O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
sobota, 30 września 2006

Jak wiekszosc potraw "regionalnych" wszystkie specjalnosci "gorskie" to jest "chlopskie jedzenie". To znaczy  ze sa to potrawy do przygotowania ktorych latwo bylo zdobyc skladniki blisko domu.

Fondu, Raclette i Tartiflette maja ta sama baze: ser ktorego tutaj jest pod dostatkiem.

Kiedy mowie o winie , to zawsze o winach wytrawnych!!!

Fondu

Jak jego nazwa wskazuje jest to topiony ser w ktorym sie zanuza kawalek chleba. Przepisow na Fondu jest tyle ile jest w Alpach roznych regionow. Inna bedzie mieszanina w Szwajcarii  a  inna we Francji w Jurze, lub w Alpach.

Nie ma nic prostszego niz fondu

Trzeba liczyc na jedna osobe: 200 g sera ( gruyer, conté, beaufort etc) i 1 dl bialego wina

plus ogolnie na jedno fondu 1 kieliszek Kirsch'u  , 1 lyzecaka do kawy maczki ziemniaczanej (Maizena), chleb (z mala iloscia miazszu , najlepiej bagiettke lub dluga bulke z poprzedniego dnia)

Jest was czworka to samo razy cztery.

- Pokroic chleb na male kawaleczki

- Kirsch i maczke ziemniaczana wymieszac razem; odstawic

- Najpierw dobrze wysmarowac garnek do fondu ( koniecznie zeliwny) przekrojonym na 2 zabkiem czosnku.

 - Wsypac do garnka starty ser ( na duzych oczkach tarki)

- Wlac biale wino.

- Dac na ogien i grzac CALY CZAS mieszajac az sie ser calkowicie roztopi i Fondu bedzie mialo konsystencje "kremowa".

- Mieszac caly czas az do zagotowania. Wlac make ziemniaczana/Kirsch.

-Postawic na ogniu na stole.Moczyc w tym serze chleb i zajadac.

Bardo wazne: Fondu jest dosyc ciezko strawne, najlepiej pije sie do niego biale wino, lub dla bezalkoholikowych herbate.

Raclette

Jak nazwa wskazuje jest to ser topiony SKROBANY.

Dawno temu , przy ognisku kladlo sie kawal sera , na powierzchni sie troche topil, zeskrobywalo sie go nozem i dawalo na kartofle

Do robienia Raclette konieczny jest "piecyk na raclette" na ktorym to piecyku ten ser sie topi.

Do kartofli potrzebne jest duzo wedliny no i biale wino do picia i czekanie na swoja kolejke ( a to zalezy czy to prawdziwy piec do Raclette, czy te robione teraz co to kazdy sobie swoj ser topi.... ale to nie ta sama atmosfera).

Z takim prawdziwym piecem do Raclette zabawa jest fajna, bo jedna osoba ten ser topi i zeskrobuje, a inne czekaja az ten talerz dostana. Na poczekaniu duzo sie pije i podjada wedliny i korniszony ( a korniszony francuskie sa zupelnie inne niz ogorki polskie, i nie ma co porownywac , bo to co innego).... Wynik jest taki ze wszyscy sa lekko upici .... ale jako ze tu gory, i zima i duzo sniegu to nikt tym sie nie przejmuje...

Tartiflette

Moja najukochansza!

Potrzeba:

1,5 kg ziemniakow

400g boczku "w paleczki"

5 cebul

2 Roblochon ( ZADEN INNY SER SIE DO TEGO NIE NADAJE!!!!)

- Pokroic kartofle na kosteczke 2 cm

- Podgotowac je na parze 20-30 min.

- Dac kartofle do naczenia zaroodpornego

- Pokroic drobno cebulke .

- Zarumienc na patelni boczek i cebulke (razem)

- Polac nimi kartofle

- "Zebiastym" nozem lekko podrapac skore Roblochon ( ale jej nie zdejmowac)

- Przekroic Roblochon w poprzek ( w zdluz) i polozyc "pupcia do gory" sie znaczy skorka do gory na   kartoflech/cebuli/boczku

- Piec w piekarniku 180°C  dobre 30-45 min.

- Podawac z zielona salata.

Do tego lepiej sie pije wino czerwone

SMACZNEGO !!!!!

 

piątek, 29 września 2006

Dzis wieczorem wypije za wasze zdrowie, jedzac Raclette ( taki topiony ser z ziemniakami i roznymi wedlinami  sabaudzkimi) !!!

A le teraz lece szybko zakupy robic, bo to goscie z ostatniej chwili !!!!

czwartek, 28 września 2006

 Pracy od cholery i ciut, ciut, dwa blogi ktorymi trzeba sie zajmowac, teatr, kolezanka ktora jest chora i do ktorej milo mi wpasc, osobista rodzina ktora trzeba nakarmic.... czy dni nie moga miec troche wiecej godzin?

