O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
piątek, 29 sierpnia 2008

Od tygodnia goscila u nas, a raczej u Nastolatki jej przyjaciolka od dziecinstwa MO.  

MO zyla w tych okolicach pare lat ( i dlatego zdala francuska mature w Polsce i tak dobrze mowi po francusku )  , ale teraz zyje w WAW. Znaja sie z Nastolatka ( ktora jest pare lat mlodsza od MO) od dziecinstwa i zostaly przyjaciolkami "na cale zycie".

Wczraj dociagnal tez do MO jej ukochany, ktory to po raz pierwszy wital we Francji. Chlopak MO jest vegetalianem ( nie je zadnych zwierzecych prodoktow). I tez nikomu to nie przeszkadza ale spowodowalo nagle ciekawa dyskusje na tematy typowo francuskie czyli na tematy jedzenia. 

Ja  lubie jesc i gotowac i ciagle zaluje ze nie mam wystarczajaco duzo czasu na latania po wszystkich okolicznych targach, fermach, serowniach i innych gospodarstwach rolniczych , gdzie kupuje sie swieze produkty.

Tlumaczylam tez chlopakowi MO ( i ona tez sie do mnie dolaczyla), ze tu we Francji jest kult jedzenia. Jest to tradycja, kultura, przyzwyczajenie etc, etc, etc. 

Od wiekow probuje sie utrzymac stare tradycje  , stare metody fabrykacji . I to dotyczy nie tylko serow ale tez innych prodoktow , ktorych jest cala masa.

Gdziekolwiek sie pojedzie do Francji, wszedzie mozna znalesc dobre tradycyjne potrawy przygotowywane od wiekow wedlug tych samych przepisow.  I zadne tam przepisy zabraniajace uzywania surowego mleka do wyrobu serow ( a tak, amerykanie nie moga jesc naszych prawdziwych camamber'ow bo sa robione z surowego mleka a nie hyper pasteryzowanego) .

Ja jestem bardzo wrazliwa na prawdziwe wyroby i zawsze uwazam na to co kupuje. Sery najczesciej w sklepach przy serowniach, albo u "fromager-affineur" czyli sprzedawcy serow ktory zajmuje sie tez dojrzewaniem tych serow w swoich piwnicach. Z nim moge godzinami gadac o subtelnych roznicach Baufort letniego ( kiedy krowy sa caly czas na pastwisku) czy zimowego ( kiedy biedne krowy jedza siano), czy tez ktore z win danej okolicy lepiej sie nadaje do sera z tej samej okolicy etc, etc, etc. 

Wiem tez od mojego rzeznika z kad pochadza krowy ktorych mieso on u siebie sprzedaje ( bo on sam idzie sobie wybierac krowy na pastwisku z ich rolnikiem). Wiem ze robi swoje wlasne kielbaski i inne wyroby miesne . 

Wiem to wszystko, bo z chce wiedziec i wole zaplacic troche drozej i kupic lepiej i mniej niz wiecej i gorzej.  Dlatego ze ja lubie jesc, bo podoba mi sie tez ta ochota do ciaglego utrzymywania tradycji, bo  zadaje sobie ciagle pytania co wsadzam do mojego biednego i zmeczonego ciala i ze mam ochote memu cialku ( i podniebieniu) robic przyjemnosc. 

Mam tez znajomych ktorzy zupelnie sie nie interesuja  z kad pochodzi mieso i sery i warzywa ktore kupuja w supermarketach, i ktorzy probuja mi tlumaczyc ze w duzych sklepach jest taniej  i nie az tak zle.  Ktorzy kupuja pomidory przez caly rok, i truskawki w marcu, i zupelnie ich nie obchodzi ze te tansze jablka zrobily tysiace kilometrow az do nas, a te lepsze, zaraz obok i troszeczke drozsze przejechaly tylko 10 km.   

We Francji jak wszedzie sa ludzie ktorzy uwazaja na to co jedza i ci ktorym jest to zupelnie wszystko jedno….. Mnie jako wiecznej optymistce wydaje  sie ze tych pierwszych tu, w kraju dobrych win, serow i specyficznych, tradycyjnych potraw kazdego regionu, jest duzo wiecej.

środa, 27 sierpnia 2008

Uslyszane wczoraj w " France Inter" - moim najczesciej sluchanym radiu, " Trzeba zakladac noworotkom elektroniczne bransoletki. Zmniejszaja bowiem one ryzyko kradziezy noworodkow."

Cisnienie nagle mi poszlo do gory i prawie ze piana do ust!!!!!

Ile jest kradziezy noworodkow rocznie ???? 

Z tego co sie slyszy w mediach dochodzi do tego we Francji bardzo zadko.

