O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze

Amour

piątek, 26 czerwca 2009

Tu  pisalam  dwa lata temu o przyjaciolkach.

Dzis prawie dwa lata pozniej moglabym tylko zmienic  imie ze Szmreczyny na Lipe i tylko pod tym sie podpisac.

Znow spotkanie, po 28 latach   niewidzenia sie, z przyjaciolka z "dawnych lat" . ktore bylo tak cudowne, tak za krotkie i koniecznie do powtorki !!!!

Przez 8 lat szkoly podstawowej  ( i wydaje mi sie ze to juz od razu od pierwszych miesiecy pierwszej klasy) mialysmy nasza "Paczke", bylo nas czasami 5 czasami 6, Stach doszedl do nas pozniej bo doszedl do naszej klasy w 4 klasie ( tak mi sie wydaje…???).

Razem  tworzylysmy na poczatku jakies "kluby pomocy" , razem bawilysmy sie na przerwach i po lekcjach.

Razem wracalysmy ze szkoly godzinami, zatrzymujac sie w sklepiku po drodze i dzielac sie garacym bochenkiem chleba i orenzadami ( kto jeszcze pamieta niezapomniany smak tych orenzad!!!!).

Razem organizowalysmy pierwsze "prywatki" , razem calowalysmy sie z chlopakami zaproszonymi na prywatki grajac w butelke czy listonosza.

Razem spedzalysmy niedzielne popoludnia, u jednej z nas, w kinie, czy na spacerze po naszym parku lub Lazienkach.

W zimie umiawialysmy sie na pobliskie szkolne lodowiska ( a bylo ich sporo), zjezdzalysmy na sankach z Frascati, w lecie i na wiosne robilysmy dlugie rowerowe spacery nad brzegiem Wisly albo do dzialek.

Czasami wyjezdzalysmy razem na wakacje ( no nie wszystkie razem, ale po dwie czy trzy), albo na week-endy.

Wyroslysmy razem, czytalysmy razem, madrzylysmy sie razem i w ogole bylysmy wspanialymi przyjaciolkami. Kazda z nas miala taka przyjaciolke bardziej od serca, jakby siostre, ale wszystkie razem czasami bylysmy ze soba bardziej, a czasami troche mniej, ale zawsze bylysmy razem i w zgodzie, bez rzadnych zazdrosci czy jakis skomplikowanych historii.

W liceum poszlysmy do innych szkol, do innych klas, niekrote z nas troche sie oddalily, z niektorymi widywalysmy sie rzadziej… tak jak w zycie.

Poniewaz kazda z nas miala innych nowych znajomych, Ci nowi znajomi "doczepiali" sie do naszego towarzystwa, dochodzili na nasze balangi ( z prywatek przeszlismy na balangi….  ) na nasze wyjscia do kina czy teatru.

Dzis po 28 latach  okazalo sie ze wlasciwie w przyjazni cos takiego jak uplywajacy czas nie istnieje.

Spedzilismy z Lipa i jej mezem ( z ktorym sa razem od drugiej klasy liceum… sie znaczy ja go tez znam od tego czasu) przecudowne godziny, dyskutujac na najrozniejsze tematy, spoleczne, historyczne, filozoficzne i inne ….iczne.

Moj , ktory przeciez widzial ich na oczy po raz pierwszy "doczepil" sie do nas od razu…

Przeciez kazde z nas przez te 28 lat przezywalo rozne rzeczy, rozne okresy, spadki i uloty… i spotykamy sie nagle i tak jak bysmy nigdy nie stracili kontaktu !!!!

Moze to wlasnie jest  magia prawdziwej przyjazni ?!

Szkoda tylko ze byli tak krotko !!!!!

Mam nadzieje ze spedzimy jeszcze razem wiele cudownych wieczorow!!!!!

PS: ucalowania ogromne dla tych ktore z nami nie byly : Smreczyny, Kaczki, Stacha i Osy.

 

14:54, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 maja 2009

Dzis Nastolatka przemienia sie z nastolatki na mloda dorosla kobiete.

Dzis moja ukochana corka konczy 18 lat.

Dzis czuje sie dziwnie, bo wydaje mi sie ze moje 18 lat to bylo wczoraj. To przeciez wczoraj w wieku lat 18 przyjechalam tutaj... i juz nie wrocilam... i opuscilam dom rodzicow... i zaczelam dorosle, zdane tylko na swoje sily zycie....

