O mnie , polce ktora jest od lat francuska
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Amour | Babskie gadanie | Male co nie co | Pasja | Santé | Tak ogolnie
RSS

Babskie gadanie

czwartek, 07 stycznia 2010

Pare dni temu siedzac sobie na kanapie, przed kominkiem  ( kocham patrzec na palacy sie kominek  , i kocham napalac w kominku  i to juz od dawna…) i patrzac na padajacy snieg rozmyslalam o roznych  typowo babskich  tematach… nadchodzacej  hustawce hormonalnej, przemijajacym czasie, o tym co chce jeszcze zrealizowac w moim zyciu, o tym co juz zrealizowalam, o tym co kocham ( teatr) o tym kogo kocham ( Moj)…. 

Oto pytanie ktore sobie zadalam: Dlaczego  w codziennym szybkim biegu zycia  mam miejsce i energie na  sluchanie i gadanie  z obymi mi osobami, lub osobami ktorzy nie sa mi zbyt bliscy,  i dlaczego kiedy jestem z Moim lub Nastolatka brak mi tej energi?

Dlaczego , kurzapial, mniej sie zajmuje osobami ktore sa dla mnie najwazniejsze ??? 

To przeciez Moj, z ktory jestem juz od ponad 23 lat , jest moim przyjacielem, to on wie o mnie najwiecej, to jego ramion potrzebuje kiedy jest mi zle, to z nim chce sie dzielic kiedy jest mi dobrze…. I dlaczego przytrafia mi sie ze mi sie nie chce go sluchac wtedy kiedy on potrzebuje zeby go sluchac ?!?!?

Powiedzialam sobie tez wtedy: Sawicka jestes idiotka. Twoja energie uzywaj tam gdzie warto jej uzywac, z tymi ktorych kochasz. Za kazdym razem kiedy nie masz sily zeby sluchac co On chce Ci powiedziec pomysl o tym momencie, teraz, kiedy uswiadomilas sobie ze lepiej jest poswiecac twoj czas i energie dla osob dla Ciebie waznych a nie obcych…..

Odwiedzilam dzis Trawozerce i oto co u niego przeczytalam:

 

Trawozerca  "nauczyl sie pielegnowac w sobie pamiec o przezytych dobrych i pieknych chwilach".

Powinnysmy wszyscy pielegnowac w sobie pamiec  pieknej przeszlosci i dodam ze ta pamiec powinna nam pomoc kiedy wlasnie nam sie nie chce, nie mamy sil, kiedy codziennosc oddala nas od tych ktorzy sa dla nas wazni…

 

Kiedy poznalam Mojego przezywalismy wiosne, potem bylo lato i spacery z dzieckiem.  Za pare miesiecy Nastolatka wyjedzie na studia do innego miasta, ostaniemy sie we dwojke… czy uda nam sie nasza jesien ???  

 

 

wtorek, 01 września 2009

Nie musze juz pracowac.

Mam przed soba ogromne ilosci czasu z ktorym moge sobie robic co chce.

Nie musze sie martwic o forse… bo wiem ze mi jej nie zabraknie… no chyby zebym wydawala przez pare miesiacy setki tysiecy codziennnie… a nie jestem do tego przyzwyczajona.

Rano , nie musze juz nigdy nastawiac budzika… budze sie kiedy mi sie podoba.

Wieczorami moge sie klasc spac bardzo pozno… wiem ze nie musze wczesnie wstawac.

Moge sobie chodzic w tygodniu po poludniu do kina, wieczorami latac po teatrach. Wpadac regularnie do Paryza zeby zobaczyc interesujace sztuki. Moge sobie grac w roznych sztukach z osobami ktorzy tak jak ja kochaja teatr i maja dla niego czas.

Mam czas na proby popoludniami, na dlugie codzienne spacery po lasach i polach z psem.

Kiedy mam ochote jade sobie na male zwiedzanie, a tu Barcelona, a tu Berlin, a tu zakupy w Londynie. Do Ameryki nie latam… za daleko i mi sie nie chce. Dwa razy w tygodniu chodze do pani Masazystki, ktora zajmuje sie moim kochanym cialkiem, masujac je, karmiac je roznymi olejkami co to dobrze cialku robia.

