy pacjentami , ale najczesciej pracuje.... tak juz tu jest ze w pracy sie pracuje....Zamiast przerw na kawe, spojrzenie na blogi, odwalenie e-mail’ow lub pogadanie z kolezankami . Czasami powrot do domu o 16: 30 (baardzo wczesnie) czesciej o 18 .

Re powrot z Moim, gadanie o wszystkim i o niczym. A szczescie mamy ze mozemy tak sobie czesto gadac w samochodzie. Milczec tez mozemy i tez czesto to robimy. Mamy przynajmniej godzinne dziennie na pogaduszki. Kiedy czasami przez dluzszy moment uzywamy dwa samochody... az nam tych momentow samochodewych brak.

Po powrocie, krotka albo dluzsza rozmowka z Nastolatka, podrapanie Pana Psa za uszami, przygotowanie kolacji. Kolacja zawsze byla i jest dla nas momentem kiedy sluchamy i komentujemy wiadomosci, gadamy o tym jak bylo w pracy, szkole etc. Moment de partage = czas wymian.

Po kolacji mam wybor: lekki skok na blog, dlugi skok do teatru, dlugi skok na czytanie z mlodzieza,ogladanie „zdezesperowanych zon” lub cos innego z rodzina, czytanie, gadanie przez telefon z daleko mieszkajacymi przyjacilkami etc, etc, etc. I czasami uda mi sie zasnac tuz przed 23.... ale rzadko.

Oto zwykly dzien bardzo zwyklej francuski.

 A teraz ide tekst powtarzac, gramy „Knock” w ten week-end.

Politycy!

Od roku Wasze poczynania napawają nas, kobiety coraz większą zgrozą. Wbrew wszelkim obietnicom składanym przed wyborami, zamieniacie nasz kraj w poligon Waszych prywatnych wojenek.

Jesteśmy tym oburzone. Mamy dość Waszych pomysłów na Polskę i nasze życie. Obrażacie naszą godność, odbierając nam prawo do myślenia i decydowania o najbardziej intymnych sferach życia. Obrażacie nas, degradując do roli bezmyślnego stada, którym kierować trzeba z mównicy i z ambony. Mamy dość narzucania nam Waszych poglądów jako jedynie słusznych. Żądamy poszanowania naszej osobistej wolności. Jesteście reprezentantami narodu, wybranymi w demokratycznych wyborach. Nie po to Was wybrano, byście się bawili naszym kosztem, ale po to, byście dobrze rządzili tym krajem. Zamiast zajmować się takimi problemami zastępczymi, jak antykoncepcja, aborcja, ewolucja czy wychowanie dzieci, zajmijcie się wreszcie tym, co naprawdę ważne - stabilizacją prawa i gospodarki, dostępem do opieki zdrowotnej, naprawą systemu oświaty, bezpieczeństwem publicznym.

Chcecie mieć przyrost naturalny? Stwórzcie polskim rodzinom warunki do życia, a będziecie go mieli. Żadne nakazy czy zakazy nic tu nie pomogą, a tylko pogorszą sytuację.

Chcemy żyć zgodnie z naszym, a nie z Waszym sumieniem. Żądamy szacunku dla nas i dla naszych rodzin.

Chcemy mieć prawo do normalnego życia, w bezpiecznym i demokratycznym kraju.

 Mimo ze juz w Ojczyznie nie zyje od lat przylaczam sie do Was wszystkich! Nie chce sie wstydzic za Moja Ojczyzne!

12:09, sawicka02
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2