O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS

Tak ogolnie

czwartek, 01 kwietnia 2010

Nie pisze , bo nie mam czasu.

Pracy duzo, przynajmniej czas leci cholernie szybko.

Teatru duzo, przynajmniej mam duzo przyjemnosci, nawet jesli zabiera mi to duzo czasu.

Duzo pogaduszek rodzinnych z Moim i z Nastolatka, przynajmniej mamy silna wiez rodzinna.

Dzis padal rano snieg... nic nie szkodzi wiosna i tak juz blisko.

Przedemna dlugi 4 dniowy week-end, bo w Szwajcarii ( gdzie pracuje) piatek przedwielkanocny jest wolny.

W planach spacery rodzinne, uczenie sie tekstu, zajecie sie troche ogrodkiem-tarasem no  i troche domem.

Na cale szczescie nie ma zadnych programow na wielkie wyzerki, raczej salaty, rzodkiewki, szparagi , karczochy czyli wiosenne jedzonko !!!! no i pierwsze francuskie ( poludniowe) truskawki ( hiszpanskich nigdy nie kupuje, sa bez smaku i pelne wody).

W sumie nie jest tak zle, jest nawet dobrze, nawet bardzo dobrze.

Czego i Wam zycze....

 

piątek, 12 lutego 2010

Powinnam:

uczyc sie tekstu nowej sztuki nazwijmy ja " Czekolada",

popracowac nad rezyserka "Serenady" Mrozka ktora beda grali moi "podopieczni" z warsztatow,

napisac list do Cioci Danusi, jej maz zmarl pare dni teu

napisac list i wyslac zdjecia do moich ukochanych Gazdow w Bialce, ktorych odwiedzilismy tego lata ( po prawie 30 letnim niewidzeniu sie),

napisac list do Colette, przyjacilki ktora po 30 latch zycia w genewie wrocila do swojej francuskojezycznej Kanady,

zadzwonic do Lipy i/albo Kaczki, bo mam ochote z nimi pogadac,

zrobic wreszcie porzadek w garazu,

zrobic porzadek w papierach

zrobic…

napisac…

pomyslec…

 

Nie chce mi sie , nie mam czasu, nie mam motywacji czyli "J'ai pas la motive…" jakby powiedziala moja corka.

Za oknami domu caly czas jest bialo i bialo, nawet mam dosyc chodzenia ( a raczej wpadania w snieg po kolana i to w rakietach…) po lasach i polach z Panem Psem, ktory tez ma dosyc chodzenia ciagle w duzo zaduzej ilosci sniegu….

 

Jesli bym mogla to bym sobie rozpalila ogien w kominku, owinela sie szalem i czytala, czytala i ogladala filmy na Canal+.

 

W poniedzialek mialam warsztaty, we wtorek wpadla znajoma, w srode wrocilam pozno z pracy , wczoraj pracowalysmy nad "Czekolada", dzis przyjmujemy teatr niepelnosprawnych psychicznie, jutro robie swiatla w sztuce mojej przyjaciolki, w niedziele jest 14 lutego, w poniedzialek idziemy na narty, we wtorek tez, a wsrode koniec przedluzonego week-end'u i znowu duzo pracy….. 

Lubie narzekac… i chyba bardziej lubie narzekac kiedy mam za duzo rzeczy do robienia niz kiedy mi sie nudzi.

Nudy NAPRAWDE nie lubie….

Czyli wlasciwie wszystko jest w porzadku….

czwartek, 22 października 2009

Chcialam pisac na temat polityki francuskiej. Na temat wywozenia do Afganistanu uchodzcow afganskich ktorym udalo sie dostac az do Europy, do Francji .

Ale chyba nie chce mi sie. Po prostu rece mi opadaja.

Argument uzywany przez nasz francuski rzad : "Osoby ktore nie maja oficjalnych papierow pozwalajacych na pobyt we Francji, musza wracac do ich kraju".

To samo mowili w latach 40 szwajcarzy przezucajac na druga strone ( niemiecka, i francuska) uciekajacych zydow.

Bez komentarza.

 

środa, 09 września 2009

Irene urodzila sie w Szwajcarii, w kantonie Valais, mowi z genewskim akcentem i uwaza sie za portugalke ( mowi zreszta po portugalsku, jej dzieci tez, i ma dwa paszporty). Tete z Kongo, mowi afrykanskim akcentem ze juz jest szwajcarka i denerwuje ja ze musi gotowac dla jej meza , kiedy wraca z misji ONZ’owskich afrykanskie posilki.

