O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS
wtorek, 01 września 2009

Nie musze juz pracowac.

Mam przed soba ogromne ilosci czasu z ktorym moge sobie robic co chce.

Nie musze sie martwic o forse… bo wiem ze mi jej nie zabraknie… no chyby zebym wydawala przez pare miesiacy setki tysiecy codziennnie… a nie jestem do tego przyzwyczajona.

Rano , nie musze juz nigdy nastawiac budzika… budze sie kiedy mi sie podoba.

Wieczorami moge sie klasc spac bardzo pozno… wiem ze nie musze wczesnie wstawac.

Moge sobie chodzic w tygodniu po poludniu do kina, wieczorami latac po teatrach. Wpadac regularnie do Paryza zeby zobaczyc interesujace sztuki. Moge sobie grac w roznych sztukach z osobami ktorzy tak jak ja kochaja teatr i maja dla niego czas.

Mam czas na proby popoludniami, na dlugie codzienne spacery po lasach i polach z psem.

Kiedy mam ochote jade sobie na male zwiedzanie, a tu Barcelona, a tu Berlin, a tu zakupy w Londynie. Do Ameryki nie latam… za daleko i mi sie nie chce. Dwa razy w tygodniu chodze do pani Masazystki, ktora zajmuje sie moim kochanym cialkiem, masujac je, karmiac je roznymi olejkami co to dobrze cialku robia.

Mam czas i pieniadze zeby wpasc na spotkanie szkolne, i zrobic niespodzianke rodzicom wpadajac ( bez uprzedzenia) na week-end.

Nie musze sie przejmowac zeby znalesc Nastolatce mieszkanie na studia, bo wlasnie kupilam jej mieszkanie niedaleko od uczelni. I wiem ze co miesiac na jej konto wpadaja pieniezki na zycie.

Moge do jej miasta wpadac czesto, mozemy razem rodzinnie pojsc na kolacje, na zakupy, pogadac, posmiac sie…

Nie musze sie juz niczym przejmowac… wszystko plynie sobie spokojnie i szczesliwie….jak sen…. …… i tylko dlaczego ten natarczywy dzwiek budzika…..

A …………znowu wtorek….

piątek, 14 sierpnia 2009

Przez te dwa tygodnie duzo chodzilismy po polskich restauracjach.

Z duza przyjemnosci stwierdzam ze bardzo sie polepszylo w polskich restauracjach .

W stolicy bardzo mi sie podobala "Stara szafa " na Powislu  i "BrowArmia" na rogu Krolewskiej i  Krakowskiego  Przedmiescia gdzie mozna pic doskonale piwo "domowej" produkcji.

W Krakowie poszlismy do opisanych przez " Guide de routard" ( nie wiem czy istnieja te przewodniki w polskim wydaniu) dwoch restauracji i tez nie bylismy zawiedzeni.

W Zakopanym tez znalezlismy restauracje ktora nam odpowiadala i ktora miala troche wiecej w karcie  niz pierogi ( choc przepadam za pierogami to jednak nie moglam ich jesc codziennie), barszcz, zurek i golonke ( niestety nie przepadam za tlustymi potrawami wieprzowymi).

Wszedzie obsluga byla mila i usmiechnieta i mowila po angielsku.

Porcje byly wystarczajace ( a czasami az za…), ladnie wygladajace i przede wszystkim smaczne.

W duzej , ale niestety nie wszedzie, ilosci restauracji i kawiarni mozna dostac normalna kawe, mala i mocna .

Jedna rzecz mnie zdziwila…. ceny niealkoholowych napojow w restauracjach…. Za male butelki  ( 200 ml) wody mineralnej czy Coki, czy Nestea placi sie tyle samo co za 250 ml piwa… najczesciej 5 zl…. A za duze piwo 500 ml placi sie 7 -8 zl…..

Nastolatka ktora zupelnie nie pija alkocholu wypijala za kazdym razem 2 -3 buteleczki wody… co kosztowalo nas wiecej niz nasze duze piwa …???

We Francji w restauracjach ( nawet tych najdrozszych) mozna zawsze poprosic o bezplatna karafke wody  . Wiem ze nie jest tak we wszystkich krajach… ale zeby placic drozej za wode niz za piwo…. to jest jednak pchanie klientow do konsumpcji alkoholu….