Mam czas i pieniadze zeby wpasc na spotkanie szkolne, i zrobic niespodzianke rodzicom wpadajac ( bez uprzedzenia) na week-end.

Nie musze sie przejmowac zeby znalesc Nastolatce mieszkanie na studia, bo wlasnie kupilam jej mieszkanie niedaleko od uczelni. I wiem ze co miesiac na jej konto wpadaja pieniezki na zycie.

Moge do jej miasta wpadac czesto, mozemy razem rodzinnie pojsc na kolacje, na zakupy, pogadac, posmiac sie…

Nie musze sie juz niczym przejmowac… wszystko plynie sobie spokojnie i szczesliwie….jak sen…. …… i tylko dlaczego ten natarczywy dzwiek budzika…..

A …………znowu wtorek….

piątek, 22 maja 2009

Moja Prababcia uciekla z dobrego zydowskiego domu i wyszla za maz za goja .

Mozecie sobie wyobrazic jaka sila charakteru musiala byc moja Prababcia by sprzeciwic sie rodzinie i dac sie "porwac" w gwiazdista noc swemu ukochanemu.

Moja Babunia  nie tylko wychowywala trojke dzieci ale tez prowadzila stancje i gotowala obiady dla ogromnie duzej ilosci osob . Babunia zawsze doskonale widzial czego potrzebowala i dokad darzyla i nikt nie powazyl sie jej na tej  drodze zycia przszkadzac.

Jednym slowem i moja Prababcia i moja Babunia byly kobietami o silnym charakterze, nie bojacymi sie ani odpowiedzialnosci, ani pracy, ani zycia bez mezczyzn ( kiedy owdowialy).

Moja Mama ma w sobie przecudowny cieply i bardzo matczyny charakter. Pracowala cale zycie jako pielegniarka, i jest i byla ta pielegniarka z powolania, taka pielegniarka ktorej zastrzyki nie bola, slowa koja serce a rece ujazmija bol. Od ponad 50 lat jest zona mojego Taty ktorego zycie nie oszczedzilo  i jest jego ukojeniem , jego ostoja. 

Jak widac pochodze z bardzo pieknej lini kobiecej.

W mojej rodzinie my kobiety jestesmy ta silniejsza strona.

Tak juz jest , mimo ze mamy rozne charaktery, to my kobiety, malzonki, matki, z jednej generacji do drugiej jestesmy "strazniczkami" ognia domowego.

 Z przyjemnoscia obserwuje moja corke i widze w niej podobne do moich cechy charakteru. Upor, wytrzymalosc,dojrzenie do wybranego celu i przedewszystkim taka czysto kobieca inteligencje i sile charakteru. 

Tak juz jest ze z Matki , na Corke , nie zdajac sobie z tego sprawy przekazujemy sobie rozne cechy.

Kiedy to robimy , jak ? 

Codziennie, tak po prostu, kiedy najpierw patrzymy na nasza Mame kiedy przebija sie przez codzienne zycie, jego trudnosci i jego smutki, kiedy usmiecha sie do szczescia i do Slonca.

Pewnego dnia z dziewczynki stajemy sie kobieta. Zdajemy sobie sprawe ze tak jestesmy do Niej podobne…. Potem zastanawiamy sie i dochodzimy do wniosku ze pomimo zupelnie innego charakteru w sumie nasza Mama jest bardzo podobna do Naszej Babci a jej Mamy….

Pewnego dnia z kobiety stajemy sie Mama i kiedy pewnego dnia nasza corka z dziewczynki przemienia sie w mloda kobiete…. Widzimy ze i ona jest do nas podobna…. 

Taki kobiecy lanuch, kobieca linia   .

Czasami kiedy nie jestesmy jeszcze dosyc dojrzale moze sie zdarzyc ze bedziemy sie wsciekac ze tak  do Niej jestesmy podobne… ale potem z czasem, czujemy sie dumne z tego ze jestesmy do Niej podobne, i ze Ona jest podobna do swojej Mamy i ze ….. 

Dumna jestem z kobiet ktore zyly przedemna i z duma patrze na mloda kobiete - moja corke i tylko mam nadzieje ze ta kobieca linia bedzie trwac wiecznie.

