O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
czwartek, 31 sierpnia 2006

Siadze naburmuszona. niby Slonce swiecilo przez caly dzien, ale co mi z tego...

W pracy siedzialam nic nie widzialam, przez caly ranek bylam na  cotygodnoiwym omawianiu przypadkow, komentowaniu wynikow egzaminow i innych tym podobnych, a po poludniu nie odkleilam nosa od komputera.

Zimno jest, napalilam w kominku , bo mam dosyc ciaglego trzesienia sie z zimna, wcieklam sie przy okazji ze to ZAWSZE ja w tym domu ROBIE WSZYSTKO !!!!!, i na dodatek zrzarlam DWA Bounty... i wcale nie jest mi lepiej....

Ja chce Slonca i nic nie robienia !!!

Co prawda jestem juz na week-endzie, ale nawet to nic mi nie poprawia humorku.

Jutro jade z Nastolatka do fryzjera do Annecy, panna bedzie sobie robila pasemka ( mam nadzieje ze nie czerwone), a ja sobie pochodze SAMA po sklepach, moze mi to dobrze zrobi?

Postaram sie zrobic pare zdjec , to wam pokarze jak tam ladnie...

Ide sie troche nadal burmuszyc... jutro mi przejdzie

środa, 30 sierpnia 2006

Zdalam sobie sprawe ze zadko opisuje zycie codzienne . To prawda ze ono mnie tutaj nie dziwi, od 25 lat sie do niego przystosowalam bez problemow.

Na przyklad sklepy. Te wszystkie duze Auchan , Leclerc etc. sa otwarte od poniedzialku do soboty od 9 do 19 lub 22. W niedziele sa otwierane bardzo zadko (tuz przed Gwiazdka albo Wielkanoca), o wszystkie zwiazki zawodowe na nich za te niedziele krzycza.

Natomiast w niedziele rano , do poludnia sa otwarte piekarnie, rzeznik, male sklepy spozywcze etc. Po poludniu nie ma nic. Francja odpoczywa. To tak ogolnie, bo zawsze gdzies sie znajdzie ( w srednich i duzych miastach) maly sklepik arabski lub zydowski, zamkniety w piatek lub sobote , lecz otwarty w niedziele.

Jesli chodzi o wizyty lekarskie, to do lekarza rodzinnego "géneraliste" wystarczy telefon i ma sie tego samego dnia u niego wizyte (chyba ze jakis maly nagly wypadek, w stylu szybkiego zszycia i wtedy wchodzisz poza kolejka), natomiast do specjalistow trzeba sie umawiac. Czas czekania jest bardzo rozny od 1 dnia do 3 miesiecy (zwlaszcza u okulisty).

Od roku oplata za wizyte u specjalisty ( procz ginekologa, okulisty, pediatry) nie jest zwracana, jesli nie jest sie tam zeslanym przez lekarza rodzinnego. To w ramach oszczednosci i zapobiegania turystyce medykalnej.

Zreszta tak jak w wiekszosci innych krajow europejskich; to ubezpieczenie zdrowotne "Securité social" zaczyna zwracac coraz mniej pieniedzy. Osoby ktore moga sobie na to pozwolic doplacaj wiec ubezpieczenia prywatne (w cenach jeszcze bardzo dostepnych).

Jutro reszta...

W pracy mam znowu duzo roboty, nie moge sobie pozwalac na pisanie dzienne..... cale szczescie ze mam jeszcze pisanie wieczorne...

wtorek, 29 sierpnia 2006

Zaczelam moja szkole pomaturalna tutaj, i powoli zaczelam poznawac innych ludzi w moim wieku, byly to koleznaki ze szkoly i ich znajomi.

Zajela sie mna przedewszystkim jedna dziewczyna, Ingrid.

Pochodzila z dosyc bogatej rodziny, ojciec architekt, mama zajmowala sie domem i zwierzakami. Byli bardzo mili i czesto u nich goscilam.