A po co tylko bransoletki noworodkom ( tak zreszta jak i wiezniom " domowym"), nie lepiej od razu wsadzac  pod skore krazek elektroniczny zeby ZAWSZE mozna bylo wiedziec gdzie jest noworodek, dziecko, nastolatek, student, maz czy zona ????

" Kochanie co ty wczoraj robiles/ robilas w tym hotelu miedzy 17 a 19, i to jeszcze z Kasia/Ziutkiem ? Piliscie kawe.... ????   A ty kochane dziecko , czy przypadkiem nauczyciel matematyki zaprowadzil was na klasowke do Lazienek ?"

CHOLERA JASNA; W JAKIM MY SWIECIE ZYJEMY !!!!

Co my naszym dzieciom zostawiamy po sobie ????

KONTROL, KONTROL, KONTROL.

I gdzie tu jest miejsce na odrobine wyobrazni i troche uczuc innych nich strach ????

 

wtorek, 26 sierpnia 2008

W niedziele spotkalam Mag. 

Z blyskiem w oku i ogromnym usmiechem "rzucam", sie na nia i prawie ze krzycze z radosci :"Warsztaty teatralne beda tak jak chcialas w poniedzialek wieczorem !!!!! Rozpoczynamy juz za dwa tygodnie!!!"

Mag odpowiada tak jak by kupowala chleb." To dobrze".

Zrozumialm moj niedosyt po jej odpowiedzi dopiero dzis rano, po przeczytaniu tutaj.

Dla mnie, mowiac Mag o teatrze nie moglam sobie robic wiekszej przyjemnosci ( a myslalam naiwnie ze dla niej teatr tez jest wazny). Przeciez te dwa miesiace przerwy wakacyjnej byly jednak dosyc dlugie..... i wreszcie po dluuugim odpoczynku moge znowu rzucic sie w wir przyjemnosci... moge przygotowywac warsztay, szukac nowej sztuki ktura mielibysmy ochote grac, szukac tekstow dosyc latwych do "skladania i rozkladania" by moc je przygotowac na warsztatach na koniec roku , chodzic do teatru , ogladac inne grupy amatorskie w poszukiwaniu ciekawych sztuk i grup do zaproszenia do nas, etc, etc, etc.

Dla Mag teatr jest tylko zajeciem.

Dla mnie teatr jest pasja.

 

 A to my : Caro , Sawicka i nasza pasja

08:10, sawicka02 , Pasja
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 sierpnia 2008

W pracy jest troche spokojnie, moge sobie pracowac « dla mnie » i przygotowywac warsztay.

Mam juz plan na pierwsze trzy warsztaty. 

1.  „ Zapoznanie” 

Przedstawienie sie kazdego, kim jest , dlaczego przyszedl na warsztaty i czego od tych zajec oczekuje.

Troche „rozgrzania” : poznanie przestrzeni sceny, przemieszczanie sie w grupie i samemu.

Pierwsza „wymiana” slow na scenie , pierwsze improwizacje... 

2.  „Glos” 

Odprezenie miesni twarzy.

Oddychanie przepona i gora ciala.   

Wydawanie dzwiekow.

Porozumiewanie sie dzwiekami

 3.  „ Zaufanie” 

Praca w grupie, zaufanie do partnerow.

Troche malych improwizacji.  

I to tyle na razie.

Postaram sie przez te trzy razy dobrze poobserwowac moich „ uczniow” , zdac sobie sprawe co im sie podoba, a co nie, do czego sa gotowi, co im brakuje etc. 

Przygotowanie warsztatow  pomaga mi w „tremie” . Pozwala myslec ze jesli bede troche przygotowana to lepiej mi pojdzie.... 

Boje sie tez troche ich „braku dyscypliny” , ich zaangazowania w teatr.

Na wiosne pomoglam troche France w przygotowaniu  sztuki na koniec warsztatow z doroslymi i gralam tez w tej sztuce mala role. Wsciekal mnie brak dyscypliny, ciagle gadanie w kulisach , brak zaineresowania tym co robili inni....

Poniewaz nie ja prowadzilam warsztaty tylko France, nie bardzo moglam cos powiedziec moim „ kolegom i kolezankom”... ale dwa razy wyszlam z tych warsztatow mocno „ wsciekla”.... 

No i teraz boje sie ze „ oni” beda zbyt rozproszeni a ja zbyt wymagajaca......

Musze nad soba troche popracowac i brac te warsztaty bardziej lekko.

A z drugiej strony , lekkosc i przyjemnosc nie powinny byc synonimem zlej pracy.  

Pamietam jak im powiedzialam ze „ To nie jest ani dobra ani przyjemna praca i ze musimy bardziej nad tekstem pracowac” to jedna z dziewczym mi odpowiedziala ze „ My jestesmy tylko amatorami” na co ja jej „ Byc amatorem nie znaczy ze mozna sie zadowolic amatorszczyzna ”....  

