O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
niedziela, 31 grudnia 2006

Rok 2006 konczy sie bardzo mile, bo dostanym od "Siostry" I. dlugim listem.

Z I. poznalysmy sie w pierwszych dniach naszej kariery szkolnej, w klasie I A, i przesiedzialysmy razem 12 lat w tej samej lawce szkolnej !!!

I. jest moja siostra, ta pierwsza i najwazniejsza. Od tamtych czasow dorobilam sie jeszcze dwoch siostr: Rudej (w dodatku urodzonej w tym samym dniu roku) i C. tez skorpionika ale francusko kanadyjskiego.

Ile wspomnien mnie laczy z I. .... to nie da sie opisac: dlugie zabawy w "Arsena Lupin", ganianie po ogrodku jordanowskim, ciagle przebieranie sie w stare sukienki naszych Mam, sluchanie "Michelle, ma belle" Beatels'ow, ogladanie "Wpustyni i w puszczy" w kinie, setki prywatek, dlugie telefony po "az" polgodzinnej rozloce po szkole, opowiadanie przezyc wakacyjnych, jaza na lyzwach ,opowiadania o naszych "narzeczonych" i "a jak daleko doszlas?" , wspolne pierwsze papierosy, szybkie sprinty w butach na baardzo wysokich obcasach do autobusu,wakacje w Zakopanym, chodznie po Tatrach, etc, etc, etc. Moglabym opowiadac bez konca.

Z I. nie widzialysmy sie od 25 lat.

Na poczatku pisywalysmy jeszcze od czasu do czasu, ale potem wir zycia codziennego i nie codziennego porwal nas w rozne strony. Kiedy ja bylam w Ojczyznie, I. nie bylo i na odwrot. I. zyje od dawna po drugiej stronie oceanu, w USA.

Tej jesieni wyslalam jej adres blogu, ma w ten sposob troche "swiezych" wiadomosci .

W swoim liscie I. napisala "jak na mat-fiz to niezle Ci idzie z tym pisaniem".................... Tak mi sie cieplo zrobilo na sercu.

Dzieki Siostro za ten list, obudzilas we mnie tysiace wspomnien...

I wiesz.... brak mi Cie

12:09, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (8) »
wtorek, 26 grudnia 2006

Prosze wpadnijcie tu : http://fzp.jewish.org.pl/nobel.html

A juz do Was nalezy Co zrobicie.....

Swieta , swieta i po......wielkim zarciu !!!

To laczy polskie i francuskie swieta: niesamowite ilosci przygotowanych i zjedzonych potraw.

Kiedy zylam w Ojczyznie, na Swieta zbieralismy sie wszyscy na okolo jednego stolu. Byly to czasy kiedy bylo nas dosyc duzo ( w porownaniu z dzis). Osoba Pierwsza i najwazniejsza : Babunia , potem jej siostra , Odwieczna Stara Panna pijaca baardzo czarna herbate, palaca papierosa za papierosem i stawiajaca pasjanse. Potem Ciocia z Wujkiem, Brat Cioteczny (najpierw sam, a potem z Zona i czesto z je Bratem), Ukochana Kuzynka z mezem, druga Ukochan Kuzynka z mezaem i czasami synem, my ( Mma, Tata, Brat i Sawicka) i czesto jacys bliscy rodzinie znajomi...

Mieszkalismy wszyscy w Warszawie, wiec co roku robilo sie Wigilie u kogos innego, ale kazdy przynosil swoja specjalnosc. Babunie lepily uszka, Mama robila Rybe po zydowsku, Ciocia robila Kutie, etc, etc.

U Sawickiej teraz jest nas malo : Tesciowa, Moj, jego Syn, Nastolatka no i ja Sawicka. Czasami przyjezdzaja Rodzice...

Nic nie szkodzi : 24 wieczorem robi sie rybna kolacje z rozdawaniem prezentow a 25 w poludnie indykowo-kasztanowy obiad. Czyli jest to taka sobie mieszanina.

Na poczatku toczylam wojne z Moim o rozdawanie prezentow. Ja bylam za 24 wieczorem, po kolacji, on po Francusku 25 nad ranem, kiedy to dzieci po prawie nie przespanej nocy ( jako ze czekaja na tego Mikolaja co po nocy chodzi) budza rodzicow o 6 nad ranem krzyczac „oh, oh Mikolaj przyszedl, jest pelno prezentow pod choinka” !!! No i szczesliwi rodzice wstaja o 6 nad ranem i rozpakowuja razem z dziecmi prezenty....

Wiadomo kto ta wojne wygral.... sen Sawickiej....