Moja najukochansza, badz nadal taka jaka jestes, madra, dorosla, dojrzala emocjonalnie, lekko "zwariowana" ... bys mogla w zyciu zrealizowac to co chcesz, to co kochasz, bys byla jak najwiecej otoczona przez madre i kochajace Cie osoby , by kazdy dzien byl sloneczny, by lzy przynosily Ci ukojenie, by smiech byl codzienny, by zycie bylo ciekawe ...

Kochajaca Cie zawsze Mama...

11:31, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 października 2008

Jestem na wakacjach.

Jutro po raz pierwszy od bardzo bardzo dawna wyjazd we dwojke : Moj i ja .

Kiedy poznalismy sie 22 lata temu z Moim , co wakacje bylismy we trojke, bo byl z nami Syn Mojego.

Potem doszla Nastolatka ktora dzieckiem najpierw byla...

Z braku dziadkow ( moi rodzice daleko, a Matka Mojego do opiekowania sie wnuczka zupenie nie umiejetna, Tata Mojego zmarl ( po "dlugiej chorobie") kiedy jego wnuczka wlasnie nauczyla sie chodzic ) nie moglismy sobie byli pozwolic na week- end'owe eskapady, maly wieczor od czasu do czasu....

Jutro wiec tylko ja i On .... na cale trzy dni do Turynu....

Nastolatka bardzo bardzo zadowolona , ma chate przez trzy dni dla siebie i kolezanek....

My tez zadowoleni ze sie Panem Psem zajmie.....

 .... i znow jestesmy tylko para.... a nie tylko rodzicami.....

11:46, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (4) »
czwartek, 06 marca 2008

Wydaje mi sie ostatnio ze zbyt duzo , wspanialych ludzi i zarazem artystow odchodzi od nas:

Dzis Gustaw Holubek w Polsce.

Niedawno Michel Serraut we Francji.

Pare miesiecy temu Bejart w Szwajcarii.

Nikt ich nie moze zastapic, bo nie mozna zastapic pracy tworczej artystow....

Zostaja nam tylko wspomnienia.......

Jestem calym sercem z tymi ktorzy dobrze znali Pana Professora Holubka i ktorzy sa bardzo bliscy mojemu sercu.

13:50, sawicka02 , Amour
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 września 2007

Po przeczytaniu u Niki:

refleksje na temat malzenstwa i milosci moga byc bardzo roznorodne i bardzo dlugie i skomplikowane.

Jesli ktos chcialby znalesc na to pytanie " Jak kochac przez cale zycie?" tylko jedna jedyna odpowiedz, ta wlasnie ktora pozwal miec "klucz" do szczescia.... nigdy jej nie znajdzie.

Ja moge odpowiedziec tylko za siebie, odkryc skrawek mojej recepty na malzenstwo.

Malzenstwo jest duzo trudniejsze niz suflet.

To tak jak by robilo sie codziennie tysiece sufletow.

Za kazdym razem trzeba dobrze dobrac skladniki, zastanowic sie czy rozne smaki sie ze soba nie "gryza", potem z duza cierpliwoscia wszystko wymieszac, nie zwracajac uwagi na "niepotrzebne chalasy z zewnarz".

Potem wstawic suflet do dobrze juz nagrzanego ( czyli przygotowanego od dawna) piecyka.

Potem, kiedy juz sie mysli ze suflet jest prawie gotowy i tylko trzeba go wyjac z pieca... wlasnie wtedy w czasie pieczenia, trzeba spogladac na niego z najwieksza miloscia, i z zaufaniem ze bedzie dobrze sie piekl i ze nie "osiadzie" w czasie pieczenia. Trzeba dodawac mu otuchy , mowic jak pieknie rosnie i jak pieknego nabiera koloru.

Nie nalezy sie zrazac jesli suflet po wyjsciu z pieca "opadnie".

Trzeba wtedy zdobyc sie na wiecej niz "doskonalosc" i umiec dojrzec w nim skryte pieknosci: smak, kolor, zapach i skryte niedoskonalosci ktorymi nas uwodzi.

Codzienne suflety czasami sa mniej dobre, czasami nawet prawie nie do zjedzenia.... ale czasami zdarza sie taki suflet ktorego juz nigdy sie nie zapomina, ktory zostaje w naszej pamieci na zawsze...