Dziekî Niebieskeij Nice  za natchnienie.....

piątek, 13 marca 2009

Samochod byl mi zmarl….

Mial udar serca , przepraszam, motoru. Cylindry  ( albo walwy) mu byly przestaly chodzic….

I oto od polowy lutego jetsem bezsamochodowa osoba zdana na innych samochodowych ludzi.

Normalnie to do pracy i z, tejze, pracy jezdze z Moim. Ale… , bo zawsze jest ale, przynajmniej raz w tygodniu jedzilam sama bo konczylam prace duzo wczesniej niz Moj.

No a tu… ja, kobieta czujaca sie istota wolna i niezalezna … jestem zdana ( prawie calkowicie) na Mojego!!!!!Oj ciezko, ciezko!!!

Nowy samochodzik ( pierwszy NOWY , bo do tej pory to kupowalam juz uzywane) dostane dopiero pod koniec kwietnia !!!!

Dlugo sie czeka na cos czego mi bardzo potrzeba. 

Samochod jak i inne wynalazki cywilizacji, ma to do siebie ze tak dlugo jak sie go nie posiada to sie nie wie jak bardzo byl On nam potrzebny…..I w momencie kiedy nagle nie ma juz tego cuda techniki… to nagle ciezko nam w codziennym zyciu.

I powinnam jeszcze w ogole to olewac bo przeciez mam Mojego i jego sampochod ( ktore moge uzywac kiedy potrzebuje), mam pare kolezanek i kolegow ktorzy mieszkaja w moim miasteczku i tez pracuja w tym samym szpitalu, jesli juz naprawde chce to prosze garaz o pozyczenie mi samochodu ( co chetnie robia, badz co badz kupilam u nich nowy), i w ostatecznosci moge wsiasc do autokaru ktory kilka razy dziennie jezdzi miedzy Genewa a Annecy i przejezdza przez moje miasteczko… 

A ja to nagle czuje sie tak jak by mi cos brakowalo…. 

Jestem osoba  uzalezniona od cywilizacji… 

Samochodomanka jestem bo cierpie na brak samochodu…. 

Wylecze sie pod koniec kwietnia !!!!

czwartek, 05 marca 2009

Wspomnienia z lat dziecinstwa, z lat mlodosci, nic nie jest piekniejsze, cieplejsze, bardziej barwne i sloneczne .

Moje wspomnienia  to Polska.

Polska to moje wspomnienia.

Widze kraj moich szczeniecych lat w przepieknych kolorach wpomnien.

Dzisiejszej Polski nie znam i nie bardzo mam powody by sie nia interesowac.  

Kiedy jest sie dzieckiem, tak jak ja,  wychowanym w cieplym domu , otoczonym zyczliwymi ludzmi jest sie szczesliwym… tak jak ja bylam . 

Mialam szczescie ze osoby ktore towarzyszyly mi w zyciu: kolezanki, koledzy, przyjaciele, nauczyciele, wychowawcy na koloniach czy obozach albo w domach kultury w wiekszosci zostawili po sobie mile wspomnienia. 

Chyba nigdy nie przezylam niemilych slow lub reakcji moich znajomych w storunku do tego ze nie chodzilam ani na "religie", ani do pierwszej komunii, ani do kosciola " w ogole". Jesli te slowa byly, pewnie je zapomnialam … zawsze mialam bardzo optymistyczne nastawienie do zycia. 

Pamietam tez ze kiedy w latach nastolatkowych z przyjaciolkami gadalysmy na rozne , najrozniejsze tematy milosci  fizycznej i " umyslowej"  nie bylo wsrod nas rad " Tylko tak trzeba, bo inaczej to grzech" lub innych podobnych uprzedzen i sadow.

Moje szczeniece lata byla nie tylko szczesliwe ale i wolne, mielismy wrazenie ze uda nam sie cos zmienic w mentalnosciach i ze uda nam sie pokonac "dulszczyzne" i malomieszczanstwo.

Mialam nadzieje i chcialam zeby moj kraj byl wzorem dla innych w przyszlosci.

Jako mloda kobieta czulam sie dosyc wolna, mialam prawo do srodkow antykoncepcyjnych, do aborcji - jesli taki by byl moj wybor, do kochania sie przed zamazpojsciem , do pracy i do macierzynstwa bo byly zlobki, przedszkola i swietlice szkolne. 