Z Ingrid co piatek wieczor wychodzilysmy do dyskoteki. Tutaj wtedy (i nadal) jest bardzo duzo roznych prywatnych klubow do ktorych trzeba miec karty wstepu. Na cale szczescie Ingrid miala je prawie wszystkie. Oczywiscie spotykalysmy tam ciagle tych samych znajomych. Czasami bylo sympatycznie, czasami nie.

Jako "obcokrajowiec", na poczatku , duzo ludzi sie mna interesowalo; zadawali mi ciagle te same idiotyczne pytania, jak to sie ciezko zyje w Polsce; jak nam tam wszystkiego brakuje, jak nic nigdzie nie mozemy powiedziec. Probowalam im wytlumaczyc ze to nie bylo tak dokladnie  w Polsca jak oni to sobie wyobrazaja (a raczej jak zachodnia uwczesna propaganda to im opisuje), ale malo to ich interesowalo. Zchodzili natychmiastowo na inne tematy o windsurfingu, gdzie i jak w ostatni week-end byli na nartach i inne tematy marynistyczne.

Cale szczescie nie wszyscy tacy byli i po trochu, po trochu  zaczynalam spotykac innych ludzi, troche bardziej otwartych na swiat. Plataja mi sie po wspomnieniach jakies obrazki z ogromnej balangi (tak sie to wtedy nazywalo) w jakiejs wili z duza iloscia cholernie dobrze tanczacych murzynow, tu jakas dyskoteka w starej fabryce, tu chodzenie od klubu do klubu bo juz nie wiem kogosmy szukali...

Wtedy wychodzilam co piatek, i co sobote ( i w kazda sobote od 9 rano pracowalam w boutique'u znajomego)  i jakos bardzo dobrze to znosilam... a teraz.... (szkoda mowic)

I mimo wszystkich tych co tygodniowych wychodzen, nadal wspominalam moich znajomych z Ojczyzny...

Jak co sobote Mak dzwonil i sie mnie pytal "Sawicka, nie masz jakiejs balangi?", i zwalalismy sie do kogos w 5 lub 7 osob, bo to moja przyjaciolka byla zaproszona, wiec mnie zabierala , a ja zabieralam ze mna moja ferajne z teatru...

Jak siedzielismy godzinami gadajac i chcac zmienic swiat tak natychmist , od zaraz.

Pamietam dobrze jeden raz, siedzielismy w jakiejs knajpie , popijajac jakies wegierskie wino (innych wtedy nie bylo), i Slowik bez przerwy mowil " Ja musze stworzyc cos WIELKIEGO !!!". Nic tego wieczora zesmy nie stworzyli, ale wysmialismy sie do lez.

A wchodenie w 5 do malucha... 4 facetow, 180 cm wzrostu i ja....

A ta prywatka na ktorej poznalam Pierwsza Milosc... (kiedys to opisze)

KORKOCIAG , a Ptys z wodeczka i pan B ?

Tyle lat juz minelo... ja ich widze jak by to bylo wczoraj...

SAWICKA ty sie starzejesz, jesli tak zaczynasz sobie wspominac..

Ale naprawde byl to dla nas wesoly okres, niczym zesmy sie nie przejmowali, zylismy teatrem , przyjaciolmi, prywatkami i historiami roznych milosci. Byly to naprawde nasze "szczeniece czasy".

Mialam bardzo duzo szczescia ze wyjechalam w dobrym momencie, i ze nie widzialam jak to nasze beztroskie zycie sie brutalnie skonczylo 13 grudnia.

Moze dlatego moje wspomnienie sa tak piekne?

poniedziałek, 28 sierpnia 2006

No i nazywam Kolowrotek Korkociagiem.... Czy ja nie jestem alkoholiczka ?

Co prawda w sobote wieczorem u znajomych powiedzialam sobie ze poniewaz jestem na malej diecie odchudzajacej, to wina nie bede pila za duzo, ale n i e s t  e t  y, nie udalo mi sie.

Bylo bardzo dobre wino w czasie kolacji, a jak po deserach (moich) zaczeli wyciagac rozne domowe nalewki, no to musialam sprobowac kazdej po troszku.

