O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
czwartek, 27 września 2007

Po przeczytaniu u Niki:

refleksje na temat malzenstwa i milosci moga byc bardzo roznorodne i bardzo dlugie i skomplikowane.

Jesli ktos chcialby znalesc na to pytanie " Jak kochac przez cale zycie?" tylko jedna jedyna odpowiedz, ta wlasnie ktora pozwal miec "klucz" do szczescia.... nigdy jej nie znajdzie.

Ja moge odpowiedziec tylko za siebie, odkryc skrawek mojej recepty na malzenstwo.

Malzenstwo jest duzo trudniejsze niz suflet.

To tak jak by robilo sie codziennie tysiece sufletow.

Za kazdym razem trzeba dobrze dobrac skladniki, zastanowic sie czy rozne smaki sie ze soba nie "gryza", potem z duza cierpliwoscia wszystko wymieszac, nie zwracajac uwagi na "niepotrzebne chalasy z zewnarz".

Potem wstawic suflet do dobrze juz nagrzanego ( czyli przygotowanego od dawna) piecyka.

Potem, kiedy juz sie mysli ze suflet jest prawie gotowy i tylko trzeba go wyjac z pieca... wlasnie wtedy w czasie pieczenia, trzeba spogladac na niego z najwieksza miloscia, i z zaufaniem ze bedzie dobrze sie piekl i ze nie "osiadzie" w czasie pieczenia. Trzeba dodawac mu otuchy , mowic jak pieknie rosnie i jak pieknego nabiera koloru.

Nie nalezy sie zrazac jesli suflet po wyjsciu z pieca "opadnie".

Trzeba wtedy zdobyc sie na wiecej niz "doskonalosc" i umiec dojrzec w nim skryte pieknosci: smak, kolor, zapach i skryte niedoskonalosci ktorymi nas uwodzi.

Codzienne suflety czasami sa mniej dobre, czasami nawet prawie nie do zjedzenia.... ale czasami zdarza sie taki suflet ktorego juz nigdy sie nie zapomina, ktory zostaje w naszej pamieci na zawsze...

Moj i ja jak narazie mamy w pamieci wiecej udanych i niezapomnianych sufletow niz tych "niezjadliwych".

Mloda Dziewczyna:      To Ciebie kocham najbardziej z calego swiata: bardziej niz wszystko. Bardziej niz wszystko co widzialam. Bardziej niz wszystko co czytalam. Bardziej niz wszystko co mam. Bardziej niz wszystko.

Madeleine:    Mnie ?

Mloda Dziewczyna:    Tak.

Madeleine:   Ah...Dlaczego mowisz mi to dzisiaj ?

Mloda Dziewczyna:    Co sie dzieje dzisiaj ?

Madeleine:       Zdecydowalam poprosic zebym juz nie miala tak czestych odwiedzin.... znaczy sie.... troche mniej.... Chce byc sama tutaj. Sama. Zeby juz nikt wiecej nie przychodzil.

Mloda Dziewczyna:    Tak

Madeleine:       Ale ty... co sie z toba stanie kiedy mnie nie bedzie? Moje dziecie....moje dziecie... moja pieknosc...to nie chcialo jesc.... to nie chcialo  wiecej zyc... to bylo grzeczne... to nie chcialo nic...nic...

Mloda Dziewczyna:    ”C’est fou c’que j’peut t’aimer

                                   C’que j’peux t’aimer des fois

                                   Des fois j’voudrais crier «      ( piosenka Edith Piaf)

Madeleine:    Nie umre. Wiesz o tym?

Mloda Dziewczyna:    Tak

Madeleine:    Jesli ja umre, wszyscy umra... to nie istnieje....

Mloda Dziewczyna:    To prawda.

Madeleine:    To nie mozliwe, zeby wszyscy.... wszyscy...

Mloda Dziewczyna:   Nie , to nie mozliwe

Madeleine:    Nie.

Krotki kawalek „ Savhanna Bay”  Marquerite Duras   ktory bedziemy graly juz niedlugo.

Premiera 10 i 11 listopada.