Od dziecka uczono mnie ze to co sie robi, robi sie dobrze albo wcale.....  i jak widac dobrze mnie nauczono....

12:49, sawicka02 , Pasja
Link Komentarze (5) »
piątek, 08 sierpnia 2008

Przezylismy w naszym teatrze maly kryzys.

Oto dwa lata temu odszedl ( z powodu przeprowdzki)  z teatru Joe, jeden z fondatorow naszego stowarzyszenia i najwazniejszy „motor”.

W pierwszej chwili, jakos dawalismy sobie rade, a raczej pchnelismy do przodu bez zadawania sobie jakis pytan „ A po co, a dokad i jak????”...

Niestety z czasem praca stawala sie troche za ciezka na nasze cztery pary ramion.... 

W maju doszlo do „kryzysu”.

Od 13 lat nasze stowrzyszenie dziala tylko i wylacznie dzieki wolontariuszom. Wszystkie warsztaty ( trzy lub cztery dla dzieci i jeden dla doroslych) zawsze byly prowadzone przez amatorow ( ktorzy rabili i robia to nadal bezplatnie). W tym roku mielismy dwie osoby ktore sie warsztatami zajmowaly... a na przyszly rok ostala nam sie tylko jedna !!!!!

GROZA !!!!

Co my powiemy dzieciom ktorzy tak kochaja teatr... ze nici, ze nic, ze nie ma ?!?!?!?

Po dlugich naradach doszlismy do wniosku ze nie mamy wyboru i ze trzeba bedzie po raz pierwszy w dziejach naszego teatralnego stowarzyszenia zatrudnic zawodowca. Nasz wybor padl na naszego rezysera od „Savannah bay” , ktory z przyjemnoscia zajmie sie grupa nastolatkow. France zajmie sie grupa srednich i malych a Sawicka  doroslymi !!!!! 

Od paru dni siedze wiec nad roznymi ksiazkami i staram sie troche przygotowac te warsztaty. Treme mam wielka. Ciagle sobie zadaje pytanie czy podolam tej pracy i czy mie sie uda i czy ... i czy... i czy.....

Caro ( moja wspolaktorka  w „Savannah”) bardzo podtrzymuje mnie na duchu i ciagle mi mowi ze w warsztatach dla doroslych brakuje kogos kto kocha teatr i ma pasje i umie te pasja przekazac.....  

No dobrze a jesli ja tej pasji nie umiem przekazac ?

Przez ostatnie trzy lata France zajmowala sie warsztatami dla doroslych. France lubi teatr tak ogolnie, ale woli zajmowac sie rezyserka i organizacja niz gra aktorska  Jaj warsztaty sa przede wszystkim oparte na improwizacjach, i mam wrazenie ze mniej jest w nich miejsca na prace ciala, czy glosu czy przede wszystkim emocji ( ktore dla mnie sa motorem i baza gry aktorkiej). 

Chcialabym przekazac moim uczestnikom ta chec szukania w sobie emocji, wspomnien, na ktorch mozna budowac swoja postac. Dazyc do prostoty i zarazem glebi uczuc ktore mamy przekazac swoja gra. A z drugiej strony boje sie czy sie tym nie znudza, czy bedzie ich to interesowalo. Niektorzy z nich byli tak przyzwyczajeni do improwizacji ze nie jestem pewna czy przejscie na inna metode pracy z mniejsza iloscia improwizacji,  zamiana szukania slow na szukanie uczuc bedzie im odpowiadala. 

Oj, boje sie, boje.... 

I w co ty sie Sawicka jeszcze raz wepchnelas.

Nie wystarczalo cie przed kazdym graniem „Savannah” banie sie i pytanie co cie popchnelo do grania tak trudnej sztuki ????? musisz sobie dodatkowe „emocje” gwarantowac przez caly rok ????

17:44, sawicka02 , Pasja
Link Komentarze (1) »
Juz sie zastanawialam, czy nie zamknac na zawsze bloga.... i cos mnie powstrzymywalo.Nie lubie wyrzucac starych zeszytow, zapisanych karteczek i innych jakichkolwiek tekstow.... i ciezko bylo mi „skasowac” blogowe pisanie...No i dzis doszlam do wniosku ze troche mi blogowa kraina brakuje w pejzazu zyciowym.Mialam czas w pracy wiec troche sobie pobuszowalam po znajomych blogach ... i jak zawsze dalo mi to ochote do pisania. Jak wszyscy mogli zauwazyc nie udalo mi sie zmienic ilosci godzin w dobie, co tez przyczynilo sie w duzym stopniu do niepisania. Aktualnie, jest letnia przerwa, jestem odpoczeta po wakacjach, w pracy tez jakos mniej roboty, teatr na wakacjach, rodzina jakos tez mniej mnie potrzebuje.... mam wiec troszke czasu.