Carmencita , mimi bardzo hiszpanskiego imienia jest filipinka i mowi z mocnym akcentem  ze az czasami trudna ja zrozumiec.

Paolo mowi z przepieknym bardzo lekkim akcentem wloskim i zachowuje sie jak rodowity genewczyk.

Jean-Paul mieszka we Francji, z jego urodzona w Belgii zona robia zakupy w Genewie i marza o bliskiej przeprowadzce do ojczystej ziemi Jean-Paul’a czyli Bretani. Jean-Paul jako rodowity bretonczyk mowi oczywiscie po Bretonsku, i zapytany jekiej jest narodowosci mowi ze najpierw jest bretonczykiem, a dopiero potem francuzem.

Gloria jezdzi co dwa lata do rodzicow de Boliwi, mieszka we Francji i tak jak ja pracuje w Szwajcarii.

Chantal ma cudowny akcent paryski, jakby wyjety z flimu „Hotel du nord” z Arletty. Nicole czuje sie pol bretonka ( z urodzenia) i pol sabaudka ( przez meza ktory nie jest w stanie pouscic swoje ukochane Alpy na dluzej niz 2 tygodnie).

Marie urodzila sie w Genewie i jest bardzo dumna ze swoich gruyerskich korzeni,  i takze z sera ( Gruyer’a) i ich baaaardzo tlustej ( i baaardzo dobrej) smietany.

Anna urodzila sie w Genewie, ale trzy tygodnie urzadzila swoj slub w Hiszpani, z kad pochodzi i ona i jej ( tez urodzony w Genewie) maz.

Helene, urodzila sie w Brukseli, ma przepiekne skosne oczy po swoim wietnamskim ojcu i pracuje w Genewie.

Pascale urodzila sie w Paryzu ale ma sie wrazenie ze nigdy nie wyjechala ze Szwajcarii, tak blisko jest z nia zwiazana.

Sonia mimo 40 lat spedzonych w Genewie, ma swoj spiewajacy brazylijski akcent kiedy zwraca sie do swojego francuskiego , rodem z Normandii meza.

Toni i Alex mowia miedzy soba po szwajcarsku-niemiecku... czyli jednak w Genewie dosyc rzadko uzywanym jezykiem.

Nils mimo szwedzkiego imienia jest szwajcarem mowiacym (po mamie) po polsku.

Salim jest wlasnie na wakacjach u siebie w Algerii, tam lepiej „zyje” sie codzienny Ramadan, i pewnie odwiedza szpital w ktorym zacznie pracowac za rok czy dwa po powrocie do ojczyzny.

Fred za rok, po 6 latach spedzonych tutaj wroci do swojego afrykanskiego kraju i bedzie wielkim profesorem medycyny, uczacym innych tego co nauczyl sie u nas.

Sawicka mowi z polskim akcentem, czuje sie francuska, ale ma tez papiery szwajcarskie i kiedy mowi „ u mnie” nigdy nie wiadomo o ktorym kraju mowi....

To tylko czesc kalejdoscopu w mojej pracy, w mojej malej poliklinice. 

W calym szpitalu jest nas okolo 8000....

I to w Genewie jest najciekawsze....ludzki  kalejdoskop.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Dla cudoziemcow ( a doszlam do wnioku ze do takich sie  zaliczam, jako ze nigdy jeszcze nie prowadzilam samochodu w Polsce ) drogi polskie i wiekszosc kierowcow polskich sa jakby z innej, nie znanej i bardzo niebezpiecznej planety.

W ciagu moich dwoch podrozy tegorocznych do Polski ( chyba bede miala dosyc na pare lat), dokladnie przejechalam sie droga numer  7.  Od Gdanska do Zakopanego. W wiekszosci w niedziele, kiedy ruch jest ( mam nadzieje) troche mniejszy i spokojniejszy.

Czy jechalam autokarem, czy prywatnym samochodem, zawsze i bez problemow udawalo nam sie jechac w dopuszczonych granicach predkosci, bez jej przekraczania. O ilosci wyprzedzajacych nas samochodow, i to bez zwzgledu na to czy linia byla ciagla, czy nie , nie mowiac juz o podwujnej lini, nawet nie ma co pisac.