Moj i ja jak narazie mamy w pamieci wiecej udanych i niezapomnianych sufletow niz tych "niezjadliwych".

niedziela, 16 września 2007

Nastolatka: Dlaczego jesli ja bym poszla i zabila Busch'a to skazali by mnie natychmiast ( no dobrze, po krotkim procesie) na smierc? Dlaczego zolnierze w Iraku zabijaja niewinnych cywilow i dzieci i nie ida do wiezienia?

Moj: Kiedy bedziesz sie uczyla prawa dowiesz sie ze  kazde zabojstwo w oczach prawa moze byc inne. Inny status ma zabijanie w czasie wojny, inny status zabijanie w krajach "cywilizowanych" w czasie pokju.

Sawicka : Jak bedziesz studiowala prawo nauczysz sie  ze zycie nie jest sparawiedliwe.

Nastolatka : To zycie jest glupie i ludzie tez ( La vie et les gens sont cons).

Znaczy sie czeka nas z Moim jeden z ciezszych okresow dojrzewania: strata naiwnosci Nastolatki dotyczacej "glownych regul" otaczajacego nas swiata.

Prawdopodobnie bedzie to tez bardzo ciekawy okres formowania swiatopogladu.....

Jest w niej (jak w wiekszosci nastolatkow) tyle energii, tyle zapalu, tyle mazen, tyle zachwytu .... oby ten nasz suchy i niesprawiedliwy swiat w niej tego nie zabil.

Oto dziecie rosnie... juz nie wystarczy pocalowac rozwalonego kolana i "pochuchac zeby nie bolalo".

Mozna tylko spogladac i wierzyc ze dalismy jej wystarczajaco duzo sily na przebicie sie przez "mroczna strone" swiata.

20:19, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (4) »
niedziela, 13 maja 2007

Po tym ze po 25 (prawie 26) latach niewidzenia sie, ma sie wrazenie ze te 25/26 lat zupelnie nie istnialo.

Po tym ze jej maz, jej tesciowie, jej wybory w zyciu, jej aktualne zycie jest dla mnie ewidencja. Ona nie mogla byc inna. Ona nie jest inna, Ona sie nie zmienila.

Moje najukochansza Siostra zupelnie, ale to zupelnie sie nie zmienila. Jest jaka byla , jest nadal moja najukochansza siostra, identyczna.......

Kazda z nas w swoim zyciu poznala inne wspaniale przyjaciolki, osoby z ktorymi przez pewien okres laczylo nas duzo, duzo mocnych i ciekawych uczuc i wydarzen, niektore sa wspolnymi przyjaciolkami, niektore poznalysmy oddzielnie.

Poznaje sie przwdziwych przyjaciol, po tym ze ich przyjaciele, ich mezowie/zony, ich rodziny moga byc natychmiast naszymi przyjaciolmi.

Razem ze Smreczyna i jej rodzina spedzilismy CUDOWNY week-end. Szkoda ze tak krotko. Wiem jednak ze napewno do nas jeszcze przyjada ( bardzo niedaleko nas jest "cudowna sciana do wspinania z co najmniej 30 roznymi wspinaczkowymi drogami") i bede cierpliwie czekac.

Udalo nam sie w ten krotki week-end zrobic duzo roznych rzeczy:

1) poplakac z radosci i emocji  zaraz po pierwszej sekundzie spotkania,

2) poplakac w trakcie week-endu i pod koniec , i to tez nadal z radosci i z emocji,

3) pozwiedzac Annecy (no nie w calosci),

4) powymieniac najwazniejsze wiadomosci o bliskich i znajomych Krolika w Europie i w Ameryce,

5) powspominac stare czasy,

6) osmiac sie strasznie z roznych wesolych wspominkow,

7) poznac, troche, wzajemne rodziny ( akurat najmniej poznali Nastolatke, ktora wrocila dopiero wczoraj z Anglii, i po dlugiej  nocnej podrozy, byla lekko padnieta ),

8) najesc sie roznych lokalnych i sabaudzkich potraw, podlanych troche winem (ale nie az tak.... niestety juz nie ten wiek ze mozna pic dwie noce pod rzad),

9) kupic rybe i ja zjesc (Smreczyna wie....),

10) zwiedzic historyczne miejsce i to w trakcie ladnego spacerku,

11) sluchac naszych mezow rozmawiajacych i zgadzajacych sie na tematy polityczne,

12) pochodzic z Panem Psem na spacery ( ale Pan Pies mial radoche z tych gosci.... odrazu wyczol "swoich" ludzi i nie odstepowal ich na krok )

13) wspominac, wspominac, wspominac.