Jesli chodzi o prezenty to zawsze staramy sie robic niespodzianki, wypytujac sie na pare tygodni wczesniej co kto chce, albo zaprowadzajac ukochane osoby do sklepow i podgladajac czym sie interesuja. Tylko z prezentem Pana Psa nigdy nie mamy problemow.... zawsze dostaje DUZA KOSC!!!!

Tradycyjnie co roku Moj dostaje od Mamy „Marron glacée” ktorych nie lubi a ja trufle czekoladowe , co roku z tego samego sklepu...... zawsze z jakas ksiazka ( na cale szczescie).

Tradycyjnie tez od wieku kiedy nastolatka nauczyla sie czytac, zawsze Ona rozdaje prezenty. To normalne, Sawicka tez to robila jak byla mloda ( jako ze byla najmlodsza w rodzinie).

Czasami katolicka czesc rodziny idzie na msze o 23 . Na cale szczescie od dawna nie sa juz one o polnocy.. Co pozwala Sawickiej troche opozadkowac dom po kolacji...

25 od 9 rano czuje sie w kuchni zapach pieczonej indyczki, lub gesi lub innego ptactwa najczesciej faszerowanego kasztanami. Te zwierzaki piecza sie dlugo i trzeba je ciagle podlewac, by nie byly za suche....

Najczesciej tez po bardzo sutym obiedzie... wychodzimy na „zdrowotny” spacer z Panem Psem.... a po powrocie..... czesto padamy na lozka na mala sjeste mowiac ze to tylko na czytanie paru stron ksiazki.....

Zapomnialm : do tradycji domu Sawickiej nalezy tez „ostatni” wypad na male zakupy, najczesciej 24 wczesnym popoludniem. Moj z Synem i Nastolatka ida kupowac jakies ostatnie male prezenciki i tradycyjnie jedna Zlota Rybke do akwarium....

W tym czasie Sawicka slucha caly czas gadajacej Tesciowej i przygotowuje ryba na wieczor.

Ps: w tym roku zrobilam 24 cudowny przepis: Bar faszerowany pianka z soli w ciescie francuskim z malym sosikiem : eszalotka, maslo, cytryna..... mniam, mniam, mniam...

środa, 20 grudnia 2006

Ciezko jest mi pisac dlaczego kocham kraj w ktorym mieszkam od lat. Sproboje....

Czuje sie tu po prostu baardzo dobrze. Czuje sie tu wolna, uznawana, inna od innych i zarazem taka sama jak ci inni.

Powietrze we Francji jest lekkie, wesole, pelne „plaisie de vivre” czyli przyjemnosci zycia.

Lubie jezyk francuski pelen przepieknych okreslen i zwrotow, pelen slow i specyficznych okreslen . Pare malych przykladow:

„Aimer” to nie to samo co „Faire l’amour”

„Donner un baiser” to nie to samo co „Baiser” (czasownik) czyli „Je baise votre main, Madame” to nie „ Je vous baise, Madame”

„Un patient est patient” = pacjent ma cierpliwosc ( oj to prawda, prawda)

„J’aime ma maitresse” znaczy zupelnie co innego jesli wypowiada je maly chlopczyk lub dorosly mezczyzna.

„Ver, vers, verres, vert” : wymawia sie tak samo, a znacza zupelnie co innego...

I mozna sie tak bawic godzinami.....

Lubie zyjacych tu ludzi , bo wszadzie udalo mi sie znalezsc tych z ktorymi moge sie zaprzyjaznic , pogadac, do ktorych moge zadzwonic w srodku nocy, albo wpasc bez zapowiedzenia na aperitif. Lubie Francje bo mozna pic aperitif albo kawke o kazdej porze dnia i nocy.

Lubie tutejsze jedzenie, te proste, chlopskie czyli regionalne, i to bardziej delikatne, na swieta i dla gosci.

Lubie francuskie filmy, te stare czarno-biale z Arletty, Gabin. Kocham dialogi „Tonton flingueur”. Lubie terazniejsze komedie, „ La vie est une longue fleuve tranquille” „Rrrrrrrr”.

Smieje sie sluchajac Fernand Renaud, czy Coluche.

Ogladam namietnie „ Les guignoles de l’info”, i z przyjemnoscia ogladam filmy na Canal+, bo nie mialam czasu ich zobaczyc w kinie.

Zagladam do Fnac’u bardzo czesto, bo zawsze jest tam co najmniej jedna ksiazka lub jedna plyta o ktorej wlasnie slyszalam i ktora „musze” miec.

Lubie ogladac przechodzace i wystrojone kobiety pijac piwko na tarasie nad kanalami Annecy.

Lubie spotykac przypadkiem dawno nie widzianych znajomych spacerujac po ulicach Annecy.

