O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS

Male co nie co

piątek, 14 sierpnia 2009

Przez te dwa tygodnie duzo chodzilismy po polskich restauracjach.

Z duza przyjemnosci stwierdzam ze bardzo sie polepszylo w polskich restauracjach .

W stolicy bardzo mi sie podobala "Stara szafa " na Powislu  i "BrowArmia" na rogu Krolewskiej i  Krakowskiego  Przedmiescia gdzie mozna pic doskonale piwo "domowej" produkcji.

W Krakowie poszlismy do opisanych przez " Guide de routard" ( nie wiem czy istnieja te przewodniki w polskim wydaniu) dwoch restauracji i tez nie bylismy zawiedzeni.

W Zakopanym tez znalezlismy restauracje ktora nam odpowiadala i ktora miala troche wiecej w karcie  niz pierogi ( choc przepadam za pierogami to jednak nie moglam ich jesc codziennie), barszcz, zurek i golonke ( niestety nie przepadam za tlustymi potrawami wieprzowymi).

Wszedzie obsluga byla mila i usmiechnieta i mowila po angielsku.

Porcje byly wystarczajace ( a czasami az za…), ladnie wygladajace i przede wszystkim smaczne.

W duzej , ale niestety nie wszedzie, ilosci restauracji i kawiarni mozna dostac normalna kawe, mala i mocna .

Jedna rzecz mnie zdziwila…. ceny niealkoholowych napojow w restauracjach…. Za male butelki  ( 200 ml) wody mineralnej czy Coki, czy Nestea placi sie tyle samo co za 250 ml piwa… najczesciej 5 zl…. A za duze piwo 500 ml placi sie 7 -8 zl…..

Nastolatka ktora zupelnie nie pija alkocholu wypijala za kazdym razem 2 -3 buteleczki wody… co kosztowalo nas wiecej niz nasze duze piwa …???

We Francji w restauracjach ( nawet tych najdrozszych) mozna zawsze poprosic o bezplatna karafke wody  . Wiem ze nie jest tak we wszystkich krajach… ale zeby placic drozej za wode niz za piwo…. to jest jednak pchanie klientow do konsumpcji alkoholu….

Polskie piwo jest doskonale, i z powodu ( jak dla nas, rozpieszczonych naszymi winami francuzow) malego i nie najlepszego wyboru win zapijalismy sie nim z wielka przyjemnoscia.

Pierogow najadlam sie chyba na nastepne 10 lat, ruskich, z kapusta , z jagodami ( to moje naukochansze). Wszedzie doskonale, ogromniaste i duzo lepsze smazone niz gotowane….

Moj i Nastolatka tez mieli duzy wybor, Moj sie zakochal w barszczu… i teraz bede musiala latac na targ po surowe buraki ( a tego u nas nie ma tak duzo).

Nie znalezlismy juz ukochanych wafelkow orzechowych robionych przez Wedla…. Chyba juz nie robia , nie znalezlismy w zadnym sklepie firmowym…, ale na cale szczescie wrocilismy do domu z zapasem Princepolo, ktorych ( sie znaczy o identycznym smaku) nie sposob u nas znalesc.

 W czasie naszego pobytu byla wspaniala sloneczna pogoda i nie mielsmy zbyt duzej ochoty jesc potrw miesnych w sosach , za to najedlismy sie tatarow, i poledwic z rozna ( z wieprzowiny jadamy tylko wedliny) i pstragow. Szkoda ze nie bylo wiecej ryb w kartach, bo my za rybami przepadamy , a wyboru bylo troche mniej.

 Zapomnialam tez zupelnie ze sie wybiera i doplaca dodatki do potraw , u nas najczesciej wszystko jest wliczone w cene .  

 Tylko ciaglemu ruchowi ,zeszlismy i Warszawe, i Krakow, i Tatry prawie we wszystkie strony, nie przytylismy przez te dwa tygodnie… natomiast od przyjazdu jestesmy na diecie "bezalkoholowej"… bo chyba jeszcze nigdy nie wypilam takiej ilosci piwa …. No bo dobre, tanie i goraco bylo…..

wtorek, 17 lutego 2009

 Jeden z najulubienszych deserow mojej francuskiej rodzinki a takze ulubiony deser mojego Taty z przedwojennych lat blogiego dziecinstwa.