Taki byl moj "obraz" Polski kiedy z niej wyjechalam.  

Kiedy teraz czytam artykuly w prasie internetowej na temat prawie ze obowiazkowej nauki religi w szkolach powszechnych , albo dyskusji na tematy zaplodnienia in vitro i oskarzen kosciola polskiego dotyczacej malzenstw ktorym metoda in vitro pozwlila miec dzieci, kiedy czytam ze kosciol polski miesza sie do prawie ze wszystkich chwil zycia Polakow….

Jest mi smutno i czasami wstyd .

Nie taka Polske pamietam z moich wspomnien… nie o takiej chce mowic moim przyjaciolom i znajomym we Francji. 

Wiec nic nie mowie….

Albo mowie tylko " To nie ten sam kraj z ktorego wyjechalam…. Tego terazniejszego kraju nie znam… i nie wiem czy chce znac…." 

I poniewaz nie znam tego kraju  nie moge tak naprawde go krytykowac… 

I tylko jest mi smutno  i jest mi wstyd …. 

Cale szczescie ze mam moje wspomnienia… 

sobota, 21 lutego 2009

Zrobilam dzis biznes wszechczasow, a raczej wyprzedaz wszechczasow!!!!!!

Oto za cale 80 euro kupilam sobie spodnie i kurtke na narty, jak najbardziej markowe i modele tegoroczne!!!

Jak bym zupelnie normalnie je kupila na poczatku sezonu to bym miala po 230 euro !!!! 

Biorac pod uwage ze zupelnie nie wyszlam na zakupy z jakakolwiek mysla zeby cos takiego kupowac i to ze moj stary kombinezon narciarski ma dobrze ponad 10 lat ( jest chyba w wieku Nastolatki.....) i ze kupilam ( a raczj maz byl mi kupil) za 1/3 ceny ...... to nie jest tak zle.

Ja w ogole to na "soldy" czyli przeceny znowu tak bardzo nie laze. Jak mi sie cos przypadkiem spodoba i przypadkiem jest to w okresie przecen to pewnie ze sobie kupe, ale zeby przed przecenami chodzic i pgladac po to zeby w pierwszym dniu przecen na to sie rzucac to mi sie jeszcze nie zdarzylo i pewnie nie zdarzy.

Ide do kuchni przygotowywac Cous cous dla gosci co to mieli przyjsc tydzien temu, ale nie mogli bo chorzy byli....

Desery : placek cytrynowy, placek orzechowy i pianka czkoladowa (mousse au chocolat) sa juz gotowe.

piątek, 06 lutego 2009

Dziekuje Wam bardzo za odwiedzanie i za " doping" do pisania.

Jak zwykle wpadlam w wir zbyt duzej ilosci roznych zajec i znowu brak mi bylo czasu na pisanie tutaj. 

Nastolatka przeszla przez wyrwanie osemek bez zadnych komplikacji ani duzych bolow, lod i mocne srodki przeciwbolowe  dzialaly jak trzeba.

Do tego narkoza spowodowala ze przez 2 dni spala jak susel ( co nie jest w jej przyzwyczajeniach) i byla z tego bardzo zadowolona.

Po 2 dniach spedzonych na nicnierobieniu ,  przegladaniu  DVD i jedzeniu jogurtow kokosowych pozbyla sie i zmeczenia i 2 kilogramow i w cudownym humorku pelna dobrych intencji poszla do liceum. 

Mamy ostatnio duzo ciekawych rozmow z Nastolatka   na najrozniejsze tematy.

O strajku z zeszlego tygodnia, dlaczego i po co i czy mial on wplyw na polityke rzadu.

O obietnicach naszego Prezydenta ktore nigdy nie sa honorowane.

O tablicach " Zmarlych obietnic" tegoz ze Pana Prezydenta.

O tym gdzie bedzie najlepiej studiowac i co .

Czy lepiej najpierw robic DUT  ( Diplôme universitaire de technologie) ktory daje juz  dyplom po 2 latach studiow i ma  bardziej praktyczne podejscie do prawa i daje mozliwosc wejscia od razu na 3 rok studiow, czy tez ( jesli nie dostanie sie na DUT, a kandydatow jest duzo a miejsc malo) isc od razu na studia prawnicze ktore jednak daja mniej praktyki na poczatku.

