O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
piątek, 28 listopada 2008

Wczoraj po raz 11 gralysmy "savannnah Bay". Byélo wspaniale.

Pelno emocji, takiej razsadnej, przemyslanej ( w teatrze istnieje " przemyslana emocja"), pelnej i dojrzalej....

Gramy jeszcze dwa razy pod koniec stycznia i potem koniec.

I zupelnie mi to odpowiada.... mam ochote przejsc do innej sztuki tylko na razie sztuki nam brak i czasu zeby ja znalesc i zaczac nad nia pracowac.... ale i to mi nie przeszkadza bo przeciez przedemna pierwsze rezyseria !!!!! sztuki ktora znalazlam dla warsztatow.....

A i od tej nocy wirus mnie atakuje.... zaczal od wsadzania igielek w gardlo w srodku nocy !!! lobuz !!!! Choc cale szczescie ze poczekal z tym do " po graniu"... i ze jeszcze wczoraj wieczorem bylam w doskonalej formie !!!

Dzis mi wszystko jedno moze sobie lobuz atakowac... w perspektywie zimowy i sniegowy week-end w czesci w teatrze na ogladaniu znajomych z dobry sztuka ktorzy beda u nas w sobote grali a w czesci przy kominku, miedzy Moim i Panem Psem....  

 

sobota, 15 listopada 2008

Moja ukochana corka ma wielka rozterke, musi wybrac to co woli, a do wyboru ma znieczulenie miejscowe albo uspienie.

A chodzi o wyjecie CZTERECH zebow madrosci..... po prawej bo na dole krzywo rosnie ( a jak sie wyjmuje ten na dole to ten na gorze tez trzeba) a po lewej bo ten na dole dotyka kosci i bedzie to ja niedlugo bolalo.

Chirurg wszystko dokladnie jej wytlumaczyl:

 a) znieczulenie miejscowe: w  30 minut wszystko bedzie skonczone, bedzie tylko czula zastrzyki znieczulenia przez pare sekund, no i bedzie slyszala ten chrakterystycny dzwiek (Ci co to przezyli to wiedza) wyrywania zaba. Bedzie tez uczestniczyla we wszystkim, bedzie tez mogla mdlec z wrazenia etc.

 

b) uspienie: caly dzien w klinice , zasnie na 30 minut i jak sie obudzi wszystko bedzie skonczone. Usypianie jest jednak ZAWSZE (jakakolwiek operacja)polaczone z malym ryzykiem.

Ja jako dobra matka starm sie nie miec wplywu na jej decyzje. Wczoraj staralam sie pokazac  jej zle i dobre strony kazdej decyzji .

I ja i Moj  jestesmy raczej za uspieniem, bo troche nasza corke znamy i wiemy za bedzie w takim stanie nerwow przy znieczuleniu miejscowym ze jeszcz biednemu doktorowi zaslabnie na fotelu i zemdleje, albo w ostatniej chwili powie kategoryczne NIE.

Ma Nastolatka tydzien na podjecie decyzji....

Biedne dziecko....

18:24, sawicka02 , Santé
Link Komentarze (5) »
piątek, 14 listopada 2008

Pomysl skopiowany z Odwodnikowej .

1:Jestem kobieta,

 2:jestem dojrzala,

3: jestem matka,

4: jestem corka,

5: jestem piekna,

6: jestem gruba

7: jestem ostra,

8: jestem lakomczuchem,

9: jestem aktorka,

10: jestem usmiechnieta,

11: jestem pogodna,

12: jestem przejeta,

13: jestem optymistka, 

14: jestem dobra kucharka,

15: jestem cierpliwa,

16: jestem za powazna

17: jestem spontaniczna,

18: jestem  niezalezna

19: jestem  przylepa,

20: jestem uwodzicielka

 

Tak jest dzisiaj... nie wiem jak bedzie jutro.

Zaczelam sie zastanawiac przy 15, reszta byla dla mnie oczywista.

wtorek, 11 listopada 2008

Po wysluchaniu reportazu w niedziele o 9 h 45 na France-Inter ( naszego najbardziej sluchanego radia) Moj powiedzial "Nie wiedzialem ze w Polsce jest tyle barbazyncow."

Niestety nie moglam mu powiedziec ze sie myli.