Jeden z najmniej pracochlonnych , najtanszych i najszybszych deserow.

Dla tego desseru mam zawsze w domu zapas wanilli.

W zadnym przypadku nie powinno sie robic tego deseru z jakas chemiczna i proszkowa lub olejkowa wanilia….. 

Skladniki:

Litr mleka

1 wanilia

6 jajek

150 g cukru 

Rozkroic wanilie w zdluz, nozem "wyskrobac" srodek wanili i wsadzic  razem z "otwarta wanilia" do litra mleka.

Gotowac mleko na malym ogniu

W miedzyczasie rozdzielic bialko i zoltko.

W drugim garnku wymieszac zoltka i cukier.

Ubic mocno piane z bialek.

Kiedy mleko zacznie sie gotowac wsadzac na nie "kulki" piany z bialek,  po 30 sekundach przekrecic kulki na druga strone.

Po nastepnych 30 sekundach wyjac kulki z mleka i polozyc na czystej szmatce.

Kiedy juz sie ugotowalo wszystkie kulki, wlac mleko do drugiego garnka z cukrem + zoltkami.

Grzac na wolnym ogniu CIAGLE MIESZAJAC az to lekkiego stezenia.  

Nalac do salaterki ( lub dwoch), polozyc na powierzchni kulki z bialka.

Wsadzic do lodowki na min. 2 godziny.

Udekorowac ( ale niekoniecznie) prazonymi luseczkami z migdalow lub karamelem.

Uwaga:. W zadnym wypadku nie dopuscic do zagotowania kremu angielskiego bo sie "zsiadzie" .

Dla poczatkujacych: by uniknac " zsiascia" dosypac na poczatku do cukru  lyzeczke do kawy maczki ziemniaczanej .

               

                                    

                                                      

czwartek, 12 lutego 2009

Po przeczytaniu u Ewy.

Oto historia francuskich faworkow czyli  Bugnes lub Merveilles. 

Bugnes sa znane w calej okolicy Rodansko-alpejskiej a pochodza z Lyon'u gdzie to tuz przed Wielkim postem byly one pieczone i rozdawane / sprzedawane w sklepach masarskich.

Masarze chcieli w ten sposob by ich klienci nie zapominali o nich przez 40 dni postu kiedy to masarnie byly dla praktykujacych katolikow " niedostepne".

Pierwsza niedziela Wielkiego postu nazywa sie zreszta Le dimanche des bugnes czyli niedziela faworkow.

Oto ,dla tych ktorzy chcielby porownac z przepisem polskim francuskie, a raczej lyonskie przepisy na BUGNES: 

Przepis 1:

500 g  maki

200 g  masla

100 g cukru

4 jajka1 kostka ( francuska) drozdzy

1 kieliszek rumu albo soku z pomaranczy albo z cytryny ( jak kto woli)

1 szklanka mleka 

Przepis 2:

500 g maki

100 g cukru,

100 g masla

Rum, pomarancz, cytryna lub inne alkohole jak powyzej

6 jajek

1/2 szklanki mleka 

Wszystko razem wymieszac.

Wsatawic do lodowki na min 2 godziny.

Rozwalkowac ciasto, pokroic prostokaty z dzurka w srodku.

Przekrecic ciasto przez dziurke na druga strone.

                                          

Piec na dobrze rozgrzanej olivie w garnku na frytki .  

Rzecz jasna ze w prawie kazdym szanujacym sie domu francuskim jest "garnek do frytek", w ktorym to robi sie jak widac nie tylko tradycyjne "french fries".

A tak naprawde to zaczynam sie zastanawiac czy faworki nie przyszly do Polski z Francji .

Favoris po francusku to favoryty po polsku czyli taki wlasnie prostokatny rodzaj brody po bokach twarzy zarosnietych panow…..

Od faworyt do faworkow ( malych faworytow ) droga nie jest zbyt daleka….. ale na pewno nie jestem lingwista…. i moze zupelnie sie myle…. 

A moze w ten week-end zrobie les bugnes ????   

Moze lepeij w nastepny w ten week-end przyrzeklam "dzieciom" ze zrobie im œufs à la neige czyli Sniegowe jajka......