13:29, sawicka02 , Pasja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 września 2007

Nie wiem czy znacie   Carl Rogers 'a i jego "écoute centré sur la personne" czyli "sluchanie pacjenta zkoncentrowane na jego osobie".

Tak sie zlozylo w moim zyciu ze Moj pracowal pare lat temu z jednym z genewskich psychologow ktory jest uczniem Rogers'a i ze ja tez mialam z nim kontakt ( tutaj ).

Pare lat temu w mojej pracy spotkalam M.- kolezanke i teraz przyjaciolke, ktora tez zna dobrze to "podejscie " do ludzi.

Obserwuje M. codziennie, obserwuje jak ona umie sluchac, jak umie odpowiednim pytaniem do pacjenta sprawic ze ten nagle rozluznia sie, zaczyna mowic o skrytych bolach czy bojazniach.

Widze jak w oczach M. w momencie kiedy zwraca sie ona do pacjenta ten pacjent jest w tej danej chwili najwazniejsza osoba na swiecie.

Widze jak pacjent wreszcie czuje sie sluchany i zrozumiany.

Ja jak narazie, niestety, nie umiem tak sluchac. Kiedy uczylam sie mojego, bardzo technicznego, zawodu niestety nie mowiono nam o psychice pacjentow.

Rok temu zaczelam prace z jedna z naszych psychologow w pracy, jak "dawac sobie rade" z pacjentami i ich psychika. Jak im pomoc nie czujac sie zarazem zaangazowana osobiscie w ich zycie, jak budowac i utrzymac "dystans terapeutyczny", jak sluchac ich slow i uslyszec ich cierpienia ktore sie za tymi slowami kryja.

Praca ta byla szalenie ciekawa i przyniosla mi duzo satysfakcji.

Od paru dni czuje ze za pare tygodni (lub miesiecy, kiedy juz bede miala "Savhanna bay" za soba) zaczne sie za szukanie dobrego ( i akceptowanego przez pracodawce) centrum C. Rogers'a.

Czuje ze dojrzewam.....

21:01, sawicka02 , Santé
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 września 2007

Nastolatka: Dlaczego jesli ja bym poszla i zabila Busch'a to skazali by mnie natychmiast ( no dobrze, po krotkim procesie) na smierc? Dlaczego zolnierze w Iraku zabijaja niewinnych cywilow i dzieci i nie ida do wiezienia?

Moj: Kiedy bedziesz sie uczyla prawa dowiesz sie ze  kazde zabojstwo w oczach prawa moze byc inne. Inny status ma zabijanie w czasie wojny, inny status zabijanie w krajach "cywilizowanych" w czasie pokju.

Sawicka : Jak bedziesz studiowala prawo nauczysz sie  ze zycie nie jest sparawiedliwe.

Nastolatka : To zycie jest glupie i ludzie tez ( La vie et les gens sont cons).

Znaczy sie czeka nas z Moim jeden z ciezszych okresow dojrzewania: strata naiwnosci Nastolatki dotyczacej "glownych regul" otaczajacego nas swiata.

Prawdopodobnie bedzie to tez bardzo ciekawy okres formowania swiatopogladu.....

Jest w niej (jak w wiekszosci nastolatkow) tyle energii, tyle zapalu, tyle mazen, tyle zachwytu .... oby ten nasz suchy i niesprawiedliwy swiat w niej tego nie zabil.

Oto dziecie rosnie... juz nie wystarczy pocalowac rozwalonego kolana i "pochuchac zeby nie bolalo".

Mozna tylko spogladac i wierzyc ze dalismy jej wystarczajaco duzo sily na przebicie sie przez "mroczna strone" swiata.

20:19, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (4) »
środa, 12 września 2007

Na specjalne zyczenie Rudej !!!

Relacja z warsztatow teatralnych.

Uczestnicy:

Anais,Mélanie,Marina Sylvain, Quintin : 15 letni uczniowie „Maison familliale rurale" czyli cos jak polaczenie szkoly i stazow zawodowych w zawodach rolniczych ( skrot MFR)

Sawicka : co chciala byc aktorka za mlodu, co do teatru powrocila po 25 latach i co nigdy jecszcze nie organizowala warsztatow teatralnych.