Polskie piwo jest doskonale, i z powodu ( jak dla nas, rozpieszczonych naszymi winami francuzow) malego i nie najlepszego wyboru win zapijalismy sie nim z wielka przyjemnoscia.

Pierogow najadlam sie chyba na nastepne 10 lat, ruskich, z kapusta , z jagodami ( to moje naukochansze). Wszedzie doskonale, ogromniaste i duzo lepsze smazone niz gotowane….

Moj i Nastolatka tez mieli duzy wybor, Moj sie zakochal w barszczu… i teraz bede musiala latac na targ po surowe buraki ( a tego u nas nie ma tak duzo).

Nie znalezlismy juz ukochanych wafelkow orzechowych robionych przez Wedla…. Chyba juz nie robia , nie znalezlismy w zadnym sklepie firmowym…, ale na cale szczescie wrocilismy do domu z zapasem Princepolo, ktorych ( sie znaczy o identycznym smaku) nie sposob u nas znalesc.

 W czasie naszego pobytu byla wspaniala sloneczna pogoda i nie mielsmy zbyt duzej ochoty jesc potrw miesnych w sosach , za to najedlismy sie tatarow, i poledwic z rozna ( z wieprzowiny jadamy tylko wedliny) i pstragow. Szkoda ze nie bylo wiecej ryb w kartach, bo my za rybami przepadamy , a wyboru bylo troche mniej.

 Zapomnialam tez zupelnie ze sie wybiera i doplaca dodatki do potraw , u nas najczesciej wszystko jest wliczone w cene .  

 Tylko ciaglemu ruchowi ,zeszlismy i Warszawe, i Krakow, i Tatry prawie we wszystkie strony, nie przytylismy przez te dwa tygodnie… natomiast od przyjazdu jestesmy na diecie "bezalkoholowej"… bo chyba jeszcze nigdy nie wypilam takiej ilosci piwa …. No bo dobre, tanie i goraco bylo…..

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Dla cudoziemcow ( a doszlam do wnioku ze do takich sie  zaliczam, jako ze nigdy jeszcze nie prowadzilam samochodu w Polsce ) drogi polskie i wiekszosc kierowcow polskich sa jakby z innej, nie znanej i bardzo niebezpiecznej planety.

W ciagu moich dwoch podrozy tegorocznych do Polski ( chyba bede miala dosyc na pare lat), dokladnie przejechalam sie droga numer  7.  Od Gdanska do Zakopanego. W wiekszosci w niedziele, kiedy ruch jest ( mam nadzieje) troche mniejszy i spokojniejszy.

Czy jechalam autokarem, czy prywatnym samochodem, zawsze i bez problemow udawalo nam sie jechac w dopuszczonych granicach predkosci, bez jej przekraczania. O ilosci wyprzedzajacych nas samochodow, i to bez zwzgledu na to czy linia byla ciagla, czy nie , nie mowiac juz o podwujnej lini, nawet nie ma co pisac.

Na poczatku Moj sie mnie pytal czy aby na pewno bylo napisane ze dozwolone jest 90 bo tylko my jedziemy tak wolno……. Potem przestal sie pytac….

 

Wyprzedzanie sie samochodow jadacych z naprzeciwka ktore to samochody zmuszaja innych do zjezdzania na pobocze jest sportem typowo polskim.W innych krajach Europy pobocze sluzy do zatrzymywania sie w razie naglej awarii, w Polsce jest ono uzywane jako dodatkowy pas……

 Jesli chodzi o stan drog… to trzeba powiedziec ze jest juz lepiej… to znaczy ze koleiny nie sa na calej trasie tylko na jej polowie…. Moze za nastepne 9 lat juz cala trasa bedzie bez kolein…

Zastanawialismy sie z kad te koleiny… czy z jakosci asfaltu, czy z techniki budowy drog??? Tiry jezdza po calej Europie, ale tylko w Polsce udaje im sie robic az takie koleiny…

Udalo nam sie nawet jechac w tych cholernych koleinach w czasie deszczowej ulewy…. Bylismy chyba tez tylko jedynym samochodem ktory zwolnil…….