                                       

piątek, 07 listopada 2008

MMK i ja pracujemy razem od 6 lat.  Pracuje nam sie razem bardzo, bardzo przyjemnie. Mamy bardzo podobne spojrzenie na swiat, na nasza prace, na pacjentow i w ogole tak ogolnie ( co nie znyczy ze jestesmy takie same, wrecz przeciwnie, mamy tez duzo roznic)., mowi sie po francusku ze "mowimy tym samym jezykiem".

Od paru miesiecy doszlysmy do smutnego przekonania ze niestety nie jestesmy w "normie".

Przekonanie jest smutne nie dlatego ze my nie jestesmy w normie tylko dlatego ze norma nam sie nie podoba. 

My lubimy na prawde to co robimy, z przyjemnosci jestesmy codziennie w pracy ktora pozwala nam poznac kazdego dnia nowych , czesto ciekawych lub zabawnych ludzi.

Mamy tez czesto , w naszej pracy  przywilej  udzialu w badaniach klinicznych , nauce studentow i innych ciekawych naukowych "rozrywkach". 

Staramy sie by kazdy pacjent byl dla nas osoba a nie przypadkiem , staramy sie w miarze naszych umiejetnosci odpowiedziec na jego pytania , byc dla niego kiedy nas potrzebuje i staramy robis to z usmiechem. 

Nie zawsze jest to latwe… sa dni trudniejsze lub latwiejsze… jak dla kazdego, ale przynajmniej staramy sie robic jak najlepiej.

Zreszta bardzo czesto zdaza nam sie ze pacjent nam mowi " Dziekuje" "Pani jest taka mila" " Jak to milo trafic na taka osobe jak Pani". Czesto przechodzac przez korytarz po prostu usmiechamy sie do czekajacych tu pacjentow…. I dostajemy w odpowiedzi tez usmiech lub lekkie kiwniecie glowa. 

Do nas tez czesto trafaja telefony osob ktore juz pare razy "bladzily" po roznych  innych telefonach gdzie odpowiadano im " Nie wiem, to nie u nas etc." Staramy sie jak najczesciej znalesc odpowiedzi na ich pytania, lub przesylamy ich do odpowiednich osob.

MMK i mnie wydaje sie normalne ze staramy sie robic jak najlepeij. 

No i tu jest probleme ….

Niestety nie wszystkim z naszych kolezanek i kolegow wydaje sie to normalne…

Szkoda….

piątek, 29 sierpnia 2008

Od tygodnia goscila u nas, a raczej u Nastolatki jej przyjaciolka od dziecinstwa MO.  

MO zyla w tych okolicach pare lat ( i dlatego zdala francuska mature w Polsce i tak dobrze mowi po francusku )  , ale teraz zyje w WAW. Znaja sie z Nastolatka ( ktora jest pare lat mlodsza od MO) od dziecinstwa i zostaly przyjaciolkami "na cale zycie".

Wczraj dociagnal tez do MO jej ukochany, ktory to po raz pierwszy wital we Francji. Chlopak MO jest vegetalianem ( nie je zadnych zwierzecych prodoktow). I tez nikomu to nie przeszkadza ale spowodowalo nagle ciekawa dyskusje na tematy typowo francuskie czyli na tematy jedzenia. 

Ja  lubie jesc i gotowac i ciagle zaluje ze nie mam wystarczajaco duzo czasu na latania po wszystkich okolicznych targach, fermach, serowniach i innych gospodarstwach rolniczych , gdzie kupuje sie swieze produkty.

Tlumaczylam tez chlopakowi MO ( i ona tez sie do mnie dolaczyla), ze tu we Francji jest kult jedzenia. Jest to tradycja, kultura, przyzwyczajenie etc, etc, etc. 

Od wiekow probuje sie utrzymac stare tradycje  , stare metody fabrykacji . I to dotyczy nie tylko serow ale tez innych prodoktow , ktorych jest cala masa.

Gdziekolwiek sie pojedzie do Francji, wszedzie mozna znalesc dobre tradycyjne potrawy przygotowywane od wiekow wedlug tych samych przepisow.  I zadne tam przepisy zabraniajace uzywania surowego mleka do wyrobu serow ( a tak, amerykanie nie moga jesc naszych prawdziwych camamber'ow bo sa robione z surowego mleka a nie hyper pasteryzowanego) .