Lubie zapach ( i smak) cieplych kasztanow sprzedawanych w zimie, wystrojone w girlandy i tysiace swiatel ulice miast i miasteczek.

Lubie kiedy 1 stycznia wszyscy przechodnie zycza sobie „ Bonne année!!!”

Lubie ten kraj bo jestem w nim szczesliwa.

21:58, sawicka02 , Pasja
Link Komentarze (3) »
wtorek, 19 grudnia 2006

Jak co roku na dwa tygodnie przed swietami szukam sobie w roznych miesiecznikach kulinarnych i ksiazkach kucharskich przepisow na swieta.

24 wieczorem robie rybna kolacje a 25 drobiowa , aby uwzglednic kazda tradycjie kulinarna.

Nie bawie sie w zadne karpie, szukam raczej bardziej wystawnych dan rybnych: sole z pomaranczami, „bar”( nie wiem jak to jest po polsku, a slownik polsko-francuski przepadl mi w ostastniej przeprowadzce) z sosem z kozich serow, losos pieczony z jednej strony, tatar z ryb, pasztety z ryb etc,etc,etc.

Potem najlepiej sery ( ktorych wybor jest jeszcze lepszy w okresie swiatecznym) najczesciej duzo kozich: Serre sur Cherre, Piramide cendré,tomme de chevre etc. troche „niebieskich” czyli splesnialych Bleu d’auvergne, Saint Agure, Bleu de Baviere, jakis dobry Brie de Maux, Vieux Cantal etc.etc.

Po serach tylko pare „Biscuits de Noël”....

25 wedlug tradycji francuskich je sie drob, indyczki, gesi, kaczki, przepiorki etc. Faszerowane na najrozniejsze sposoby. Najbardziej tradycyjny farsz jest z kasztanami, ale istnieja tez tysiace innych przepisow: z figami, z pomaranczami, ze smardzami etc, etc, etc.

Czesto na wstep zjada sie ostrygi ( my najadamy sie ostrygami wczesniej), foie gras, albo „biala kiszke” lub inne specjalne swiateczne pasztety.

W regionie genewsko-sabaudzkim do tradycji nalezy zapiekanka z „Cardon” z beszamelem (taki ostro klujacy karczoch ( http://olalazar.blox.pl/2006/11/Martwa-natura-Kompozycje-Autor-nieznany.html )).

Na deser najczesciej „kloda drzewa” czyli „Buche de Noël” czyli ciasto zawijane i nadziewane albo czekolada, albo pianka z malin, ananasow, albo z kasztanow, albo z whisky albo , albo, albo....

A po tym wszystkim....... duza ilosc kilogramow do zrzucenia po nowym roku

Tak jestem zajeta ostatnio, ze jeszcze zupelnie nie wiem co bedziemy jesc w te swieta....

Dla Szuwarow: 25 lat temu to nie byly zadne swieta... tylko chodzenie na kolacje do znajomych Kochanej kuzynki.... Zupelnie ich wspomnienia sie we mnie zatarly.....musialy pewnie byc moimi najsmutniejszymi swietami od dziecinstwa.....

Od mniej wiecej 10 lat poswiecam co rocznie jeden lub dwa week-end’y przedswiateczne na robienie ciasteczek bozo-narodzeniowych czyli Gateaux de Noël: jest to tradycja raczej szwajacarska albo/i alzacka albo/i niemiecka.

Zabiera to duzo czasu ale najczesciej robie je z jedna lub dwoma przyjaciolkami.

Pozwala nam to raz do roku nagadac sie za wszystkie czasy, i czesto zasmiac do lez.

Rzecz sie odbywa tak: Najpierw Sawicka kupuje to wszystko co trzeba do roznych „miroires, croisant à l’orange, anneaux au Rhum , brownies, carré aux amendes etc”: Potem robi ciasta i wsadza je do lodowki.

Nastepnego dnia zjawiaja sie kolezanki z raczkami pelnymi pustych pudelek na ciasteczka. Siadaja panie i jedna walkuje, druga piecze i czuwa czy czegos nie brakuje a trzecia „ubiera” ciasteczka w lukry, confitury i inne.....

Konczymy dzileniem sie ciasteczek i dobry herbatka „ na droge”.....

Na poczatku ciasteczka zjadane byly tylko w domu, potem przynioslam je raz do pracy... i natychmiast staly sie one „przymusem” przed-swiatecznym.

Potem dalam w prezencie mojemu rzeznikowi... i co roku slysze „ A w tym roku nie bedzie pani robic ciasteczek?”.

