O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
piątek, 22 maja 2009

Moja Prababcia uciekla z dobrego zydowskiego domu i wyszla za maz za goja .

Mozecie sobie wyobrazic jaka sila charakteru musiala byc moja Prababcia by sprzeciwic sie rodzinie i dac sie "porwac" w gwiazdista noc swemu ukochanemu.

Moja Babunia  nie tylko wychowywala trojke dzieci ale tez prowadzila stancje i gotowala obiady dla ogromnie duzej ilosci osob . Babunia zawsze doskonale widzial czego potrzebowala i dokad darzyla i nikt nie powazyl sie jej na tej  drodze zycia przszkadzac.

Jednym slowem i moja Prababcia i moja Babunia byly kobietami o silnym charakterze, nie bojacymi sie ani odpowiedzialnosci, ani pracy, ani zycia bez mezczyzn ( kiedy owdowialy).

Moja Mama ma w sobie przecudowny cieply i bardzo matczyny charakter. Pracowala cale zycie jako pielegniarka, i jest i byla ta pielegniarka z powolania, taka pielegniarka ktorej zastrzyki nie bola, slowa koja serce a rece ujazmija bol. Od ponad 50 lat jest zona mojego Taty ktorego zycie nie oszczedzilo  i jest jego ukojeniem , jego ostoja. 

Jak widac pochodze z bardzo pieknej lini kobiecej.

W mojej rodzinie my kobiety jestesmy ta silniejsza strona.

Tak juz jest , mimo ze mamy rozne charaktery, to my kobiety, malzonki, matki, z jednej generacji do drugiej jestesmy "strazniczkami" ognia domowego.

 Z przyjemnoscia obserwuje moja corke i widze w niej podobne do moich cechy charakteru. Upor, wytrzymalosc,dojrzenie do wybranego celu i przedewszystkim taka czysto kobieca inteligencje i sile charakteru. 

Tak juz jest ze z Matki , na Corke , nie zdajac sobie z tego sprawy przekazujemy sobie rozne cechy.

Kiedy to robimy , jak ? 

Codziennie, tak po prostu, kiedy najpierw patrzymy na nasza Mame kiedy przebija sie przez codzienne zycie, jego trudnosci i jego smutki, kiedy usmiecha sie do szczescia i do Slonca.

Pewnego dnia z dziewczynki stajemy sie kobieta. Zdajemy sobie sprawe ze tak jestesmy do Niej podobne…. Potem zastanawiamy sie i dochodzimy do wniosku ze pomimo zupelnie innego charakteru w sumie nasza Mama jest bardzo podobna do Naszej Babci a jej Mamy….

Pewnego dnia z kobiety stajemy sie Mama i kiedy pewnego dnia nasza corka z dziewczynki przemienia sie w mloda kobiete…. Widzimy ze i ona jest do nas podobna…. 

Taki kobiecy lanuch, kobieca linia   .

Czasami kiedy nie jestesmy jeszcze dosyc dojrzale moze sie zdarzyc ze bedziemy sie wsciekac ze tak  do Niej jestesmy podobne… ale potem z czasem, czujemy sie dumne z tego ze jestesmy do Niej podobne, i ze Ona jest podobna do swojej Mamy i ze ….. 

Dumna jestem z kobiet ktore zyly przedemna i z duma patrze na mloda kobiete - moja corke i tylko mam nadzieje ze ta kobieca linia bedzie trwac wiecznie.

Dziekî Niebieskeij Nice  za natchnienie.....

piątek, 08 maja 2009

Na poczatku poproszono mnie zebym tlumaczyla ( niby bylo to moje zajecie  w czasie tej podrozy). Tlumaczylam wiec, tlumaczylam… cale 5 minut…. I potem juz nie bylo to tak bardzo konieczne. 

Chodzilo o wspolne, polsko-francuskie, lub francusko-polskie warsztaty teatralne.

Byly one prowadzone przez  N. polska rezyserke i animatorke polskich warsztatow i przez O. naszego ( bo byl tez moim rezyserem w "Savannah bay") rezysera  .

Uczestniczylo w warsztatach mniej wiecej 30 mlodych dziewczyn i chlopcow, w tym pare dziewczyn " nie-aktorek"  ( nasi muzycy).