Ja jestem bardzo wrazliwa na prawdziwe wyroby i zawsze uwazam na to co kupuje. Sery najczesciej w sklepach przy serowniach, albo u "fromager-affineur" czyli sprzedawcy serow ktory zajmuje sie tez dojrzewaniem tych serow w swoich piwnicach. Z nim moge godzinami gadac o subtelnych roznicach Baufort letniego ( kiedy krowy sa caly czas na pastwisku) czy zimowego ( kiedy biedne krowy jedza siano), czy tez ktore z win danej okolicy lepiej sie nadaje do sera z tej samej okolicy etc, etc, etc. 

Wiem tez od mojego rzeznika z kad pochadza krowy ktorych mieso on u siebie sprzedaje ( bo on sam idzie sobie wybierac krowy na pastwisku z ich rolnikiem). Wiem ze robi swoje wlasne kielbaski i inne wyroby miesne . 

Wiem to wszystko, bo z chce wiedziec i wole zaplacic troche drozej i kupic lepiej i mniej niz wiecej i gorzej.  Dlatego ze ja lubie jesc, bo podoba mi sie tez ta ochota do ciaglego utrzymywania tradycji, bo  zadaje sobie ciagle pytania co wsadzam do mojego biednego i zmeczonego ciala i ze mam ochote memu cialku ( i podniebieniu) robic przyjemnosc. 

Mam tez znajomych ktorzy zupelnie sie nie interesuja  z kad pochodzi mieso i sery i warzywa ktore kupuja w supermarketach, i ktorzy probuja mi tlumaczyc ze w duzych sklepach jest taniej  i nie az tak zle.  Ktorzy kupuja pomidory przez caly rok, i truskawki w marcu, i zupelnie ich nie obchodzi ze te tansze jablka zrobily tysiace kilometrow az do nas, a te lepsze, zaraz obok i troszeczke drozsze przejechaly tylko 10 km.   

We Francji jak wszedzie sa ludzie ktorzy uwazaja na to co jedza i ci ktorym jest to zupelnie wszystko jedno….. Mnie jako wiecznej optymistce wydaje  sie ze tych pierwszych tu, w kraju dobrych win, serow i specyficznych, tradycyjnych potraw kazdego regionu, jest duzo wiecej.

środa, 11 lipca 2007
HA, HA, HA A ja dzis na sniadanie zjadlam DWA kawalki makowca, w poludnie zezre kanapke z poledwica a wieczorem najem sie jak swinia ruskich pierogow domowej roboty Rudej !!! Moje pierwsze ruskie pierogi DOMOWEJ roboty od DWUDZIESTU SZESCIU LAT !!!!!! Mam nadzieje ze ani Moj ani Nastolatka na nie sie nie zuca , nie mowiac o MR ( Mloda Ruda) ktora moze sobie te ruskie pierogi zarzerac w domu. MOJE PIEROGI..... NIE DAM NIKOMU !!!!! I w nosie mam ze jestem egoistka....
sobota, 02 grudnia 2006

Wlasnie skonczylismy "aperitif dinnatoire" czyli aperitif-kolacje.

Nazarlam sie i napilam nieprzyzwoicie.... Foie gras, huitres, vin.... je ne sais plus lequel......

W tlumaczeniu pasztet strasbureski (ktory zupelnie nie musi byc strasburski) i ostrygi... co to bylo za biale wino to juz nie pamietam..... bourgogne, mouscadé....Wiem ze dobre bylo....

Co prawda co jem ( a zdaza mi sie to jednak pare razy do roku) ten pasztet ze zbyt tluczonych gesi lub kaczek to mam takie bardzo lekkie wyrzuty sumienia.... Niby te biedne zwierzeta sa tuczone w bardzo nie mily sposob..... ale....

Foie gras jest tak dobre!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ostrygi to co innego,ich system nerwowy jest bardzo prosty i opiera sie na checi zostania zamknieta muszla kiedy jej sie wsadza noz do srodka. Nie jestem pewna czy ostryga widzi czy ja polykam ja czy tez inne zwierze morskie.

Lubie sobotnie, jesienne wieczory..... ( no bo to miesiace na R, kiedy mozna jesc ostrygi)

Ma szczescie La belle vie mieszkac nad brzegiem oceanu i moc  je zajadac caly rok!!!!

Ide buszowac po szafach... mam ochote na deser!!!!

piątek, 13 października 2006

Czasami mam ochote opisac Wam jak mi sie tu zyje.