Na poczatku Moj sie mnie pytal czy aby na pewno bylo napisane ze dozwolone jest 90 bo tylko my jedziemy tak wolno……. Potem przestal sie pytac….

 

Wyprzedzanie sie samochodow jadacych z naprzeciwka ktore to samochody zmuszaja innych do zjezdzania na pobocze jest sportem typowo polskim.W innych krajach Europy pobocze sluzy do zatrzymywania sie w razie naglej awarii, w Polsce jest ono uzywane jako dodatkowy pas……

 Jesli chodzi o stan drog… to trzeba powiedziec ze jest juz lepiej… to znaczy ze koleiny nie sa na calej trasie tylko na jej polowie…. Moze za nastepne 9 lat juz cala trasa bedzie bez kolein…

Zastanawialismy sie z kad te koleiny… czy z jakosci asfaltu, czy z techniki budowy drog??? Tiry jezdza po calej Europie, ale tylko w Polsce udaje im sie robic az takie koleiny…

Udalo nam sie nawet jechac w tych cholernych koleinach w czasie deszczowej ulewy…. Bylismy chyba tez tylko jedynym samochodem ktory zwolnil…….

 

Nie do zrozumienia sa tez dla nas podwojne szosy ( dwa pasy w kazda strone), ktore nie sa drogami szybkiego ruchu i na ktorych co pare kilometrow sa miasteczka z duza iloscia przejsc dla piezszych….

Osoby ktore przez te drogi przechodza sa dla mnie prawie ze bohaterami narodowymi, tyle im potrzeba odwagi by przez te szosy przejsc.

 

W jednym z tych miasteczek zatrzymalismy sie przed przejsciem by Pan Przechodzacy mogl  sobie spokojnie przejsc, kiedy nagle ( na cale szczescie Pan byl wlasnie przed naszym samochodem) po naszej lewej stronie, smignal nam inny samochod….

Pare ulamkow sekundy i Pan juz by nie zyl….. W ta niedziele mial szczescie……

Dlaczego  nie ma swiatel na tych przejsciach ? Zwykle swiatla z przyciskiem dla piezszych , piezszy naciska, czeka 30 sekund i swiatlo staje sie zielone dla niego i czerwone dla samochodow. Duzo tansze niz robienie specjalnej kladki ( choc to tez jest dobre wyjscie z sytuacji) i duzo bardziej bezpieczne….

Polscy kierowcy nie wiedza tez co to jest podziekowanie  za wpuszczenie  czy za zjechanie na pobocze. Na okolo 20 samochodow ktore przepuscilismy tylko jeden nam podziekowal swiatlami… A przeciez to nie zabiera duzo czasu, ani benzyny…

W dniu kiedy wrocilismy z Zakopanego i  oddalismy samochod do wypozyczalni odetchnelismy sobie duzo spokojniej…

Nie wiem czy zdobedziemy sie jeszcze raz na jazde po polskich drogach…..

piątek, 10 lipca 2009

..tytul wszystko tlumaczy....

Wracam za pare tygodni... albo wczesniej jak mi sie bedzie chcialo ....

środa, 24 czerwca 2009

Uprzejmie melduje ze jestem, jestem i nadal zyje......

W piatek  5 czerwca napisalam ze mam za, za za duzo roznych roznosci na glowie no i w nocy z piatku na sobote dostalam jeszcze do tego goraczki, i wirusy mnie zaatakowaly....

Zeby bylo zabawniej po 5 dniach wirusy ustapily miejsca wspanialym bakteriom ktore zajely moje zatoki!!!!

Minelo prawie 3 tygodnie od 5 czerwca a ja dopiero teraz zaczynam powoli ( oj za bardzo powoli jak na mnie) z tych wszystkich chorobst wychodzic.

Dzis wieczor spotkam sie z jedna z moich przyjaciolek ze szkoly podstawowej, jedna z tych ktora byla w naszej paczce , a bylo nas 6 : Siostra, Osa, Kaczka, Stach, Lipa i Pieczara.

Nie widzialysmy sie z Lipa od prawie 30 lat ( no jeszcze nie zupelnie)!!!!

Wspanialy wieczor i przepiekny czwartek w perspektywie !!!!!!

A i jej meza znam bo chodzili ze soba juz razem w liceum (  a chodzilysmy do tego samego... tylko ze do innych klas ), jesli to nie bylo w szkole podstawowej.