 

Nie do zrozumienia sa tez dla nas podwojne szosy ( dwa pasy w kazda strone), ktore nie sa drogami szybkiego ruchu i na ktorych co pare kilometrow sa miasteczka z duza iloscia przejsc dla piezszych….

Osoby ktore przez te drogi przechodza sa dla mnie prawie ze bohaterami narodowymi, tyle im potrzeba odwagi by przez te szosy przejsc.

 

W jednym z tych miasteczek zatrzymalismy sie przed przejsciem by Pan Przechodzacy mogl  sobie spokojnie przejsc, kiedy nagle ( na cale szczescie Pan byl wlasnie przed naszym samochodem) po naszej lewej stronie, smignal nam inny samochod….

Pare ulamkow sekundy i Pan juz by nie zyl….. W ta niedziele mial szczescie……

Dlaczego  nie ma swiatel na tych przejsciach ? Zwykle swiatla z przyciskiem dla piezszych , piezszy naciska, czeka 30 sekund i swiatlo staje sie zielone dla niego i czerwone dla samochodow. Duzo tansze niz robienie specjalnej kladki ( choc to tez jest dobre wyjscie z sytuacji) i duzo bardziej bezpieczne….

Polscy kierowcy nie wiedza tez co to jest podziekowanie  za wpuszczenie  czy za zjechanie na pobocze. Na okolo 20 samochodow ktore przepuscilismy tylko jeden nam podziekowal swiatlami… A przeciez to nie zabiera duzo czasu, ani benzyny…

W dniu kiedy wrocilismy z Zakopanego i  oddalismy samochod do wypozyczalni odetchnelismy sobie duzo spokojniej…

Nie wiem czy zdobedziemy sie jeszcze raz na jazde po polskich drogach…..

piątek, 10 lipca 2009

..tytul wszystko tlumaczy....

Wracam za pare tygodni... albo wczesniej jak mi sie bedzie chcialo ....

piątek, 26 czerwca 2009

Tu  pisalam  dwa lata temu o przyjaciolkach.

Dzis prawie dwa lata pozniej moglabym tylko zmienic  imie ze Szmreczyny na Lipe i tylko pod tym sie podpisac.

Znow spotkanie, po 28 latach   niewidzenia sie, z przyjaciolka z "dawnych lat" . ktore bylo tak cudowne, tak za krotkie i koniecznie do powtorki !!!!

Przez 8 lat szkoly podstawowej  ( i wydaje mi sie ze to juz od razu od pierwszych miesiecy pierwszej klasy) mialysmy nasza "Paczke", bylo nas czasami 5 czasami 6, Stach doszedl do nas pozniej bo doszedl do naszej klasy w 4 klasie ( tak mi sie wydaje…???).

Razem  tworzylysmy na poczatku jakies "kluby pomocy" , razem bawilysmy sie na przerwach i po lekcjach.

Razem wracalysmy ze szkoly godzinami, zatrzymujac sie w sklepiku po drodze i dzielac sie garacym bochenkiem chleba i orenzadami ( kto jeszcze pamieta niezapomniany smak tych orenzad!!!!).

Razem organizowalysmy pierwsze "prywatki" , razem calowalysmy sie z chlopakami zaproszonymi na prywatki grajac w butelke czy listonosza.

Razem spedzalysmy niedzielne popoludnia, u jednej z nas, w kinie, czy na spacerze po naszym parku lub Lazienkach.

W zimie umiawialysmy sie na pobliskie szkolne lodowiska ( a bylo ich sporo), zjezdzalysmy na sankach z Frascati, w lecie i na wiosne robilysmy dlugie rowerowe spacery nad brzegiem Wisly albo do dzialek.

Czasami wyjezdzalysmy razem na wakacje ( no nie wszystkie razem, ale po dwie czy trzy), albo na week-endy.

Wyroslysmy razem, czytalysmy razem, madrzylysmy sie razem i w ogole bylysmy wspanialymi przyjaciolkami. Kazda z nas miala taka przyjaciolke bardziej od serca, jakby siostre, ale wszystkie razem czasami bylysmy ze soba bardziej, a czasami troche mniej, ale zawsze bylysmy razem i w zgodzie, bez rzadnych zazdrosci czy jakis skomplikowanych historii.