Problemem jest ze dla mnie to normalnie banalne ,codzienne zycie i nie bardzo moge sobie wyobrazic  jak Wam to opisywac. dla mnie zajadanie sie ostrygami we wszystkie miesace na R ( septembRe, octobRe,décembRe, janvieR, fevRier, maRs, avRil) jest normalka. A poniewaz moj sie nigdy ich nie nauczyl otwierac, to ja to robie ( taka juz ze mnie Zosia-Samosia). A to pisze dlatego ze po prostu lubie ostrygi, a nie dla jakiegos wymadrzania sie.

Lubie jesc krwista poledwice wolowa z frytkami, nie mowiac ze jest to jedno z najmniej czasochlonnych dan, i robie to czesto.

Slimaki lubie, ale sa ciezkostrawne, wiec kupuje jz baardzo zadko . Same slimaki maja malo smaku natomiast to ziolowo-czosnkowe maslo w ktorym one siedza jest bardzo dobre  (i tluste).

Czerwone wina znam troche , ale nie az tak bo nie bede mogla z zamknietymi oczami powiedziec  jaki to rocznik, jaki gatunek winogron (cepage) ni zkad pochodzi wino.

Jako osoba troche znajaca moge Wam powiedziec ze jak kupujecie francuskie wina koniecznie musza byc wlane do butelki w winnicy (Mis en bouteille dans le chateau ou domaine) a nie przez jakiegos "producenta" czy "negocjanta".

Jesli chodzi o smaki i rodzaje to  wszystko zalezy do czego je pijecie i co wolicie: czy wino ma byc dobrane do jedzenia sie znaczy ma podkreslac jego smak, czy odwrotnie, to jedzenie podkresla smak zadkiego i wyszukanego wina.

Dzis zrobilam kure z imbirem po chinsku. Jest to dosyc slona potrawa,  o troche ostrym smaku z powodu korzenia imbirowego ( ginger lub gingembre). Do tego lepsze jest mlode wino o nie zbyt "mocnym" smaku z mala iloscia taniny. Moj wybral do tego czerwone Beaujolais. Beaujolais jest z reguly dosyc "lekkim" winem doskonale nadajacym sie do tego rodzaju potraw i do nie zbyt ostrych (starych) serow.

Jesli kiedys chcielibyscie sie bawic w domu i probowac jak smakuje to samo wino z roznymi smakami, to nie ma nic prostszgo. Wystarczy butelka wina ( na dwie osoby) i male potrawy o roznych smakach.Trzeba zaczynac od najbardziej "neutralnych" smakowo potraw: np. bialy chleb, potem ciemny chleb, potem dodac do tego troche solonych wedlin, potem sery: na poczatek lekki kozi, potem troche bardziej wyrazisty np. Gruyer ( nie za stary), potem "zielony ser" typu Rocquefort, konczac na jakims mocnym typo Munster lub "samochodzacy" czyli bardzo dojrzaly Camambert lub Brie.

Za kazdym razem maly kes jedzonka i maly lyk wina i potem smakowanie i "czucie" w ustach tych mieszanin smaku....

Gwarantuje Wam ze tego rodzaju ( nie koniecznie droga kolacja, bo nie musicie kupowac drogich win, raczej trzeba dobrze je wybrac) kolacja moze byc poczatkiem do bardzo cieplego , nawet goracego wieczoru.

Byc wsluchanym w smaki i zapachy wina i jedzenia bardzo pobudza wszystkie zmysly.....

Dobrego wieczoru Wam zycze.

sobota, 30 września 2006

Jak wiekszosc potraw "regionalnych" wszystkie specjalnosci "gorskie" to jest "chlopskie jedzenie". To znaczy  ze sa to potrawy do przygotowania ktorych latwo bylo zdobyc skladniki blisko domu.

Fondu, Raclette i Tartiflette maja ta sama baze: ser ktorego tutaj jest pod dostatkiem.

Kiedy mowie o winie , to zawsze o winach wytrawnych!!!

Fondu

Jak jego nazwa wskazuje jest to topiony ser w ktorym sie zanuza kawalek chleba. Przepisow na Fondu jest tyle ile jest w Alpach roznych regionow. Inna bedzie mieszanina w Szwajcarii  a  inna we Francji w Jurze, lub w Alpach.