W serowni mowilam o nich raz... i pani „serowa” z blyskiem w oczach sie mnie spytala „ A nie moglabym tak troszeczke ich sprobowac?”...oczywiscie przynioslam paczuszki i dla niej i dla jej sprzedawczyn....

I tak oto z roku na rok ilosc malych paczuszek sie powieksza....

Co roku mowie sobie ze juz mam dosyc i nigdy wiecej juz nie bede tych ciasteczek robila...i co roku spedzam co najmniej 48 godzin na ich pieczeniu....

Aby tradycji stala sie zadosc.....

czwartek, 14 grudnia 2006

Od prawie 2 miesiecy wiadomo ze ida swieta. Zaczyna sie najpierw w sklepach. Na pozatek dostajemy do skrzynek pocztowych reklamowki Auchan, Champions, Carefour etc. z prezentami dla dzieci.

W ten sposob mniej zawracania glowy dla rodziow. Daje sie dziecku olowek i niech zaznacza co chce... Potem tylko rodzic wybiera z tych juz zakreslonych ....

Potem w sklepach pojawiaja sie pierwsze ozdoby na choinki, pierwsze juz przygotowane prezenty w stylu " Butelka whisky z reklamowymi szklankami" (albo piwa, albo Porto; albo, albo) .

Potem zaczynaja sie tlumy w sklepach.... najpierw tylko sobotnie , a potem ,w grudniu ,codzienne ....

Sawickiej zaczynaja sie jerzyc wlosy (nie szkodzi ze rzadkie) na glowie, bo Sawicka jest agarofobem i tlumow nie znosi....

Na cale szczescie sklepy sa tez otwarte w grudniu w niedziele.... i w niedziele rano jest tam malo ludzi!!!!!

Za dwa dni lecimy predko (przed tlumami popoludniowymi) do FNAC'u http://www.fnac.com/. tam jest wszystko co rodzina i bliscy Sawickiej kochaja: ksiazki, plyty, DVD,etc.

Nie ma nic lepszego jak usiasc pod choinka, przy kominku, sluchac swiezo dostanej plyty i pograzac sie w swierzo dostana nowa ksiazke..... glaszczac glowe Pana Psa....

Musze jeszcze czekac, ciezko pracujac prawie 10 dni !!!!!

 

środa, 13 grudnia 2006
25 lat temu myslalam ze wlasnie spedzam ostatnia niedziele w Genewie przed powrotem do domu... do Warszawy.... 25 lat temu podejmowalam decyzje ze nie mam ochoty wracac do tego szarego i smutnego kraju jakim wtedy byla Ojczyzna. 25 lat temu zdecydowalam sie na zycie w tych stronach. Cale szczescie ze z wysokosci moich 18 lat nie wiedzialam jak ciezkie sa poczatki emigracji..... 25 lat temu podjelam moja pierwsza "dorosla" decyzje......
Nie wiem co sie tu z ludzmi dzieje, ale WSZYSCY chca isc do lekarza przed koncem roku i rezultat jest taki ze ani ja ani zadna z moich kolezanek nie mamy czasu nawet na lunch albo déjeuner i zasuwamy po 10 godzin dziennie ( a powinnysmy pracowac tylko 8..... ah tacy fonkcjunariusze ( clin d'oeil à Fabbela)). Wracajac do domu stac mnie tylko na teatr i przygotowanie czegos do jedzenia.... Niedlugo bedzie lepiej !!!!!!
sobota, 02 grudnia 2006

A tak tylko .... roznica w mieszkaniu w kraju Kubusia i w kraju Kaczorow:

U nas z okazji pierwszego grudnia rzad wprowadzil prezerwatywy za 20 centymow. Znaczy :za cale JEDNO euros mozna miec co najmniej PIEC niebioskich momentow w zyciu..... i do tego zupelnie bezpiecznych....

Do nas jeszce nie doszlo ze kauczuk prezerwatyw moze bec "niebezpieczny dla zdrowia". Tu sie nadal mowi ze prezerwatywy chronia od smierci i od bardzo ciezkiej choroby.

Kiedy zaczelam pracowac w sluzbie zdrowia w 1986 roku, pracowalam z lekarzem ktory zajmowal sie ta nowa i nieznana choroba.... Niestety poznalam duzo pacjentow na AIDS cierpiacych. Wszyscy ktorych wtedy znalam umarli. Na cale szczescie w latach 90-dziesiatych znaleziono tri-terapie, srodki anty-wirusowe. Teraz osoby zakarzone moga zyc dlugo i a dobrych warunkach....

Szkoda ze w krajach afrykanskich i azjatyckich te lekarstwa sa jeszcze za drogie....

Jak dobrze ze malo osob wierzy ze prezerwatywy groza zdrowiu.....

20:48, sawicka02 , Santé
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2