Cel : przygotowac skecze ( improwizacje ale takie troche przygotowane) na Dni Przeciw Rasizmowi.

MFR ma to do siebie ze mlodziez przez dwa tygodnie jest w szkole ( z internatem) a przez nastepne dwa pracuje na stazach. Moge pracowac z mlodzieza kiedy sa w szkole. Na poczatku stycznia poproszono mnie o przygotowanie z mlodzieza ( rzecz wazna : TYLKO ci co maja na teatr ochote) skeczy na 21 marca, czyli pracowanie z nimi tylko CZTERY tygodnie.....

Prowadze te staze w poniedzialek i srode .

Co poniedzialek, mlodziez po pobycie w week-end w domu jest zupelnie zmeczona, nie skoncentrowana i bardzo glosna..... Sawicka po skonczonych poniedzialkowych warsztatach jest tez zmeczona i zdemoralizowana...

W srode mlodziez jest duzo bardziej zkoncentrowana, ma ochote na prace, ma pomysly na skecze... Sawicka co srode wieczor konczy warsztaty pelna sily i wiary ze ten szalony pomysl jednak nie jest tak szylony i ze „cos" z tego wyjdzie.

Anais juz kiedys w szkole zajmowala sie tearem.

Mélanie , Marina i Sylvain jeszcze nigdy sie w teatr ne „bawili".

Sylvain juz gral , ale jest TRASZNIE niesmialy.

Kazdy warsztat zaczyna sie „rozgrzewka" fizyczna i umyslowa jako ze

do prowadzenia improwizacji trzeba nauczyc sie reagowac szybko na gest i slowo partnera, zapomniec juz przygotowanym scenariusz, rzucic sie w wir terazniejszej chwili. Lepiej reagujemy na ta chwile jesli przygotowalismy troche nasze mozg do szybkiej reakcji.

Czasami jest to zabawa w slowa: rzucamy slowo ( jakiekolwiek slowo przechodzace nam przez glowe) do partnera, on odpowiada innym slowem ktore pojawia sie natychmastowo w jego glowie ( jako reakcja na uslyszane slowo), na to drugie slowo odpowiada iny partner etc. Chodzi o to by nie przygotowywac slow wczesniej, tylko odpowiedziec na uslyszane slowo instynktownie natychmiast: np stol, drzewo, las, trawa, mrowka, jad, bol, szpital, smierc etc, etc, etc.

Czasami mozna dorzucic do gry slow wymaslony balon ktory rzuca sie do partnera w momencie wymowy slowa. Czasami mozna prosic by slowa tworzyly zdanie, trzeba wtedy pomyslec o czasownikach i lacznikach. Zdanie moze byc bez zadnego sensu , lub ( wyzszy stopien jazdy) mial jakis ( choc lekki) sens.

Po malym rozgrzaniu zaczynamy czesto male improwizacje paro minutowe.

Osobiscie uwazam ze latwiej jest zaczynac od improwizacji jedno lub dwu osobowych.

Wieksza ilosc aktorow zmusza ich do bardzo duzej koncentracji, uwagi by nie mowili wszyscy w tym samym momencie, uwagi by kazdy z aktorow znalazl swoje miejsce i swoj czas ... czyli nie jest to latwe dla poczatkujacych.....

Czest zaczynam od prostych rzeczy :

Telefon do wybranej ( przez Sawicka) osoby,

Bycie wymyslonym przedmiotem,

Bycie danym zawodem, etc, etc, etc.

 

Po wstepie atakujemy danie glowne : skecze przeciw rasizmowi, lub raczej skecze pokazujace brak tolerancji.

Ale o tym inna raza.....

PS: napisane w marcu 2007.

20:17, sawicka02 , Pasja
Link Komentarze (2) »

Przeczytalam dzis u Dr. Ewy jej « krytyczne » spojrzenie na Francje .

Czytajac jej komentarz bardzo sie zdziwilam jej uwaga o naszym, francuskim parkowaniu.

Prawo jazdy zrobilam tutaj, juz w dosyc „podstarzalym wieku" bo majac 25 lat.

Po pierwszych paru lekcjach prowadzenia, kiedy juz opanowalam i kierownice i lusterka i pedaly zaczelismy najwazniejsza czesc prawa jazdy tzn.parkowanie.