Nie ma nic prostszego niz fondu

Trzeba liczyc na jedna osobe: 200 g sera ( gruyer, conté, beaufort etc) i 1 dl bialego wina

plus ogolnie na jedno fondu 1 kieliszek Kirsch'u  , 1 lyzecaka do kawy maczki ziemniaczanej (Maizena), chleb (z mala iloscia miazszu , najlepiej bagiettke lub dluga bulke z poprzedniego dnia)

Jest was czworka to samo razy cztery.

- Pokroic chleb na male kawaleczki

- Kirsch i maczke ziemniaczana wymieszac razem; odstawic

- Najpierw dobrze wysmarowac garnek do fondu ( koniecznie zeliwny) przekrojonym na 2 zabkiem czosnku.

 - Wsypac do garnka starty ser ( na duzych oczkach tarki)

- Wlac biale wino.

- Dac na ogien i grzac CALY CZAS mieszajac az sie ser calkowicie roztopi i Fondu bedzie mialo konsystencje "kremowa".

- Mieszac caly czas az do zagotowania. Wlac make ziemniaczana/Kirsch.

-Postawic na ogniu na stole.Moczyc w tym serze chleb i zajadac.

Bardo wazne: Fondu jest dosyc ciezko strawne, najlepiej pije sie do niego biale wino, lub dla bezalkoholikowych herbate.

Raclette

Jak nazwa wskazuje jest to ser topiony SKROBANY.

Dawno temu , przy ognisku kladlo sie kawal sera , na powierzchni sie troche topil, zeskrobywalo sie go nozem i dawalo na kartofle

Do robienia Raclette konieczny jest "piecyk na raclette" na ktorym to piecyku ten ser sie topi.

Do kartofli potrzebne jest duzo wedliny no i biale wino do picia i czekanie na swoja kolejke ( a to zalezy czy to prawdziwy piec do Raclette, czy te robione teraz co to kazdy sobie swoj ser topi.... ale to nie ta sama atmosfera).

Z takim prawdziwym piecem do Raclette zabawa jest fajna, bo jedna osoba ten ser topi i zeskrobuje, a inne czekaja az ten talerz dostana. Na poczekaniu duzo sie pije i podjada wedliny i korniszony ( a korniszony francuskie sa zupelnie inne niz ogorki polskie, i nie ma co porownywac , bo to co innego).... Wynik jest taki ze wszyscy sa lekko upici .... ale jako ze tu gory, i zima i duzo sniegu to nikt tym sie nie przejmuje...

Tartiflette

Moja najukochansza!

Potrzeba:

1,5 kg ziemniakow

400g boczku "w paleczki"

5 cebul

2 Roblochon ( ZADEN INNY SER SIE DO TEGO NIE NADAJE!!!!)

- Pokroic kartofle na kosteczke 2 cm

- Podgotowac je na parze 20-30 min.

- Dac kartofle do naczenia zaroodpornego

- Pokroic drobno cebulke .

- Zarumienc na patelni boczek i cebulke (razem)

- Polac nimi kartofle

- "Zebiastym" nozem lekko podrapac skore Roblochon ( ale jej nie zdejmowac)

- Przekroic Roblochon w poprzek ( w zdluz) i polozyc "pupcia do gory" sie znaczy skorka do gory na   kartoflech/cebuli/boczku

- Piec w piekarniku 180°C  dobre 30-45 min.

- Podawac z zielona salata.

Do tego lepiej sie pije wino czerwone

SMACZNEGO !!!!!

 

niedziela, 24 września 2006

Zrobilam po raz pierwszy w zyciu Sushi!

I wedlug Mojego sa bardzo dobre i moge robic nadal....

Wydawalo mi sie ze to bardzo trudne, a nie ,wcale...

Oczywiscie jak na pierwszy raz nie byly az tak cudownie okragle jak ta kupowane, ale nie rozlatywaly sie zupelnie. Zrobilam tylko z lososiem i krewetkami. Nastepnym razem sprobuje z tunczykiem ( tym z puszki niestety, bo swiezy chyba troche za mocny w smaku). A i moze kupie sobie ksiazeczke o Sushi , to znajde jakies pomysly na inne ryby!!!!

A to wszystko to wina Autor-ki, ktora tez sobie sushi robi i mnie tym zarazila...

 
1 , 2