A moze nauki polityczne , a moze cos innego ? 

Jak niektore z jej kolezanek moga bardzo uwazac na jedzenie , szukajac czy w podanych potrawach nie ma zby duzo srodkow chemicznych, bo nie chca sie " truc" , i tego samego dnia sie zatruwac papierosami i narkotykami. 

Jak nie lubi kiedy "wyjscia" week-end'owe przemieniaja jej znajomych z rozumnych i ciekawych ludzi na podpitych glupkow. 

Jak jest milo gadac z wlasnymi rodzicami , bez klotni i podnoszenia glose.

Jak jest przyjemnie byc  mloda ( prawie-ze) dorosla kobieta, na ktora rodzice patrza mowiac sobie w duchu   "Dzis widzimy ze te wszystkie "trudne" okresy, i sposob wychowania naszej corki daja wspaniale rezultaty". 

Moze bedziemy jeszcze przechodzili przez trudne okresy, moze jeszcze bedziemy sie bardzo martwili, moze.

Dzis patrze na Nastolatke z czysto matczyna duma, ze jest Ona Piekna Osoba, i rozkoszuje sie kazdym momentem.

O Dumie Ojca Nastolatki nawet nie bede pisala…. Wszyscy Tatusiowie to znaja kiedy mowia " C'est MA fille !!!!!!" czyli " To MOJA corka!!!!!". 

I tak naprawde to w nosie mam problemy materialne ( i to ze samochodzik jest u Pana Lekarza od Samochodow i ze musze zaplacic 400 euro !!!!), i szara pogode na dworze, i polityke naszego Prezydenta. 

Dobrze jest kiedy ma sie kogo kochac !!!!! Nic nie jest wazniejsze niz milosc do innych, meza, corki, psa, rodzicow, przyjaciol, bliskich nam ludzi. 

piątek, 09 stycznia 2009

 Wytrzymalam "bycie spokojna i na luzie" cale 7 dni i pol.

Wczoraj sie wscieklam, mialam meczacy sen i obudzilam sie dzis w koszmarnym pochmurnym humorze.

Moj dzis ryno byl wyjatkowo gadatliwy i nadawal w samochodzie przez cala trase. Nie wiem jakim cudem naturalna madrosc kobieca pozwolila mi NIC niemowic i na nim sie nie wyrzywac.

W dodatku powsciekalam sie o bzdure.

Wczoraj wieczor mielismy zebranie teatralne i mowilismy o braku chetnych do grania w jakiejs nowej sztuce.

F nagle mowi, dzwonilam do C i ona by sie zgodzila grac w "Tej" sztuce dwu-osobowej z P.

I tu mnie ,Sawickiej piana zaczela sie wylewac z ust i cisnienie podchodzic do gory nie mowiac o krwi co do glowy walila

"Cooooooo..... to ja od miesiecy mowie ze ja MUSZE grac w nastepnej sztuce bo jak nie to oschne z braku sceny i udusze sie z nie doteatrowania a ty dziewczynie ktora nie ma specjalnie ochoty i ktora z oporem sie "zgadza" grac proponujesz dwu osobowa sztuke !?!?!? w ktorej jeszcze nie grasz i o ktorej juz zesmy mowili i zgodzilismy sie ze jej grac nie bedziemy!!!!"

F: " Nie wiedzilalm, ja to tylko tak zaby nas wiecej w sztukach bylo".

W nocy snilam o tym naszym zebraniu i wstalam wsciekla.

Po milczeniu w samochodzie i przemyslywaniu ( caly czas sluchajace Moje ktory gadal, ale jako kobieta potrafie sluchac i kogos i siebie w tym samym momencie) doszlam do wniosku ze nie mam innej rady jak siedziec i szukac sztuki na 3 - 4 osoby, bo tyle jest nas chwilowo "zdolnych" do grania. Mam czas do znalezienia sztuki az do czerwca, bo i tak nie zaczniemy jej pracowac przed wrzesniem ( ktory dla Sawickiej jast poczatkiem roku... ah te Korzenie).

