O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Czysto francuskie okreslenie kiedy baardzo, baardzo pada deszcz, a w tlumaczeniu: pada jak siusiajaca krowa.....

W tym roku nasze francuskie lato jest do "chrzanu tarcia"... czyli ze od maja leje piec dni w tygodniu.....

Na cale szczescie jak do tej pory ominely nas zalewy angielskie i szwajcarskie, mnie to juz napewno bo mieszkam na 850 m ponad poziomem morza i nasze strumyki plyna w dolinkach nasz otaczajacych.

Od bardzo dawna nie bylo tak kiepskiego lata, w lipcu meteorolodzy mowili nam ze bedzie ladniej w sierpniu, a w sierpniu juz nic nie mowili...

Prawda jest ze tego lata jedlismy na naszym tarasie okolo 5 - PIEC razy.... ( no wiem, wiem nie powinnam narzekac bo jest mi dobrze bo mam przepiekny taras, gdzie mozna sobie lezec godzinami i czytac, i kiedy jest ladnie i cieplo mozna siedziec do nocy popijajac dobre winko..., ale po cholere miec taras jak pada deszcz.....) Tylko na poludniowym wschodzie bylo cieplo i slonecznie, i tam tez bylo najwiecej turystow i wycieczkowiczow.

U nas w Alpach, bylo ich duzo mniej niz w inne lata, tak samo bylo w zachodniej czesci Francji od Normadi do kraju Baskow. Co pare dni dzienniki TV pokazuja chroniacych sie pod parasolem turystow, albo sale kinowe przed ktorymi stoja kolejki wakacjuszy, albo namioty na kampingach zwijane pod deszczem.....

Miejmy nadzieje ze przynajmniej bedziemy mieli ladna jesien czyli "l'ete indien" ospiewane przez Joe Dassin - " On ira où tu voudras, quand tu voudras. Et on s'aimera encore ....." ( pewna jestem ze wszyscy to znaja).

Jak na razie zanosi sie na przepiekny week-end, co jest normalne. Ostatnim razem bylo ladnie pod koniec kwietnia kiedy byla u nas Mamuska, a teraz tez bedzie ladnie przez dziesiec dni bo bedziemy goscili Tatuska.....

PS:Nie myslcie , bron Boze, ze moi rodzice sa rozwiedzeni.... tylko zawsze jedno zostaje by pilnowac wnukow, czyli mojego bratanka i moja bratanke....

 PS2: tekst napisany w piatek, ale z powodu braku czasu w week-end ( oprowadzanie Tatuska po okolicach) publikowany dzis. A pogoda bala w ten week-end przepiekna!!!!

czwartek, 23 sierpnia 2007

Dawno temu ( oj juz bardzo dawno), moj Starszy Brat wrocil z "zagranicznych wakacji".

Wtedy "zagraniczne" wakacje na "dzikim i zdeprawowanym" zachodzie byly jednak dosyc rzadkie i zadne stada emigrantow polskich po Europie tak sie nie miotaly jak teraz.

 Pamietam jak po powrocie "szpanowal" ( tak sie wtedy mowilo) wsadzajac co dwa polskie slowa "Merde" albo " OH, la vache..."... Trwalo to pare tygodni i przeszlo mu ( na szczescie) dosyc szybko...

Oczywiscie ze opowiadal nam jak wspaniale jest "zagraniczne" zycie, bez kolejek, z dobrze wypelnionymi sklepami i torbami z plastiku ( u nas sklepy byly tak sobie pelne a torby plastikowe mozna bylo kupic tylko na bazarze...).

Kiedy pare lat pozniej sama wyjechalam na "dziki zachod" (jeszcze nie wiedzac ze nigdy juz na stale do kraju nie wroce) tez bardzo mi sie podobala lekkosc tutejszego zycia i latwosc codziennosci (u nas wtedy w sklepach byly tylko butelki z octem). Cieszylam sie na powrot do domu, do przyjaciol, do rodziny, do mojego zycia, myslac ze fajnie by bylo gdybym mogla za rok wrocic na dziki zachod na studia. Jak wiecie ulozylo sie moje zycie inaczej...