Wczoraj poszlam robic za tlumacza w pracy. My mamy system informacji wewnetrznych na komputerach, ktore powiadamaja nas jak ktos szuka tlumaczy we wszystkich jezykach swiata.

Jak sie akuart ten jezyk zna i ma sie tego dnia czas mozna robic za tlumacza. Rzecz jasna istnieje tutaj cala armada tlumaczy zawodowych, ale ci "domowi" sa na jakies naglre przypdki.

Poszlam tlumaczyc. Biedny chlopak , dziewczyna go rzucila ( przez telefon, bo on tutaj juz od 2 miesiecy pracuje), poszedl najpierw za ostatnie grosze ( wyplata dopiero jutro) k^pic bilet na powrot natychmiastowy do kraju, poczym poszedl jeszcze przed odjazdem troche sie napic z rozpaczy. Nie wiem jak, ale nie pojechal, natomiast w sama polnoc krzyknal do przechodnia "Dzwon na policje" i skoczyl do zimnej rzeki z mostu.

Zimna woda go chyba "obudzila", bo zaraz podplynal do brzegu.

Ja go widzialam nastepnego dnia. Psychiatra chcial wiedziec czy bylo to "wolanie o pomoc" czy prawdziwa i gleboka depresja. Oboje z lekarzem bylismy uspokojeni. Chlopak przedewszystkim byl przejety tym jak jego rodzina na to zareaguje i czy tam w kraju zbyt tym sie nie denerwuja. No i jak odzyskac pieniedze za bilet ktorego nie uzyl ( pomimi pobytu w wodzie byl bardzo czytelny. telefon tylko sie utopil).

Tak juz jest w tym zyciu, mijaja dni i ludzie i wydarzenia. Kazdy momeny jest ciekawy, kazde spotkanie jest interesujace.

Mialam potem duzo roboty i juz do mnie nie dzwonili by z nim pogadac( zwlaszcz ze chlopak mowi po wlosku, a u nas wlochow tez duzo i ze polski byl im potrzebny do dobrej anamnezy).

Mam nadzieje ze chlopak wroci do kraju i spotka inna dziewczyne....

środa, 27 września 2006

Sa tesciowe ktore sa mile, ktore ma sie ochote nazwac Mama, i sa te inne. Moje nalezy do drugiej kategorii; ( ale Moj swoja tesciowa bardzo lubi. Pewnie, Ona przywozi mu butelki Jack Daniel's ktore potem oprozniaja we dwojke....).

Jako osoba dobrze wychowana i nie pozbawiona kompletnie serca, mam od czasu do czasu z nia jakies kontakty (wiecej niz jej syn - jedynak). Od tych 20 lat juz wszystkiego z nia sprobowalam, nie dzwonienia, dzwonienia od czasu do czasu, dzwonienia raz na tydzien, dzwonienia pare razy w tygodniu. ZA KAZDYM razem zaczyna sie telefon przez bardzo strachliwe jej " Dlaczego dzwonicie? Co sie stalo? Kto jest chory? Pewnie mala!"  a konczy na " No tak, nikt sie o mnie nie troszczy, nikt do mnie nie dzwoni. Najlepiej jak umre".

Nadal po 20 latach zwraca sie do mnie per wu bo " Ja nie moge do synowej mowic per ty".

Nadal mysli ze Nastolatka ma 5 lat i moze jej opowiadac o wilkach w lesie.

Co roku na Gwiazdke otrzymujemy od niej te same czekoladki z tej samej " najlepszej cukierni" , z kartkami z zyczeniami i te same pytanie, " A ladna karteczka? A widizliscie, Sawicka, co Wam napisalam ?Prawda ze ladna? Prawda ze ladnie napisane ? A wybieralam ja specjalnie, zaby sie Wam podobala. A podoba sie ?" i tak na okraglo przez caly wieczor, dzien czy tydzien.

Ja znowu do slabych kobiet nie nalezez, ale jak Tesciowa przyjezdza to po 2 godzinach mam wrazenie ze ktos mnie z magla wyjal po 2 dniowym maglowaniu....

W dodatku wszyscy w rodzinie sie nauczyli natychmiastowo znikac jak tylko ona sie pojawia, no i biedna Sawicka ma ja na swojej glowie przez caly czas.

A juz najbardziej przepadam jak caly czas  sie pyta "Czy moze... pojsc do WC, umyc sobie rece, napic sie szklanki wody, wlaczyc TV" etc. tydziez 24 grudnia wieczorem sie nas pyta o ktorej wstaniemy 25 , bo "Nie chce nam rano przeszkadzac w lazience, lub WC." Jak jej odpowiadam ze ja w swieta nie wiem o ktorej wstaje mam prawo do godzinych przeprosin ze ona nie chce Nam przeszkadzac".