Co za przyjemnosc wiedziec ze sa pary ktore trwaja od pierwszego wejrzenia!!!!

 

piątek, 05 czerwca 2009

Za duzo pracy w pracy,

za duzo teatru po pracy,

za duzo roznych roznosci w codziennym zyciu rodzinnym....

Niedlugo bedzie lepiej,

chorzy wyjada na wakacje,

moje warsztaty graja sztuke ( moja pierwsza rezyserka : oj,,,,oj,,,) za tydzien,

Dorosla Corka zda pierwsza czesc matury pod koniec czerwca, na poczatku lipca... nastepny rozdzial za rok....

A moj powrot za pare tygodni, a moze dni...

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

W ramach naszej wymiany teatralnej, w jednym ze zwiedzanych miast  mielismy  dluga debate na temat "Rola kobiet w terazniejszym zyciu".

Debata ta byla przygotowana przez nasze dwie mlode i bardzo fajne "wychowawczynie"  : A. i C. ktore maja okolo 22 - 24 lat i  same 4 lata temu byly na podobnej wymianie teatralnej. Maja tez dziewczyny wspaniale podejscie do mlodziezy .

W debacie uszestniczyli mlodzi z Francji i z Polski. Na sali znajdowalo sie  5 osob doroslych : A i C  jako organizatorki debaty, O. ktory robil zdjecia, Ch. w roli sekretarki i Sawicka jako tlumaczka.

Chodzilo o to zeby mlodziez czula sie swobodnie  i mogla  rozmawiac na wszystkie temty czujac sie wolna.

Debata byla podzielona na dwie czesci, pierwsza : jak wyobrazacie sobie dany temat w innym kraju ( polacy we Francji, a francuzi w Polsce), druga: jak naprawde dzieje sie w waszym kraju. 

Aby debata byla ciekawa i interesujaca, dziewczyny podzielily kazda strone na 6 group, kazda grupa dostala temat np: "Rola kobiet w pracy", "Kobiety i antykoncepcja" , " Kobiety i zycie spoleczne", "Kobiaty w polityce" " Kobiety i religie", etc.Na ten temat trzaba bylo pokazac mala scenka - improwizacja, lub  jesli nie starczalo wyobrazni na improwizacje  powiedziec pare zdan.

Oczywiscie wiekszosc wybrala improwizacje. W czasie pierwszych 5 minut przygotowania , z polskiej strony ( ktora pewnie pierwszy raz brala udzial w tego rodzaju " aktywnej" debacie  )  padaly czasami pytania, "Ale czy tak mozna, czy francuzi sie nie obraza , nie chcemy zeby ich "zranic""… ale po moich zapewnieniach ze im ostrzej tym lepiej, i ze wlasnie trzeba sie opierac na stereotypach… przygotowali tak jak i francuska mlodziez bardzo ciekawe scenki. 

W tej pierwszej czesci, chodzilo tylko o zorientowanie sie kto, co mysli o nieznanym kraju, i jak kazda strona wyobraza sobie co sie dzieje u innych.  Nie bylo, wiec dyskusji po scenkach. I scenki nie musialy byc grane jedne po drugiej na ten sam temat. 

W drugiej czesci po kazdym temacie ( granym przej jedna  i druga strone) byla wymiana zdan, pytan, na ten wlasnie temat. "Co was zaskoczylo, zdziwilo?" " Co myslicie?" etc. 

Pytania padaly nie koniecznie "z drugiej" strony, bo np. inne osoby z "tej samej" strony nie zgadzaly sie z zagrana przez ich kolegow scenka i uwazaly ze jest ona np. nieprawdziwa, za bardzo karykaturalna albo za malo "ostra".

Byly oczywiscie pytania  a jak jest naprawde u Was, czy tak samo jak u nas etc. 

Nie opisze dzis wszystkich debat, bo byly one tak bogate, tak interesujace, ze zajeloby mi to za duzo czasu, ale postaram sie w najblizszych tygodniach opisac je wszystkie. 

Po skonczonej debacie mlodziez zalowala ze trwala ona tak krotko ( tylko 3 godziny), ale chwalilaze  pozwolila ona w bardzo krotkim czasie duzo lepiej sie poznac, i zachecila ona obie strony do zadawania prawdziwych interesujacych pytan. 

"Kobiety i srodki antykoncepcyjne"

Scena polska : W aptece.