W liceum poszlysmy do innych szkol, do innych klas, niekrote z nas troche sie oddalily, z niektorymi widywalysmy sie rzadziej… tak jak w zycie.

Poniewaz kazda z nas miala innych nowych znajomych, Ci nowi znajomi "doczepiali" sie do naszego towarzystwa, dochodzili na nasze balangi ( z prywatek przeszlismy na balangi….  ) na nasze wyjscia do kina czy teatru.

Dzis po 28 latach  okazalo sie ze wlasciwie w przyjazni cos takiego jak uplywajacy czas nie istnieje.

Spedzilismy z Lipa i jej mezem ( z ktorym sa razem od drugiej klasy liceum… sie znaczy ja go tez znam od tego czasu) przecudowne godziny, dyskutujac na najrozniejsze tematy, spoleczne, historyczne, filozoficzne i inne ….iczne.

Moj , ktory przeciez widzial ich na oczy po raz pierwszy "doczepil" sie do nas od razu…

Przeciez kazde z nas przez te 28 lat przezywalo rozne rzeczy, rozne okresy, spadki i uloty… i spotykamy sie nagle i tak jak bysmy nigdy nie stracili kontaktu !!!!

Moze to wlasnie jest  magia prawdziwej przyjazni ?!

Szkoda tylko ze byli tak krotko !!!!!

Mam nadzieje ze spedzimy jeszcze razem wiele cudownych wieczorow!!!!!

PS: ucalowania ogromne dla tych ktore z nami nie byly : Smreczyny, Kaczki, Stacha i Osy.

 

14:54, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (5) »
środa, 24 czerwca 2009

Uprzejmie melduje ze jestem, jestem i nadal zyje......

W piatek  5 czerwca napisalam ze mam za, za za duzo roznych roznosci na glowie no i w nocy z piatku na sobote dostalam jeszcze do tego goraczki, i wirusy mnie zaatakowaly....

Zeby bylo zabawniej po 5 dniach wirusy ustapily miejsca wspanialym bakteriom ktore zajely moje zatoki!!!!

Minelo prawie 3 tygodnie od 5 czerwca a ja dopiero teraz zaczynam powoli ( oj za bardzo powoli jak na mnie) z tych wszystkich chorobst wychodzic.

Dzis wieczor spotkam sie z jedna z moich przyjaciolek ze szkoly podstawowej, jedna z tych ktora byla w naszej paczce , a bylo nas 6 : Siostra, Osa, Kaczka, Stach, Lipa i Pieczara.

Nie widzialysmy sie z Lipa od prawie 30 lat ( no jeszcze nie zupelnie)!!!!

Wspanialy wieczor i przepiekny czwartek w perspektywie !!!!!!

A i jej meza znam bo chodzili ze soba juz razem w liceum (  a chodzilysmy do tego samego... tylko ze do innych klas ), jesli to nie bylo w szkole podstawowej.

Co za przyjemnosc wiedziec ze sa pary ktore trwaja od pierwszego wejrzenia!!!!

 

piątek, 05 czerwca 2009

Za duzo pracy w pracy,

za duzo teatru po pracy,

za duzo roznych roznosci w codziennym zyciu rodzinnym....

Niedlugo bedzie lepiej,

chorzy wyjada na wakacje,

moje warsztaty graja sztuke ( moja pierwsza rezyserka : oj,,,,oj,,,) za tydzien,

Dorosla Corka zda pierwsza czesc matury pod koniec czerwca, na poczatku lipca... nastepny rozdzial za rok....

A moj powrot za pare tygodni, a moze dni...

piątek, 22 maja 2009

Moja Prababcia uciekla z dobrego zydowskiego domu i wyszla za maz za goja .

Mozecie sobie wyobrazic jaka sila charakteru musiala byc moja Prababcia by sprzeciwic sie rodzinie i dac sie "porwac" w gwiazdista noc swemu ukochanemu.