Dzis sa jej urodziny. Nastolatka zjechala ze mna do Genewy, by sie ze swoim bratem ( a synem Mojego) zobaczyc, polatac po sklepach no i przy okazji odwiedzic Babcie.

Kiedy Babcia zobaczyla wnuka  z mloda ladna dziewczyna, to pomyslala ze to jego ukochana. Nie poznala wlasnej wnuczki, bo za duza jest!!!! a widziala ja niedawno... I to nie jest Alzheimar, bo ona juz taka byla 20 lat temu...

Najlepiej smialysmy sie kiedys z moja Mama ( ktora NAPRAWDE nie jest osoba zlosliwa) kiedys w czasie swiat. Co przygotowywalysmy z Mama cos w kuchni; czy nakrywalysmy stol do posilku to Tesciowa czytala. Kiedy wszystko juz bylo gotowe, wtawala i przychodzila pytajac sie " Nie potrzebuja Panie pomocy?"... Grzecznie i w chorku odpowiadalysmy ze nie i ze bardzo jej dziekujemy....

Bonne anniversiare, Tesciowo ( a po francusku piekna matko)

20:37, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (7) »
wtorek, 26 września 2006

Sawicka ma JEDNEGO neurona, za to dosyc sprawnego. Pare tygodni temu cos w ten neuron stuknelo. Wynik: Sawicka poczula sie stara i widziala sie staro i zaczela myslec jak stara...

Wiekszosc zdan zaczynala od " W moim wieku....", albo " ja juz tyle rzeczy widzialam....", albo "Starosc nie radosc" etc.

Dzis w pracy glowa Sawickiej spotkala przypadkowo i z duzym rozmachem kawalek stolu.... i jej sie ten neuron odblokowal....

W pewnym momencie przez glowe przeleciala (pewnie z przyzwyczajenia) mysl "Jestem sta....", i nie doleciala do konca, bo nagle popatrzylam sama na siebie i nakrzyczalam na siebie " Jest sie starym jak sie o sobie po staremu mysli! Piekna ( no prawie) kobieta jestes w kwiecie wieku ! Masz juz duzo doswiadczenia i jeszcze oko diabelsko strzelajace wdziekiem... Swiat do Ciebie nalezy!!!!"

Od razu poczulam sie piekniejsza, inteligentniejsza no i mloda!!!!

Niech zyje autosugestia ( mowi sie tak po polsku?)!

Popatrzylam jeszcz dodatkow w lustro, nie jest tak zle, na szyi skora nie zwisa (jak mowila Babunia, kobieta zaczyna sie starzec od szyji), zmarszczek BARDZO, BARDZO malo, troszeczke tluszczyku, ale to normalne bo ja lubie zyc i to na mnie widac!

Calkowita ( no,prawie) autosatysfakcja!!!

Ide probowac skrobnoc cos o korzeniach....

PS: Nie mowcie mi ze nie jestem stara. Dzis o tym wiem

20:29, sawicka02 , Santé
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 25 września 2006
Ogien w kominku, deszcz za szybami i Madeleine..... http://www.madeleinepeyroux.com/flash_content/main.html
20:35, sawicka02 , Pasja
Link Komentarze (4) »

 Po corocznej wizycie u typowo babskiego specjalisty pisze do Mojego 

„Zona w dobrym stanie, moze jeszcze sluzyc, natomiast samochod nie wiadomo. Idzie do samochodowego lekarza jutro”

Odpowiedz Mojego: „Cale szczescie ze zona w dobrym stanie, bo latwiej zmienic samochod niz zone….”

To sie nazywa malzenska milosc…. 

Co do Sushi poddaje sie ,PRZYZEKAM ZE NIE BEDE UZYWALA TUNCZYKA Z PUSZKI.

 W dodatku dzis od przyjaciolki w pracy dowiedzialam sie ze moge je robic jeszcze lepsze, jak polepsze przygotowywanie ryzu przez pluczenie go przed gotowaniem i dodaniem do niego octu z cukrem ktory przygotowuje osobno .A nie zwykle wymieszanie octu i cukru z ryzem. 

Przy okazji dla Ma Belle: najpierw sobie kupie ksiazke , a potem dam ci przepisy bo lepsze beda… chyba ze tez sobie ksiazeczke kupisz…

Jednakze chinska kuchnia jest latwiejsza od japonskiej i mniej pracochlonna.

Cale szczescie zaczyna sie sezon „choucroute” czyli kiszonej kapusty i bede mogla znowu robic ja po „morsku” z duza iloscia roznych ryb… Jak tak dalej bedzie padac to sobie to zafunduje w przyszly week-end…no chyba zeby zaczal snieg padac, to sie skonczy na najprostszym „ fondu”…. GLODNA JESTEM……( bo zamiast jesc, tekst na bloga pisze…..ale moze przy okazji chudne???)