No to tak w skrocie.... ide sobie poczytac jakas ksiazeczke na tarasie, sluchajac wody w fontanie .... i przespac sie odrobinke... niestety jutro codzienna praca......

 PS: Ogromne ucalowania dla Kaczki, Lipy i Stacha od Pieczary......   

13:40, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (10) »
środa, 28 marca 2007
Koniecznie do przeczytania .... http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,4006881.html?as=1&ias=3&startsz=x Zaden czlowiek nie jest wlasnoscia innego czlowieka. Moje dziecko jest czlowiekiem. Moje dziecko nie jest moja wlasnoscia.
08:55, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (3) »
sobota, 17 marca 2007

Sa takie dni w zyciu kazdej kobiety .

Dzis jest taki dzien w zyciu Sawickiej.

Od rana gdybym mogla tak natychmiastowo i szybko, bez zadnych skomplikowanych procedur , rozwiodlabym sie z Moim co najmniej 10 (DZIESIEC) razy.

Jak narazie nie przeszlam z checi do realizacji.

Czyli ze jeszcze wszystko jest OK.

Miejmy nadzieje ze jutro jest innym dniem!

22:21, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (2) »
piątek, 09 marca 2007

Od miesiecy Francja (czyli moja rodzina tez, czyli nasi znajomi tez) zyje przyszlymi wyborami prezydenckimi. Przyrzeklam sobie ze nie bede pisala ani o moich osobistych wyborach, ani ogolnie co mysle o roznych kandydatach. Zbyt malo interesuje mnie tak skomplikowany temat jak polityka, zbyt mam wrazenie ze za malo wiem by o tym mowic.

Wsrod znajomych ktorzy mowia ze nie ma sensu glosowac bo to " blanc bonnet, bonnet blanc" czyli "prawica, lewica :wszystko to samo" podaje jako przyklad kaczorowy kraj i konsekwencje jakie mogly by spasc na Francje jesli skrajna prawica doszlaby do wladzy.

Ja zawsze glosowalam i glosowac bede.

Piec lat temu obudzilam sie 23 kwietnia z "kacem" moralnym w glowie, pytajac sie samej siebie jak moglo dojsc do tego wyboru Chirac/Le Pen .

To tylko taka mala dygresja polityczna.....

Nastolatka ktora nie ma jeszcze prawa do glosowanie no bo jest nastolatka a nie dorosla osoba po raz pierwszy sledzi z nami ten ciekawy okres przed-wyborowy.

Nie tylko zadaje inteligentne pytania ( normalka: dziecko swych rodzicow) ale tez ma swojego "wybranca" wsrod kandydatow. Zreszta mozliwe ze bedzie to i "wybraniec" jednego lub obojga jej rodzicow.

Wybraniec byl wczoraj niedaleko na duuzym zebraniu... I oto moja corka wraz z ukochanym ojcem pojechali "wybranca" sluchac.

Juz nie bede Wam opisywala dumnego jak paw Mojego ktory prowadzil na pierwszy "meeting" polityczny swoja corke.....

I tak sobie dzis mysle.... my rodzice probujemy robic wszystko co jest w naszej mocy by dac naszym dzieciom jak najwiecej waznych dla nas zasad i mysli.

Od malenkiego probujemy zasadzic w tych bogatych ziemiach -naszych dzieciach- te najwazniejsze dla nas ziarenka... Sadzimy, podlewamy codziennie, chronimy kiedy ostre zimy (problemy) je atakuja, dodajemy nawozow kiedy trzeba... i czekamy, czekamy, czekamy.....

 Az tu kiedys, pieknego dnia, oczom naszym ukazuje sie przepiekna roslina, z dlugimi, dobrze trzymajacymi sie w ziemi korzeniami, z przepieknymi zielonymi i mocnymi liscmi (Nika liscmi czy lisciami ?????), z kwiatami o przepieknych , nowych kolorach .....

Warto byc ogrodnikiem tak pieknych roslin!!!

PS: Slowo "wybraniec" odnosi sie do zenskich i meskich kandydatow....

19:14, sawicka02 , Amour
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4