Reportaz byl o euro-sierotach, typowo polskim przypadku.

Ludzie sa w stanie pozostawic dzieci by pojechac za forsa…. Nie tylko niektorzy je zostawiaja ale tez czasami zupelnie o nich zapominaja.

Wedlug reportazu na 81 000 sierot w Polsce ( zyjacych w sierocincach) 1300  jest euro-sierotami. 1300 dzieci ktorych rodzice zostali pozbawieni praw rodzicielskich.

Jedna z mlodych dziewczyn ktorej matka wyjechala do Wloch w 2004 roku i ktora odwiedzala ja w sierocincu  raz na rok przynoszac prezenty, i mowiac "Zobaczysz wybuduje nam dom. Wszystko bedzie w porzadku", na zapytanie reporterki jak sie poczula kiedy dowiedziala sie ze jaj Matka zostala pozbawiona praw rodzicielskich  odpowiedziala "Bardzo sie ciesze. Dla mnie wreszcie sytuacja jest jasna".

Na pytanie "Czy myslisz ze ty tez kiedys wyjedziesz za granice do pracy?" odpowiedziala "Nie wiem, ale jezeli juz to NAPWENO z dzieckiem".

Co moze dziac sie w glowie rodzicow ktorzy zostawiaja dziecko Babci, Dziadkowi lub znajomej? 

Czy mie wiedza ze rodzicow ma sie tylko jednych i kiedy sie jest dzieckiem to tylko rodzice sa "ostoja psychologiczna"?

Nie rozumiem.

W latach 60 i 70 w Szwajcarii bylo duzo robotnikow z Wloch,z Hiszpanii i z Portugali.

Nazywalo sie ich "sezonowcami", bo musieli (prawnie) opuszczac Szwajcarie i wracac do siebie co 6 miesiecy. Po 3 - 5 latach posiadania "prawa pracy sezonowca" mieli prawo sprowadzac rodziny.

Wiekszosc z nich to robila , bo te pare lat bez zony i dzieci tylko z dwoma miesiacymi w roku w domu bylo dla nich bardzo ciezkie. Oni nie mieli wyboru, nie pozwalano im przyjechac z rodzina, z dziecmi, musieli czekac.

Czy Polacy jezdzacy do krajow europejskich maja zakaz wyjazdu z dzieckiem ?

Wydaje mi sie ze nie.

Dzieci hiszpanskie , wloskie i portugalskie zostawaly w domu z matka i czakaly na powrot taty, czesto uczac sie francuskiego lub niemieckiego ( jesli Ojciec byl w niemieckojezycznej Szwajcarii). Po paru latach przyjezdzaly tutaj i wchodzily w tutejsze zycie bez wiekszych problemow. Tak samo jak teraz np. w Anglii byly specjalne dodatkowe zajecia w szkolach dla dzieci mowiacych slabo po francusku.

Te dzieci z tamtych czasow sa teraz bardzo dobrze zyjacymi doroslymi, calkowicie integrowanymi w genewskie zycie. Czest mowia co najmniej dwoma jezykami + tymi nauczonymi w szkole, maja bogate zycie towarzyskie bo pelno tu stowarzyszen roznych narodowosci.

Dlaczego czesc polskich rodzicow zostawia dzieci w Polsce?

Czym argumentuja ten wybor?

Dlaczego w kraju gdzie stawia sie tak wysoko wartosci rodziny opuszcza sie dla pieniedzy i bez przymusu swoje dzieci ???

Nie jestem w stanie tego zrozumiec.

PS: Nie tylko Moj byl wzburzony tym reportazem, duzo z moich znajomych ktorzy go slyszeli ( ten reportaz i jeszcze pare innych na ten temat) sie mnie pytali dlaczego polacy nie kochaja swoich dzieci ???

Probowalam im mowic ze to tylko mniejszosc.... ale fakt jest faktem.

piątek, 07 listopada 2008

MMK i ja pracujemy razem od 6 lat.  Pracuje nam sie razem bardzo, bardzo przyjemnie. Mamy bardzo podobne spojrzenie na swiat, na nasza prace, na pacjentow i w ogole tak ogolnie ( co nie znyczy ze jestesmy takie same, wrecz przeciwnie, mamy tez duzo roznic)., mowi sie po francusku ze "mowimy tym samym jezykiem".