Ale nie o tym chcialam pisac.

Przeczytalam u Rudej ze mlodzi powracajacy po kilku miesiacach lub 2-3 latach emigranci nie przestaja krytykowac Polski. Jak tu zle, jak tu brzydko jak tam jest lepiej..... Mlodzi emigranci cierpia tez na bardzo wczesna i nie typowa chorobe Alzeimhera : zapominaja ich ojczysty jezyk... juz po paru tygodniach pobytu zagranica....

Kiedy to przeczytalam, najpierw zaczelam sie zastanawiac czy ten opis tez mnie dotyczy...

To prawda ze zdaza mi sie krytykowac ostatnio bardzo czesto polska polityke...

To prawda ze nie gotuje polskich potraw bo sa dosyc czasochlonne...

To prawda ze moj polski nie jest czysty, ze robie bledy ortograficzne, ze zupelnie nie rozumiem niektorych "nowych" polskich slow i czasami szukam slow mowiac po polsku...

To prawda ze moim krajem jest Francja, bo tu zyje, tu mam rodzine, mowie codziennie po francusku, slucham tutejszego radia, ogladam tutejsza TV, chodze do francuskich kin, teatrow etc.

To tez prawda ze bylam, jestem i zawsze bede polka.

To napisalam pare dni temu.... i nie mialam czasu na skonczenie go....

No i ten dzisiejszy artykul w GW juz mnie "przegonil" i nie ma sensu pisac dalej bo Kolowrotek czyli Ruda bardzo to wszystko wlasciwie ujela !!!

 Przypomnialo mi sie tylko jak te 26 lat temu sporo moich znajomych marzylo o zyciu i/lub zarabianiu w krajach zachodnich. Niektorzy wyjechali tam na pare miesiecy i szybko wracali bo dochodzili do wniosku ze ciezko jest zyc na obczyznie, inni (duzo rzadsi) probowali zostac (co bylo wtedy bardzo ciezkie).

Bardzo duzo roznych znajomych po prostu tylko marzylo i czekajac na hipotetyczny wyjazd nie przestawalo narzekac na zycie w kraju, wyobrazajac sobie ze gdzie indziej trawa jest bardziej zielona (tlumaczone z francuskiego powiedzonka).

Ile sie nasluchalam o tym jak zycie jest piekniejsze zagranica, lzejsze, ciekawsze, jak zagranica wystarczy tylko kiwnac palcem i natychmiast wszystko Ci sie udaje..... "no bo wiesz ten Mietek, Wojtek czy Marysia, to maja wlasny dom, samochod etc, etc;" zapominali tylko powiedziec ze na to wszystko ten Mietek, Wojtek czy Marysia pracowali jak warjaci.... I miasta wieksze i piekniejsze i ludzie milsi i zarcie lepsze i powietrze czystsze etc, etc, etc.

Krytycy wlasnego kraju zawsze niestety, byli i nadal jeszcze istnieja.... a szkoda.

A ja wam powiem ze kocham i polska poledwice i makowca i pierogi i tak samo sabaudzkie fondu czy tatiflette nie mowiec juz o dziesiatkch serow (choc ten najlepszy ser to ten bialy, swiezo robiony przez gazdzinke na Grapie).

Kocham zachody Slonca nad jeziorami mazurskimi i nad brzegiem Atlantyku niedaleko Bordeau.

I nadal nie mowie "K...."(po polsku) ani "P...."(po francusku), no chyba za w bardzo wyjatkowej okazji.

PS: Boldietorun: do tych 26 lat musisz dodac jeszcze nascie.... ale to tylko fizycznie , bo w srodku : w sercu i glowie to nadal tylko nascie

Wlasnie trafilam na ten tekst w GW: http://www.gazetawyborcza.pl/1,82949,4397284.html. Ja juz nie umiem mowic po polsku, bo niestety nie zrozumialam polowy slow....... 26 lat emigracji....