Moja Babunia  nie tylko wychowywala trojke dzieci ale tez prowadzila stancje i gotowala obiady dla ogromnie duzej ilosci osob . Babunia zawsze doskonale widzial czego potrzebowala i dokad darzyla i nikt nie powazyl sie jej na tej  drodze zycia przszkadzac.

Jednym slowem i moja Prababcia i moja Babunia byly kobietami o silnym charakterze, nie bojacymi sie ani odpowiedzialnosci, ani pracy, ani zycia bez mezczyzn ( kiedy owdowialy).

Moja Mama ma w sobie przecudowny cieply i bardzo matczyny charakter. Pracowala cale zycie jako pielegniarka, i jest i byla ta pielegniarka z powolania, taka pielegniarka ktorej zastrzyki nie bola, slowa koja serce a rece ujazmija bol. Od ponad 50 lat jest zona mojego Taty ktorego zycie nie oszczedzilo  i jest jego ukojeniem , jego ostoja. 

Jak widac pochodze z bardzo pieknej lini kobiecej.

W mojej rodzinie my kobiety jestesmy ta silniejsza strona.

Tak juz jest , mimo ze mamy rozne charaktery, to my kobiety, malzonki, matki, z jednej generacji do drugiej jestesmy "strazniczkami" ognia domowego.

 Z przyjemnoscia obserwuje moja corke i widze w niej podobne do moich cechy charakteru. Upor, wytrzymalosc,dojrzenie do wybranego celu i przedewszystkim taka czysto kobieca inteligencje i sile charakteru. 

Tak juz jest ze z Matki , na Corke , nie zdajac sobie z tego sprawy przekazujemy sobie rozne cechy.

Kiedy to robimy , jak ? 

Codziennie, tak po prostu, kiedy najpierw patrzymy na nasza Mame kiedy przebija sie przez codzienne zycie, jego trudnosci i jego smutki, kiedy usmiecha sie do szczescia i do Slonca.

Pewnego dnia z dziewczynki stajemy sie kobieta. Zdajemy sobie sprawe ze tak jestesmy do Niej podobne…. Potem zastanawiamy sie i dochodzimy do wniosku ze pomimo zupelnie innego charakteru w sumie nasza Mama jest bardzo podobna do Naszej Babci a jej Mamy….

Pewnego dnia z kobiety stajemy sie Mama i kiedy pewnego dnia nasza corka z dziewczynki przemienia sie w mloda kobiete…. Widzimy ze i ona jest do nas podobna…. 

Taki kobiecy lanuch, kobieca linia   .

Czasami kiedy nie jestesmy jeszcze dosyc dojrzale moze sie zdarzyc ze bedziemy sie wsciekac ze tak  do Niej jestesmy podobne… ale potem z czasem, czujemy sie dumne z tego ze jestesmy do Niej podobne, i ze Ona jest podobna do swojej Mamy i ze ….. 

Dumna jestem z kobiet ktore zyly przedemna i z duma patrze na mloda kobiete - moja corke i tylko mam nadzieje ze ta kobieca linia bedzie trwac wiecznie.

Dziekî Niebieskeij Nice  za natchnienie.....

piątek, 08 maja 2009

Na poczatku poproszono mnie zebym tlumaczyla ( niby bylo to moje zajecie  w czasie tej podrozy). Tlumaczylam wiec, tlumaczylam… cale 5 minut…. I potem juz nie bylo to tak bardzo konieczne. 

Chodzilo o wspolne, polsko-francuskie, lub francusko-polskie warsztaty teatralne.

Byly one prowadzone przez  N. polska rezyserke i animatorke polskich warsztatow i przez O. naszego ( bo byl tez moim rezyserem w "Savannah bay") rezysera  .

Uczestniczylo w warsztatach mniej wiecej 30 mlodych dziewczyn i chlopcow, w tym pare dziewczyn " nie-aktorek"  ( nasi muzycy).

Rozpoczely sie warsztaty od lekkiego "rozgrzania" ( po francusku rechauffement) : czyli  cwiczen zeby lepiej sie poznac i  przelamac bariery  niesmialosci ( bo aktorzy sa w glebi ducha bardzo niesmiali, tylko ze tak nad  ta niesmialoscia pracuja ze jej sie nie widzi…. Ale wierzcie mi ze to z  powodu niesmialosci rzucamy sie w wir teatru…) .