Od paru miesiecy doszlysmy do smutnego przekonania ze niestety nie jestesmy w "normie".

Przekonanie jest smutne nie dlatego ze my nie jestesmy w normie tylko dlatego ze norma nam sie nie podoba. 

My lubimy na prawde to co robimy, z przyjemnosci jestesmy codziennie w pracy ktora pozwala nam poznac kazdego dnia nowych , czesto ciekawych lub zabawnych ludzi.

Mamy tez czesto , w naszej pracy  przywilej  udzialu w badaniach klinicznych , nauce studentow i innych ciekawych naukowych "rozrywkach". 

Staramy sie by kazdy pacjent byl dla nas osoba a nie przypadkiem , staramy sie w miarze naszych umiejetnosci odpowiedziec na jego pytania , byc dla niego kiedy nas potrzebuje i staramy robis to z usmiechem. 

Nie zawsze jest to latwe… sa dni trudniejsze lub latwiejsze… jak dla kazdego, ale przynajmniej staramy sie robic jak najlepiej.

Zreszta bardzo czesto zdaza nam sie ze pacjent nam mowi " Dziekuje" "Pani jest taka mila" " Jak to milo trafic na taka osobe jak Pani". Czesto przechodzac przez korytarz po prostu usmiechamy sie do czekajacych tu pacjentow…. I dostajemy w odpowiedzi tez usmiech lub lekkie kiwniecie glowa. 

Do nas tez czesto trafaja telefony osob ktore juz pare razy "bladzily" po roznych  innych telefonach gdzie odpowiadano im " Nie wiem, to nie u nas etc." Staramy sie jak najczesciej znalesc odpowiedzi na ich pytania, lub przesylamy ich do odpowiednich osob.

MMK i mnie wydaje sie normalne ze staramy sie robic jak najlepeij. 

No i tu jest probleme ….

Niestety nie wszystkim z naszych kolezanek i kolegow wydaje sie to normalne…

Szkoda….

   Dzieki Galapagos:   

1.O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?

Czytam kiedy moge, sie znaczy kiedy mam czas.

Tak naprawde to kocham czytac w czasie wakacji o kazdej porze dnia i w weekendy tez kiedy mam na to czas.

Kiedys na wakacjach tak bylam zaobsorwowana czytaniem ze Moj sie byl wsciekl po paru dniach i mi schowal ksiazki ..... oddal po kilku chwilach.....

2.Gdzie czytasz?

Wszedzie. Najukochanszym miejscem, w cieple dni jest moj taras , w szumie fontanny, miedzy rozami.....

3.Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?

Na plecach, z dobry poduszka.


4.Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

Opowiesci. Najrozniejsze. Czasami takie bardziej dokumentarne, lub historyczne. Sztuki teatralne.

Zdecydowanie nie czytam poezji i essejow politycznych.

5.Jaką książkę ostatnio kupiłaś?

"Improvisation theatrale"   by moc przygtowywac warsztaty teatralne

"Tango" Mrozka bo to jedna z jego sztuk ktorej jeszcze nie mialam po francusku,

Ksiazki sa rzecz jasna po francusku.
 

7.Co czytasz aktualnie?

Wlasnie skonczylam " La belle mémoire" P-O. Scotto. M. Feldmann i zaczynam " Les parents terribles" J. Cocteau.

Czyli "Piekna pamiec" i "Straszni rodzice". Szukam sztuki ktora mielibysmy ochote zagrac w naszym teatrze.

8.Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?

Tylko zakladki. Nie znosze zaginac rogow. Jako zakladki moze mi sluzyc jaki kolwiek papier bedacy w zasiegu reki. Staram sie od lat namietnie zbierac zakladki we FNAC'u lub DECITRE ( znane francuskie ksiegarnie), bo czesto daja je przy kasie.

Dostane w prezencie piekne zakladki gdzies gubie.... pewnie juz zostaja w przeczytanych ksiazkach

9.Co sądzisz o książkach do słuchania?

Od dziecka lubilam sluchac opowieci radiofonicznych... i pewnie gdybym mial czas to bym sobie teraz sluchala takich ksiazek.... ale jednak ja KOCHAM PAPIER....i paperowe ksiazki


10.Co sądzisz o ebookach?