14:57, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 września 2006

Zrobilam po raz pierwszy w zyciu Sushi!

I wedlug Mojego sa bardzo dobre i moge robic nadal....

Wydawalo mi sie ze to bardzo trudne, a nie ,wcale...

Oczywiscie jak na pierwszy raz nie byly az tak cudownie okragle jak ta kupowane, ale nie rozlatywaly sie zupelnie. Zrobilam tylko z lososiem i krewetkami. Nastepnym razem sprobuje z tunczykiem ( tym z puszki niestety, bo swiezy chyba troche za mocny w smaku). A i moze kupie sobie ksiazeczke o Sushi , to znajde jakies pomysly na inne ryby!!!!

A to wszystko to wina Autor-ki, ktora tez sobie sushi robi i mnie tym zarazila...

Szaro, zimno, Sawicka razem z Panem Psem siedza przed kominkiem i sie grzeja.....

Jesien idzie....

Nie chce mi sie do pracy jutro isc, ja bym sobie w domku posiedziala, ponudzila sie, po nicnierobila......

Pewnie po 2 dniach mialabym dosyc.... ale i tak nie sprobuje....

 

sobota, 23 września 2006

Dzis bedzie o mezczyznach.

Ja ich nie dziele na polakow, francozow czy chinczykow. Mezczyzna jest mezczyzna i wszystko jedno z kad pochodzi.

Gdyby co przeczytajcie "Kochanka" Marguerite Duras

Ten naprawde pierwszy, ten pierwszy wazny, byl (tak jak wszyscy wazni mezczyzni mojego zycia) starszy odemnie. Niestety randki z rowiesnikami byly cholernie nudne, patrzyli oni na mnie z niebianskim usmiechem na ustach i na moje pytania "A co teraz robimy?" odpowiadali" Nie mozemy tak po prostu byc?".

On byl inny, starszy, dobrze oczytany, inteligentny, z bardzo goscinnymi ramionami. Przy nim mialam wrazenie ze bylam inna, lepsza, inteligentniejsza, piekniejsza.Jego nigdy nie pytalam co teraz robimy, z nim czas plynal zawsze za szybko...

Przez niego tez po raz pierwszy bylam tak strasznie i beznadziejnie smutna i nieszczesliwa. "Niestety jestes dla mnie za mloda,niezbyt dojrzala emocjonalnie, musimy sie rozstac...." Plakalam dlugo, jeszcz dluzej bylam w dolku psychicznym.

I pewnego dnia moi przyjaciele, moja meska ferajna miala dosyc widziec mnie tak caly czas zalamana, zle ubrana, zle uczesana. Postawili mnie przed lustrem i powiedzieli "Co widzisz?"

Ja:  No mnie

Oni: Nie, to nie ty, to jakas nieokreslona forma. Ty myslisz ze tak ubrana, i tak uczesana to jakis chlopak sie toba zainteresuja? Od jutra, bierz sie w garsc, zacznij sie ubierac. Ladna jestes, wesola, inteligentna to musisz to pokazac.

Chyba nigdy im nie podziekowalam za to co wtedy zrobili. To, ze to oni, mezczyzni tak do mnie zagadali, a nie dziewczyny podzialalo na mnie jak elektroszok. Zaczelam znowu sie ubierac, malowac, odpowiadac na podrywki...

A On, wystarczalo ze do mnie dzwonil "Mala, nie masz ochoty na male spotkanie?" i lecialam do niego jak na skrzydlach.

On mial nowa ukochana, ja mialam ukochanych, ale to co nas laczylo bylo inne. Wydawalo mi sie ze to jego zdradzam kiedy bylam z innymi a nie na odwrot.

Kiedy podjelam decyzja zostania tutaj, wiedzialam jedna rzecz: Moja historia z Nim jest skonczona.

Pisalismy do siebie dlugo listy, nawet raz sie zastanawial czy by do mnie nie dojechac na stale, potem poznal swoja zone, mial pierwsze dziecko.

Oni mnie odwiedzili, widujemy sie za kazdym naszym przyjazdem do kraju, pisujemy meil'e. Dla mnie zostalo bardzo mile i przyjemne wspomnienie Pierwszej prawdziwej milosci, jak w kalejdoscopie widze bukiecik kwiatkow od niego, tytuly ksiazek ktore mi polecal czytac, spacery nad Wisla etc, etc, etc.

W sumie dzis jest tylko o jednym mezczyznie, tym pierwszym,  o innych bedzie pozniej.....

Psyt....: Sawicka odwiedza swoje wspomnienia......

17:01, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5