Zwykle chodzenie po sali, zajmowanie calej przestrzeni, na sygnal zatrzymywanie sie, dotykanie najblizszej osoby roznymi czesciami ciala ( nos, czolo, pupa, kolano, etc) , na sygnal dotykanie jak najwiekszej ilosci osob etc.

Bardzo fajnym cwiczeniem byl "materac smiechu" : czyli turlanie sie po "materacu" zrobionym z scisle ulozonych cial kolegow.

Potem byly cwiczenia glosowe, liczenie, glosne , ciche, w kazdym jezyku, razem, pojedynczo.

"Spiew"  w paru grupach, chodzac po sali, bez slow, tylko  roznymi dzwiekami tworzac wspolna melodie, zwiekszajac, zmniejszajac natezenie etc.

Wszystkie te cwiczenia pozwolily mlodziezy lepiej sie poznac, miec pierwsze " fizyczne" kontakty z innymi, zaczac pracowac w grupach, probowac  stworzyc jedna zlaczona grupe.

Potem byly cwiczenia  zaufania :" marionettki, "rzezbiarze", " "niewidomi".  

Potem emocje:  radosc, smutek, strach, pozadanie, zlosc  i zwiazane z nimi pierwsze improwizacje. 

Mlodziez rozgrzana pierwszymi improwizacjami, potem "rzucala sie" na inne propozycje improwizacji.

Mielismy razem miec te warszaty przez 2 i pol godziny, wyszly 3 godziny i " poprawka" wieczorem, po wpolnej kolacji u nas w osrodku wczasowym. 

Ja jako tlumaczka pracowalam pare pierwszych minut, ale bardzo predko, juz prawie nic nie musialam tlumaczyc, bo kazdy pierwszy pokaz cwiczenia natychmiastowo byl przez druga strone zrozumiany i wykonywany. 

Nasi rezyserzy, ktorzy w pierwszych minutach tez byli lekko ( w stosunku do siebie) niesmali, bardzo szybko sie ze soba "zgrali" i rzucali ciekawe pomysly. 

Siedzac obok nich ( bo a nuz trzeba cos przetlumaczyc) az pialam z zachwytu … i jesli by mi byli tylko pozwolili to bym poleciala razem z mlodzieza robic te wszystkie cwiczenia… niestety… nie pozwolili.

Odbilam sobie wieczorem, bo po kolacji, na "wieczornicy"  polsko-francuskiej, lub francusko-polskiej, mlodziez zostala podzielona na grupy.

W kazdej grupie byli i francuzi i polacy… ale ostala sie jedna grupa bez polakow…. No i zaproponowalam ze sobie tam wejde jako polka ( ze nie jestem mlodzieza… to sobie zapomnieli) no i udalo nam sie… zrobilismy pare fajnych improwizacji… no  i ja "gralam" po polsku …. 

Ah, na te wspomnienia…. az lezka mi sie w oku kreci …… 

16:49, sawicka02 , Pasja
Link Komentarze (3) »
czwartek, 07 maja 2009

Dzis Nastolatka przemienia sie z nastolatki na mloda dorosla kobiete.

Dzis moja ukochana corka konczy 18 lat.

Dzis czuje sie dziwnie, bo wydaje mi sie ze moje 18 lat to bylo wczoraj. To przeciez wczoraj w wieku lat 18 przyjechalam tutaj... i juz nie wrocilam... i opuscilam dom rodzicow... i zaczelam dorosle, zdane tylko na swoje sily zycie....

Moja najukochansza, badz nadal taka jaka jestes, madra, dorosla, dojrzala emocjonalnie, lekko "zwariowana" ... bys mogla w zyciu zrealizowac to co chcesz, to co kochasz, bys byla jak najwiecej otoczona przez madre i kochajace Cie osoby , by kazdy dzien byl sloneczny, by lzy przynosily Ci ukojenie, by smiech byl codzienny, by zycie bylo ciekawe ...

Kochajaca Cie zawsze Mama...

11:31, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27