Jeszcze nie sprobowalam.  Mysle ze tak jak pytanie 9.

I do lancuszka zapraszam Niebieska, Ewe z 7 , Doktor Ewe , Brittany  i  Ruda jesli tu czasami wpada. 

Tak ogolnie to my z Moim kochamy kupowac ksiazki i w kazdym miescie idziemy do ksiegarni ( w Turynie tez) i najczesciej wychodzimy z przynajmniej jedna ksiazka. No bo jest to wlasnie teraz okazja zeby ta ksiazke kupic, bo a nuz nastepnym razem jej nie bedzie......

Jakos jeszcze nigdy zadna ksiazka nie byla dla nas za droga..... a skarpetki zawsze.......

 

czwartek, 06 listopada 2008

Nasz maly wypad do Turynu, byl bardzo przyjemny.

Hotelik w samym centrum i zupelnie przyzwoity, jak za tak tanie pieniadze ( niech zyje Internet).

Niestety z trzech muzeum ktore chcielismy zobaczyc   dwa byly zamkniete z powodu "Remontu"….Rzucilismy sie wiec na przecudne muzeum kina  ktore miesci sie w bardzo ciekawym budynku. 

La Mole Antoneliana byl najwyzszym budynkiem Europy  w momencie jego konstrukcji, niestety pare lat pozniej Wieza Eiffel'a "ukradla" mu ten tytul.

Na poczytku budynek ten mial byc ogromna i piekna synagoga…. Niestety  gminie zydowskiej turynu zabraklo pieniedzy na tak ambitny plan i koniec budowy zostal zfinansowyny przez miasto. 

Miesci sie tam teraz przepiekne muzeum kina, gdzie mozna obejrzec cala historie "ruszajacych sie obrazow" od zarania czasu.

Mielismy tez szczescie trafic na expozycje filmow jednego z moich ukochanych rezyserow - Romana Polanskiego, gdzie uswiadomilam sobie ze po za dwoma pierwszymi filmami zrobionymi w Polsce  obejrzalam wszystkie jego filmy ( co wcale nie znaczy ze wszystkie je lubie…). 

Podchodzilismy sobie po centrum, ktorego jedna z charakterystyk sa ciagle arkady (szalenie przyjemne kiedy pada deszcz) z ogromna iloscia sklepow ( ale u nas tez sa te same…. Z wyjatkiem "Borsalino" ) i mnostwo placow. 

Pochodzilismy sobie tez po najwiekszym w Europie i codziennym  targu na swiezym powietrzu. Szkoda ze tam nie mieszkam, bo latalabym codziennie po te tak piekne i tanie owoce  i warzywa….

Jak zwykle we Wloszech jedzonko bylo wysmienite, tutejsze wina tez… 

Wyszlo nam ze jestesmy w stanie przezyc podroz we dwoje bez zbytnich klotni, a nawet z duza przyjemnoscia….. po tylu latach….. moze nie jest tak zle….. 

Z duza przyjemnoscia wrocilismy do domu ( stal jeszcze na nogach i to w dobrym stanie).

Nastolatka byla bardzo zadowolona z jej "wakacji". Nawet oplaca sie ja zostawiac sama  bo razem z kolezankami nie mialy ochoty na zakupy i zywily sie zapasami….  Z przyjemnoscia dalam jej" w prezencie" polowe "zaoszczedzonej" forsy  .

Pan Pies byl tez szczesliwy bo dziewczyny i chlopaki zajmowali sie nim bez przerwy i chyba przytyl przez te trzy dni …..

Znaczy sie gotowi jestesmy do wakacji we dwoje !!!!! …. No ale moze jeszcze nie tego lata?!?!?!

środa, 05 listopada 2008

Dzis ( dla nas w Europie sroda 5 listopada 2008, w Amerykach wtorek 4 listopada 2008) jest pieknym dniem !!!!!

I ten dzisiejszy historyczny dzien wypelnia mnie szczesciem i nadzieja.

Nadzieja jest motorem dzialan.

Moze dzis padac i byc ponuro, dla mnie i moich bliskich i moich znajomych Dzis jest pieknym slonecznym dniem.

A zeby ten dzien byl jeszcze piekniejszym KONIECZNIE wpadnijcie do Darii  . Wasze serce Wam powie co trzeba zrobic.