Mlody czlowiek prosi szepcac o prezerwatywy.

Pani magister glosnym glosem " Co Pan chce ?"

Mlody czlowiek caly czas szeptem "Prezerwatywy"

Pani magister bardzo glosna , na cala apteke: " Prezerwatywy??? Wstydu nie masz?"

Czekajacy tlum " Co za wstyd !?!?"

Wchodzi mloda dziewczyny z duzym brzuchem : " Mnie pare miesiecy temu tez nie chcieli sprzedac…." 

Scena francuska: W aptece.

Wchodzi mloda para: "Czy moglaby Pani nam doradzic. Chcemy sie kochac po raz pierwszy ( po francusku " faire l'amour" czyli " robic milosc") i nie wiemy jak sie chronic."

Pani magister: " Pierwsza rzecz prezerwatywy: jaki chcecie kolor, jakie smaki ? Poniewaz to pierwszy raz to dam Wam w prezencie dwa opakowania. Po tem trzeba pomyslec o piglukach: dam ci tez na probe dwie rozne. Tutaj tez w prezencie "pigulka jutra" . I koniecznie nie zapomnijcie o badaniach na AIDS."

Mloda par wychodzi z apteki obladowana broszurami .  

Potem zaczela sie dyskusja. Padlo pare pytan na temat " wychowania seksualnego".

Dowiedzielismy sie ze we Francji lekcje wychowania seksualnego  -éducation sexuelle- sa dawane w pierwszej klasie gimnazjum  czyli w wieku 12 -13 lat, pare tygodni pod rzad po 2 godziny. Jest rozmowa na tematy roznic fizjologicznych, a potem na temat roznych srodkow antykoncepcyjnych: pigulek, diafragm, pigulek jutra . Oczywiscie duzo sie mowi o prezerwatywach , o AIDS i innych chorobach wenerycznych  Jest tez pokaz ubierania banana w prezerwatywe.

W Polsce mlodziez licealna mowila nam o godzinie  spedzonej z pania psycholog i o jej zazenowaniu w trakcie poruszania tego tematu.  

Po paru minutach dyskusji  jedna z francuzek spytala sie " A co sadzicie o aborcji?". 

Jedna z Polek : " Ja jestem przeciw.  Trzeba byc odpowiedzialnym za swe czyny ." 

Francuska: " A jesli nie mozesz wychowc dziecka ? Jesli jestes za mloda? Jesli jestes na studiach i nie masz z czego utrzymac dziecka?" 

Polka. " To proste. Oddaje sie dziecko do domu dziecka. Tyle jest malzenstwe ktore nie maja dzieci." 

Francuska: "Tak .Trzeba byc odpowiedzialnym za swoje czyny. Jesli nie ma sie warunkow na wychowanie i utrzymanie dziecka, to powinno sie zastosowac aborcje". 

Inna Polka: " Ja jestem za. Ale koniecznie musi byc przeprowadzona rozmowa z kims, np. psychologiem przed aborcja". 

Francuska: " U nas rozmowa z psychologiem jest obowiazkowa przed aborcja". 

Polka: " A we Francji aborcja jest dozwolona?". 

Francuska : "Tak. Do 12 tygodnia ciazy, po rozmowie z psychologiem. Mozna tez dokonac aborcji w specyficznych warunkach po 12 tygodniach kiedy istnieje zagrozenie zycia matki" .

Niestety musielismy tu zatrzymac interesujaca dyskusje bo nie mielismy juz czasu. 

Komentarz Sawickiej. 

Jako osoba dorosla i tlumacz nie mialam prawa uczestniczyc w dyskusji, bo byla to dyskusja mlodziezy a nie doroslych.  A tu i teraz u mnie to sobie moge napisac co mysle.

Ciekawe ze kazda strona uwaza ze jest sie odpowiedzialnym za swoje czyny.

Dla francuzow nie do pojecia jest zeby urodzic dziecko i oddac go do domu dziecka, bo jest to brak odpowiedzialnosci .

Dla polakow nie do pomyslenia jest zeby usunas plod z ciala kobiety bo jest to brak odpowiedzialnosci.Kazdy narod widzi swoja odpowiedzialnosc w inny sposob.

Dla mnie podjecie decyzji zeby urodzic dziecko, lub zeby abortowac jest bardzo trudna dla kazdej kobiety. W kazdym wypadku ta decyzja nosi ze soba ciezkie konsekwensje.