Najlepsza byla "Confiture de vieux garçon" czyli konfitura starego kawalera, robiona na roznych czerwonych owocach. w dodatku miala ona juz kilka lat, czulo sie doskonaly smak a nie alkohol.... A w niedziele juz ten alkohol troche czulam... bo mi krasnoludki probowaly chodzic po glowie.

No i jak mozna sie odchudzac w week-end'y?

 

A moj atrykul jest zwiazany z tym......

To tylko zeby udowodnic ze pracuje .....troszeczke...

 

To JEST UCHO WEWNETRZNE, dzieki temu  slyszymy i mamy rownowage 

 

11:29, sawicka02 , Santé
Link Komentarze (1) »

Jak to sie dzieje, ze ja nigdy nie jestem pewna siebie ?

 Ja tak czasami bardzo bym chciala byc PEWNA SIEBIE.

Nie ja tego zupelnie nie umiem, ciagle te  pytania czy napewno dobrze robie, czy nikt nie bedzie sie czul skrzywdzony, czy wszyscy beda zadowoleni. Jak cholera robia ludzie ktorzy nigdy nie zadaja sobie tego rodzaju pytan? Dla ktorych wszystko jest oczywiste?Czy oni tylko tak graja (pewnie tak), czy tez naprawde  sa siebie pewni ?Czasami chcialabym byc glupia, bezuczuciowa i w ogole taka malza ( a moze malze maja bardeo intensywne zycie wewnetrzne? )   

Napisalam to i od razu mi lepiej !!!!

To jednak po paru sekundach juz dochodze do wniosku ze juz lepiej byc jaka jestem.

No trudno, bedzie mi troche zle  przez jakis okres czasu, ale juz moich uczuci ( gorszych i lepszych) i mysli nikomu nie oddam. Moje sa , to juz niech sobie istnieja, jakos sie z nimi uporam… a moze nawet to dobrze byc wrazliwym ( ale nie za duzo), zadawac sobie pytania, nigdy nie byc w 100 % pewnym…. Moze kolory pastelowe sa ladniejsze od czerni i bieleni TAK I NIE….

A to wszystko tylko dlatego ze jest zimno i szaro…

I tym razem NAPRAWDE musze sie wziasc za pisanie tego cholernego artykulu…  Juz ide, biegne, lece….

piątek, 25 sierpnia 2006

Powinnam korzystac z faktu ze Nastolatki nie ma i ze mam wolny dostep do komputera w domu (sie znaczy nie musze jej z tego komputera ciagle wyrzucac) ale nie mam juz sil do robienia czegokolwiek.

Po powrocie do domu (dosyc wczesnym) zaczelam byc bardzo aktywna:poszlam na spacer z Panem Psem, przy okazji znowu znalazlam mase kozlakow, zrobilam tort czekoladowy (Wiadomosc dla Brittany :zajelo mi to 20 min ) i go wsadzilam do piekarnika, zajelam sie troche domem ( czy Pan Pies musi przez caly rok swe czarne klaki wszedzie zostawiac ?), zrobilam Pawlowa , dalam grzeby do suszenia ,cos zjadlam i teraz padam.....

 A tak wlasciwie to pisz to tylko dlatego ze uwazam ze zrobilam cholernie duzo rzeczy w bardzo krotkim okresie czasu , ze jestem z tego powodu bardzo z siebie  zadowolaona, i ze dobrze mi to robi tak sie sama soba chwalic !

 

20:29, sawicka02
Link Komentarze (1) »

Swiezo dostane od przyjaciolki z Ojczyzny obrazki

 

To ze ja po ojczystemu zle pisze i z bledami to moze byc jeszcze zrozumiane.... po cwierczwieczu ( jak mi to ktos przypomnial, a po 25 latach brzmi lepiej niz po cwierczwieczu.....)... Ale pierogi ze spinaczem....

 

Teoretycznie to powinnam siedziec i pisac artykul i robic analize na temat ostatnich badan.  

Specjalnie sobie ten ranek na to przeznaczylam, ale mi sie nie chce...

