O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
środa, 09 września 2009

Irene urodzila sie w Szwajcarii, w kantonie Valais, mowi z genewskim akcentem i uwaza sie za portugalke ( mowi zreszta po portugalsku, jej dzieci tez, i ma dwa paszporty). Tete z Kongo, mowi afrykanskim akcentem ze juz jest szwajcarka i denerwuje ja ze musi gotowac dla jej meza , kiedy wraca z misji ONZ’owskich afrykanskie posilki.

Carmencita , mimi bardzo hiszpanskiego imienia jest filipinka i mowi z mocnym akcentem  ze az czasami trudna ja zrozumiec.

Paolo mowi z przepieknym bardzo lekkim akcentem wloskim i zachowuje sie jak rodowity genewczyk.

Jean-Paul mieszka we Francji, z jego urodzona w Belgii zona robia zakupy w Genewie i marza o bliskiej przeprowadzce do ojczystej ziemi Jean-Paul’a czyli Bretani. Jean-Paul jako rodowity bretonczyk mowi oczywiscie po Bretonsku, i zapytany jekiej jest narodowosci mowi ze najpierw jest bretonczykiem, a dopiero potem francuzem.

Gloria jezdzi co dwa lata do rodzicow de Boliwi, mieszka we Francji i tak jak ja pracuje w Szwajcarii.

Chantal ma cudowny akcent paryski, jakby wyjety z flimu „Hotel du nord” z Arletty. Nicole czuje sie pol bretonka ( z urodzenia) i pol sabaudka ( przez meza ktory nie jest w stanie pouscic swoje ukochane Alpy na dluzej niz 2 tygodnie).

Marie urodzila sie w Genewie i jest bardzo dumna ze swoich gruyerskich korzeni,  i takze z sera ( Gruyer’a) i ich baaaardzo tlustej ( i baaardzo dobrej) smietany.

Anna urodzila sie w Genewie, ale trzy tygodnie urzadzila swoj slub w Hiszpani, z kad pochodzi i ona i jej ( tez urodzony w Genewie) maz.

Helene, urodzila sie w Brukseli, ma przepiekne skosne oczy po swoim wietnamskim ojcu i pracuje w Genewie.

Pascale urodzila sie w Paryzu ale ma sie wrazenie ze nigdy nie wyjechala ze Szwajcarii, tak blisko jest z nia zwiazana.

Sonia mimo 40 lat spedzonych w Genewie, ma swoj spiewajacy brazylijski akcent kiedy zwraca sie do swojego francuskiego , rodem z Normandii meza.

Toni i Alex mowia miedzy soba po szwajcarsku-niemiecku... czyli jednak w Genewie dosyc rzadko uzywanym jezykiem.

Nils mimo szwedzkiego imienia jest szwajcarem mowiacym (po mamie) po polsku.

Salim jest wlasnie na wakacjach u siebie w Algerii, tam lepiej „zyje” sie codzienny Ramadan, i pewnie odwiedza szpital w ktorym zacznie pracowac za rok czy dwa po powrocie do ojczyzny.

Fred za rok, po 6 latach spedzonych tutaj wroci do swojego afrykanskiego kraju i bedzie wielkim profesorem medycyny, uczacym innych tego co nauczyl sie u nas.

Sawicka mowi z polskim akcentem, czuje sie francuska, ale ma tez papiery szwajcarskie i kiedy mowi „ u mnie” nigdy nie wiadomo o ktorym kraju mowi....

To tylko czesc kalejdoscopu w mojej pracy, w mojej malej poliklinice. 

W calym szpitalu jest nas okolo 8000....

I to w Genewie jest najciekawsze....ludzki  kalejdoskop.

wtorek, 01 września 2009

Nie musze juz pracowac.

Mam przed soba ogromne ilosci czasu z ktorym moge sobie robic co chce.

Nie musze sie martwic o forse… bo wiem ze mi jej nie zabraknie… no chyby zebym wydawala przez pare miesiacy setki tysiecy codziennnie… a nie jestem do tego przyzwyczajona.

Rano , nie musze juz nigdy nastawiac budzika… budze sie kiedy mi sie podoba.

Wieczorami moge sie klasc spac bardzo pozno… wiem ze nie musze wczesnie wstawac.

Moge sobie chodzic w tygodniu po poludniu do kina, wieczorami latac po teatrach. Wpadac regularnie do Paryza zeby zobaczyc interesujace sztuki. Moge sobie grac w roznych sztukach z osobami ktorzy tak jak ja kochaja teatr i maja dla niego czas.

Mam czas na proby popoludniami, na dlugie codzienne spacery po lasach i polach z psem.

Kiedy mam ochote jade sobie na male zwiedzanie, a tu Barcelona, a tu Berlin, a tu zakupy w Londynie. Do Ameryki nie latam… za daleko i mi sie nie chce. Dwa razy w tygodniu chodze do pani Masazystki, ktora zajmuje sie moim kochanym cialkiem, masujac je, karmiac je roznymi olejkami co to dobrze cialku robia.

Mam czas i pieniadze zeby wpasc na spotkanie szkolne, i zrobic niespodzianke rodzicom wpadajac ( bez uprzedzenia) na week-end.

Nie musze sie przejmowac zeby znalesc Nastolatce mieszkanie na studia, bo wlasnie kupilam jej mieszkanie niedaleko od uczelni. I wiem ze co miesiac na jej konto wpadaja pieniezki na zycie.

Moge do jej miasta wpadac czesto, mozemy razem rodzinnie pojsc na kolacje, na zakupy, pogadac, posmiac sie…

Nie musze sie juz niczym przejmowac… wszystko plynie sobie spokojnie i szczesliwie….jak sen…. …… i tylko dlaczego ten natarczywy dzwiek budzika…..

A …………znowu wtorek….