Rozpoczely sie warsztaty od lekkiego "rozgrzania" ( po francusku rechauffement) : czyli  cwiczen zeby lepiej sie poznac i  przelamac bariery  niesmialosci ( bo aktorzy sa w glebi ducha bardzo niesmiali, tylko ze tak nad  ta niesmialoscia pracuja ze jej sie nie widzi…. Ale wierzcie mi ze to z  powodu niesmialosci rzucamy sie w wir teatru…) .

Zwykle chodzenie po sali, zajmowanie calej przestrzeni, na sygnal zatrzymywanie sie, dotykanie najblizszej osoby roznymi czesciami ciala ( nos, czolo, pupa, kolano, etc) , na sygnal dotykanie jak najwiekszej ilosci osob etc.

Bardzo fajnym cwiczeniem byl "materac smiechu" : czyli turlanie sie po "materacu" zrobionym z scisle ulozonych cial kolegow.

Potem byly cwiczenia glosowe, liczenie, glosne , ciche, w kazdym jezyku, razem, pojedynczo.

"Spiew"  w paru grupach, chodzac po sali, bez slow, tylko  roznymi dzwiekami tworzac wspolna melodie, zwiekszajac, zmniejszajac natezenie etc.

Wszystkie te cwiczenia pozwolily mlodziezy lepiej sie poznac, miec pierwsze " fizyczne" kontakty z innymi, zaczac pracowac w grupach, probowac  stworzyc jedna zlaczona grupe.

Potem byly cwiczenia  zaufania :" marionettki, "rzezbiarze", " "niewidomi".  

Potem emocje:  radosc, smutek, strach, pozadanie, zlosc  i zwiazane z nimi pierwsze improwizacje. 

Mlodziez rozgrzana pierwszymi improwizacjami, potem "rzucala sie" na inne propozycje improwizacji.

Mielismy razem miec te warszaty przez 2 i pol godziny, wyszly 3 godziny i " poprawka" wieczorem, po wpolnej kolacji u nas w osrodku wczasowym. 

Ja jako tlumaczka pracowalam pare pierwszych minut, ale bardzo predko, juz prawie nic nie musialam tlumaczyc, bo kazdy pierwszy pokaz cwiczenia natychmiastowo byl przez druga strone zrozumiany i wykonywany. 

Nasi rezyserzy, ktorzy w pierwszych minutach tez byli lekko ( w stosunku do siebie) niesmali, bardzo szybko sie ze soba "zgrali" i rzucali ciekawe pomysly. 

Siedzac obok nich ( bo a nuz trzeba cos przetlumaczyc) az pialam z zachwytu … i jesli by mi byli tylko pozwolili to bym poleciala razem z mlodzieza robic te wszystkie cwiczenia… niestety… nie pozwolili.

Odbilam sobie wieczorem, bo po kolacji, na "wieczornicy"  polsko-francuskiej, lub francusko-polskiej, mlodziez zostala podzielona na grupy.

W kazdej grupie byli i francuzi i polacy… ale ostala sie jedna grupa bez polakow…. No i zaproponowalam ze sobie tam wejde jako polka ( ze nie jestem mlodzieza… to sobie zapomnieli) no i udalo nam sie… zrobilismy pare fajnych improwizacji… no  i ja "gralam" po polsku …. 

Ah, na te wspomnienia…. az lezka mi sie w oku kreci …… 

16:49, sawicka02 , Pasja
Link Komentarze (3) »
czwartek, 07 maja 2009

Dzis Nastolatka przemienia sie z nastolatki na mloda dorosla kobiete.

Dzis moja ukochana corka konczy 18 lat.

Dzis czuje sie dziwnie, bo wydaje mi sie ze moje 18 lat to bylo wczoraj. To przeciez wczoraj w wieku lat 18 przyjechalam tutaj... i juz nie wrocilam... i opuscilam dom rodzicow... i zaczelam dorosle, zdane tylko na swoje sily zycie....

Moja najukochansza, badz nadal taka jaka jestes, madra, dorosla, dojrzala emocjonalnie, lekko "zwariowana" ... bys mogla w zyciu zrealizowac to co chcesz, to co kochasz, bys byla jak najwiecej otoczona przez madre i kochajace Cie osoby , by kazdy dzien byl sloneczny, by lzy przynosily Ci ukojenie, by smiech byl codzienny, by zycie bylo ciekawe ...

Kochajaca Cie zawsze Mama...

11:31, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (2) »