Pracowalismy nad tym parkowaniem sporo, jako ze egzamin z prawa jazdy obejmuje umiejetnosc parkowania sie nie tylko na skos ale takze i przede wszystkim wjazd w standartowe miejsce parkowania wzdluz.

Cale szczescie ze na egzaminie te miejsca do parkowania sa standartowe i masz bardzo duzo miejsca. Po tym, juz w prawdziwym zyciu dobre miejsce do parkowania jest miejsem ktore ma 10 cm wiecej niz samochod.

Choc czasami udalo mi sie zaparkowac w takim miejscu gdzie juz nie mialam dostepu do kufra... sie znaczy nie bylo miejsa na wslizgniecie moich osobistych nog i pupska by ten kufer otworzyc.

Co najbardziej mnie zdziwilo w komentarze Dr. Ewy , to to ze dla mnie takie parkowanie jest zupelnie normalne. I na poczatku ciezko mi bylo zrozumiec jej zdziwienie.

Zawsze tu ( czy we Francji czy w Szwajcarii), zwlaszcza w miastach lub turstycznych miejsach tak bylo. Za malo miejsc na parkingi, kazdy centymetr sie liczy, i jeszcze z oburzeniem krzyczymy na tych ktorzy parkuja sie „nie oszczedzajac" miejsca.

Parkowanie sie „lekko dotykajac" zderzakami innych samochodow, jesli jest robione na bardzo malej szybkosci nie sprawia zadnych problemow nikomu. Po to sa zderzaki by chronily karoserie.

Z ciekawoscia przeczytalam ze w Polsce zderzaki sa malowane... a po co?

Tu mozna , owszem znalesc samochody z pomalowanymi zdarzakami, ale jest to dosyc rzadkie i dotyczy „tunningu" czyli osob ktore uwazaja samochody za obiekt pieknosci i przedmiot artystyczny a nie za przedmiot pozwalajacy przemieszczac sie szybko i wszedzie.

Jesli juz o samochodach i prowadzeniu mowa, to ciagne dalej.

Juz dosyc czesto slyszalam ze francuzi, a zwlaszcza Ci z Haute-Savoie jezdza za szybko.

U nas drogi sa rzadko proste ( na cale szczescie, bo by sie czlek zanudzil na tych prostych drogach), prawie nigdy nie sa plaskie, zawsze sie albo zjezdza, albo wjezdza.

My oczywiscie je dobrze znamy wiec jezdzimy na nich moze troche za szybko i tez wrzeszczymy na np tych paryzan, albo holendrow co wleka sie trojka do gory, jak wystraczy przejsc na dwojke , troche nacisnac na gaz i... juz czlek jedzie szescdzesiatka, i moze przejsc na trojke jak leci osiemdziesiatka etc, etc, etc.

My tej jazdy w gorach uczymy sie od poczatku i jest ona dla nas zupelnie normalna i trudno jest nam byc „wyrozumialym" dla kierowcow nizin....

Juz tak jest ze zawsze krytykujemy to czego nie znamy.

Kiedy pare lat temu bylismy w Polsce ze zdziwieniem ogladalam samochody parkowane na warszawskich chodnikach ( moze juz tak nie jest ?!), albo te dziwne trasy z szerokim poboczem na ktore masz zjezdzac jak Cie ktos wyprzedza....

I mnie i Mojemu wydawal sie ten sposob wyprzedzania bardzo neibezpieczny. Samochody ktore nas wyprzedzaly zupelnie nie patrzyly na to co nadjezdza z naprzeciwka i koniecznie chcialy nas zepchnac na pobocze.

Dla nas pobocze jest dla rowerow, pieszszych i zepsutych samochodow ktore nie maja innego wyboru i musza sie zatrzymac.

My mamy duzo oporow z przekraczaniem lini ciaglej ktora te pobocza odgradza od drogi.

PS. Moze dlatego zawsze wydaje nam sie ( razem z Moim) ze w Warszawie nie ma problemow z parkowaniem bo jest tyle „zmarnowanego" miejsca miedzy zaparkowanymi samochodami????