Piatek jest ,przedemna bardzo "towarzyski" week-end. Jutro jedziemy po nastolatke do Jury francuskiej, rzecz jasna zaproszenie na obiad do tego jest wlaczone, a wieczorem znowu zaproszenie. Znowu bedziemy jesc i pic.....

Ja robie dwa desery. A bo ja lubie gotowac.

Zrobie szybki tort czekoladowy ( ja zawsze robie wiekszosc rzeczy szybko) i tort bezowy zwany Pawlowa.

Chcecie ? oto przepisy...

Tort czekoladowy.

SKLADNIKI: 250 g. czarnej czekolady ( koniecznie dobrej jakosci)

                 250 g. masla

                 200 g. cukru

                     6    jajek

                    70 g. maki

                  125g. mielonych migdalow.

              ♥ Roztopic na malym ogniu maslo i czekolade

              ♥ Dobrze utrzec zoltka z cukrem

              ♥ Dodac do mich roztopione maslo+czekolade, dobrze utrzec

              ♥ Dodac make i mielone migdaly, dobrze utrzec

              ♥ Zbic bialko na pianke, dodac do masy, dobrze utrzec

              ♥Wlac to poprzednio posmarowanej i pokruszonej maka tortownicy

              ♥  Piec w piekarniku 180° C. okolo 45 min.

  Potem mozna go posypac cukrem-pudrem, lub polewa czekoladowa ( 200 g czarnej czekolady + 50 g masla + 1 dl    mleka)

 

  PAWLOWA

SKLADNIKI:  5 bialek

                  200 g cukru

                  1 lyrzeczka do kawy : bialego octu

                  1 lyzka stolowa alkoholu z pomarancza ( style Grand marnier)

                  400 ml smietanki do ubicia .

                  Swieze lub mrozone maliny lub truskawki, lub inne czerwone owoce i konieczny do nich cukier

              ♥ Ubic mocno piane z bialek.

              ♥ Dodac polowe cukru i ocet, bic nadal

              ♥ Dodac reszte cukru i Grand Marnier. Dobrze ubic.

              ♥ Dac ubita piane w ksztalcie krazka na papier do pieczenia ( ja rysuje  sobie krazek z tortownicy)

              ♥ Nagrzac piekarnik na 200 ° C. Wsadzic tort do piekarnika i zmniejszyc temperature na 150°C.

              ♥ Po 15 min. zmniejszyc temperature na 120° C. Piec 1 godzine i 30 min. ( w sumie nie dluzej niz 2 godziny)

              ♥ Po wystygnieciu bezy, nalozyc na nia ubita smietane i podawac z sosem z malinowym ( ja po prostu miksuje maliny z cukrem )

               Temperatura jest tu bardzo wazna. Jesli macie piekarniki z wiatraczkami, to lepiej, to bardziej wysusza.

SMACZNEGO

czwartek, 24 sierpnia 2006

Z latajacym swiniakem to bylo tak:

Moja kochana nastolatka zaczela pewnego dnia latac po chalupie krzyczac ze istnieje latajacy prosiak "cochon qui vole".

Umiescila potem rysunek takiego malego latajacego prosiaczka na swoim MSN'ie. Wiekszosc jej przyjaciol i znajomych oswiadczyla ze taki prosiak nie istnieje, i ze moje dziecie jest kompletna wariatka ....

Zupelnie jej to nie przeszkodzilo w codziennym zyciu, i "cochon qui vole" czesto nam sie petal w codziennych rozmowach.

Pewnego letniego dnia, na wakacjach (pare tygodni temu) pojechalismy zwiedzac Les Beaux de Province. Malownicze, typowo prowencalskie i bardzo turystyczne miasteczko. I oto co ja widze na straganie licznych tu sklepikow z roznymi upominkami ? Stoi prawdziwy latajacy prosiak i na nas czeka....

Troszczke byl drogi, ale byl tak uroczliwy, ze nie moglam sie oprzec checi kupienia go.

Pasie sie teraz na naszym tarasie, obok malej fontanny i jest pokazywany wszystkim.....

Latajace prosiaczki ISTNIEJA !!!

 
1 , 2 , 3