 I nie ma nic lepszego na polepszenie sobie humorku jak sie zabrac za robote . Udalo mi sie nawet znalesc jakies 2 sztuki, je wydrukowac i teraz musze znalesc czas na czytanie....

Jesli chodzi o Nastolatke to w przyszla srode beda jej wyrywac "zeby mardosci" pod narkoza... Ojciec ja tam zawiezie, a ja bede sobie spokojnie pracowac...lody na kolacje srodowa dla niej juz siedza w zamrazalniku.

I nie wiem czy mam ochote jutro na narty, bo zimno i "Bise" wieje, a z drugiej strony jak nie pojade jutro to potem mam pare week-end'ow juz bardzo zajetych.... i snieg tak dobry.... i tyle mam rzeczy do robienia w domu.... i slonecznie jest ....i nie wiem......

Wszystko bedzie zalezalo od Nastolatki ktore sie dzis obudzila z bolem gardla.......

 

środa, 07 stycznia 2009

Od godziny chodzi mi po glowie melodia "piesni o malym rycerzu" czyli melodia serialu " Pan Wolodyjowski" co to w dziecinnych latach ogladalismy rodzinnie w TV.

Ach, to byly telewizyjne czasy... kiedy dla mlodziezy szly programy po poludniem: Ekran z Bratkiem ( jak bylam mala to myslalam ze ten pan co prowadzil emisje nazywal sie Bratek), Pora na Telesfora, nie mowiac o Bolku i Lolku na dobranocke i o Gesi Balbinie....

Kiedy "szedl" Pan Wolodyjowski w domu byla cisza i trzy pokolenia : Babunia, rodzice i my + pies, siedzialy przed ekranem.

Nie wiem jak jest teraz w polskiej TV  ( i nie mam ochoty wiedziec) , na cale szczescie mam TV Kultura na ktora spogladam od czasu do czasu, bo jak przypadkowo sie pomyle i wpadne na TV Polonia to tam ida jakies koszmarne seriale gorsze od Dallas i Dynastii.

Normalnie ogladam TV wieczorem ( kiedy nie mam teatru lub gosci) , przede wszystkim Canal +, zaczynam od "Les quignoles de l'info" i czasto koncze na jakims filmie.... ale to tez bardzo zalezy bo nie ma az tak duzo dobrych filmow i czesto biore sie za czytanie .

A nostalgia czasami czleka bierze..... "..... piesni o Malym Rycerzu "

 Trzeba przyznac ze Moj tez z nostalgia wspomina francuska ORTF ze spikerkami, dobrymi komikami i " Thierry la Fronde" ( Thierry smialek) lub " Belle et Sebastien"ze swojej mlodosci .

PS: Czy to znaczy ze zaczynam sie starzec ????

Podobno z wiekiem ulepsza sie "dalsza " pamiec a ta natychmiastowa sie pogarsza.....

 

piątek, 02 stycznia 2009

Jak tak naprawde dobrze sie zastanowie to moja najlepsza przyjaciolka, ta ktora wie o mnie najwiecej rzeczy i to takich najbardziej osobistych jest Moj. Moge z nim tez wlasciwie gadac  na wszystkie tematy. Szkoda ze nie jest kobieta , bo wtedy to by dopiero byl najlepsza przyjaciolka. 

Jak bym miala duzo pieniedzy to bym przestala pracowac i bym sie lenila calymi dniami. Tylko ja nie wiem czy ja lubie sie lenic…… 

Dzis w pracy do kolegi :

Sawicka :  " Moje postanowienie na nowy rok jest proste : w 2009 roku jestem glupia" .

Kolega:  " Dlaczego ?" 

Sawicka: " Bo zyje sie lzej jak sie samemu sobie  nie zadaje pytan" 

Wersja francuska :

S: J'ai décidé: en 2009  je suis bête.

K: Pourquoi?

S: La vie est plus légère quand on ne se posse pas des questions.  

I jeszcze w dodatku podjelam decyzje ze w nowym roku nie bede sie denerwowac glupstwami, ani gonic za czasem bo i tak nigdy go nie dogonie ……

Ciekawe ile dni mi sie uda z tymi decyzjami zyc….. 

Dzis cale DWA DNI !!!!!!!

 
1 , 2