Jestem za wolnoscia kobiet i za wolnym wyborem, czyli za aborcja.

I zanim ma dojsc do aborcji to przedewszystkim jestem za srodkami antykoncepcyjnami i za uswiadamianiem spolecznosci i przedewszystkim mlodziezy jak , po co i dlaczego nalezy sie kochac bezpiecznie !!!!

Wole aborcje niz oddanie dziecka do domu dziecka. 

Szkoda ze nie mielismy czasu na dyskusje o zaplodnieniu "in-vitro"……

piątek, 24 kwietnia 2009

Przez pierwszy tydzien bylismy na Pomozu, gdzie z ogromna przyjemnoscia pokazywalam moim franuzom prawdziwie polskie krajobrazy.

Rownine, rownine i jeszcze raz rownine , ogromne polacie pol, wierzby na polach, stada  pasacych sie saren.

Zbieralismy bursztyn nad brzegiem Baltyku. Dziwilismy sie ze u nas kiedy sie patrzy na tak spokojne morze  ( czyli morze srodziemne) to wie sie ze po drugiej stronie horyzontu jest Afryka… a tu za horyzontem jest jeszcze bardziej zimno i polnocnie….. 

Dziwilismy sie ze stare miasta nie sa prawdziwymi starymi miastami , bo i Gdansk i Warszawa zostaly odbudowane. We Francji , ktora byla duzo mniej zniszczona niz Polska w czasie II wojny swiatowej nie odbudowano zniszczonych "starych miast" , na ich miejscu wydudowano nie koniecznie piekne "nowe miasta" . 

Tlumaczylam moim francuzom ze Hitler postawil polakow dosyc nisko jesli chodzi o ich "wartosc" , bo byli zaraz po "Zydach, chorych umyslowo, i homoseksualistach", i ze   oboz w Sztutowie zostal wybudowany zeby zgladzic ludnosc polska, i wszystko jedno jaka byla ich wiara. 

Uczylam ich jak sie pije wodke po polsku, zagryzajac doskonalymi wedlinami i ogoreczkami malosolnymi. 

Z wielka przyjemnoscia wszyscy przeszlismy na polski sposob jedzenia, ze sniadaniami pelnymi wedlin, past rybnych i salatek, my  ktorzy rano pijemy tylko kawe i zajadamy rogaliki z konfiturami.Zajadalismy sie codziennymi pysznymi zupami i panierowanym miesem lub panierowana ryba. My ktorzy jadamy zadko zupy u wolimy krwiste kawalki doskonalej wolowiny. 

Wsciekalismy sie  kiedy wieczorem szlismy na piwko, ze  musielismy go pic w naseczonych papierosami knajpach. Wychodzilismy z nich z zalzawionymi oczami. Tylko jeden z nas ( na 8 doroslych)  byl z tych palacych knajp zadowolony. 

Smiesznie nam bylo kiedy w Gorach Swietokrzyskich ich mieszkancy bardzo dumnie ( i slusznie ze dumni byli bo jest to piekna okolica) mowili nam ze najwzszy punkt ma ponad 600 m, kiedy my mieszkamy najczesciej wyzej. 

Smieli sie ze mnie moi francuzi kiedy im mowilam ze Wisla jest moja…. I ze wszedzie plynie gdzie tylko bylismy… na Pomorzu, w Warszawie, w Krakowie. 

Z ogromna przyjemnosci czekalismy az Smok zionie ogniem by uchwycic ten moment na zdjeciach. 

Z nie mniej wielka przyjemnoscia nasza mlodziez w podziekowaniu za doskonaly obiad w restauraji w Gdansku ( pierogi ruskie i z kapusta) zaspiewali piosenki z naszej sztuki , budzac admiracje kucharzy i zagubionej w restauracji pary turystow niemieckich.   

Oprucz paru pan ekspedientek w paru sklepach spozywczych ktore zwracaly sie do mnie jak za dawnych PRL-owskich czasow ( moi francuzi tego az tak nie zauwazyli bo to ja gadalam po polsku) wszyscy byli dla nas bardzo mili, usmiechnieci i zeczliwi. Zwlaszcze kiedy przechodzilam z francuskiego na polski i rozumieli ze nie musza sie meczyc mowiac innym jezykiem.

Dobrze nam bylo.

Dobrze mi bylo.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13